Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 sierpnia 2017

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 
Kate i pingwiny kąpali się już dwa razy, na oczach Skippera, który w końcu nie wytrzymał i oznajmił swoją wolę. Chcąc nie chcąc pani Irena musiała ulec, choć oczywiście wiedziała, że źle robi i że pingwin gorączkujący nie powinien włazić do jeziora, bo będzie gorzej. Jednakże Skipper przysięgał, ze aspiryna zdziałała doprawdy cuda. W rzeczy samej - termometr pokazywał trzydzieści sześc i pół. Pani Irena oczywiście uległa. Skipper uzyskał jej zezwolenie na pobrodzenie tuż przy brzegu. W związku z tym, ledwie tylko wszedł do wody - rzucił się czym prędzej na głębinę i wypłynął aż do połowy jeziora.
Hałasy i piski znad wody cichły z wolna, ludzie się rozchodzili. Jasne wciąż niebo zasnuło się szarością wieczoru, potem lekkim fioletem. W powietrzu wisiał gęsty upał, nietknięty nawet najsłabszym powiewem. Czy to z powodu tego upału nauczycielka miała tak ściśnięte serce? Tak przytłoczone nieznanym ciężarem, poczuciem winy, a może - przeczuciem klęski?

Pingwiny już od dawna leżały w śpiworach, a matka i córka jak co wieczór siedziały przed namiotem, wpatrzone w mrok. Stawało się to powoli ich tajemnym rytuałem. Za kępą zarośli po lewej ktoś z cichym chlupotem brodził po wodzie i ciskał kamyki, które dźwięcznie pluskały. Jeden kamyk przemknął tuż nad powierzchnią jeziora i odbił się cztery razy, zanim zatonął w okolicy odległych szuwarów. Zaraz się z nich wysunął jakiś wodny ptak. Popłynął przez jezioro, dzieląc je jednym gładkim cięciem na dwie połowy, obie granatowe, pełne ruchomych gwiazd i ognistych błysków. Błyski rzucał ogień. Po prawej, na górce, płonęło jeszcze ognisko, ciemne sylwetki ludzi rysowały się na jego ruchomym, pomarańczowym tle. Tańczyli wokół ognia, dobrze, że po cichu. Nic dziwnego, już północ, a tu przecież od dziesiątej obowiązuje cisza nocna.
- Idziemy spać, hmm? - odezwała się pani Irena. - Kate? - dodała, kiedy nie otrzymała odpowiedzi. Jeden rzut oka na dziewczynę wystarczył, żeby na twarzy nauczycielki pojawił się uśmiech. Kate zasnęła z głową oparta na jej ramieniu.

Skipper wygrzebał się z namiotu, oddychając spazmatycznie. Kręciło mu się w głowie i musiał wyjść na dwór, żeby nie zwymiotować w środku. Dalej jednak było mu niedobrze, więc przyłożywszy sobie skrzydło do dzioba,  śmignął w paprocie.Zaraz też dołączyła do niego Kate, która najwyraźniej zdążyła się już obudzić. biedny pingwinek, sponiewierany, wyczerpany i drżący, spoczywał na mchu i wyglądał doprawdy żałośnie. Dziewczyna delikatnie podniosła go z ziemi.
- Wszystko dobrze? - spytała, na co pingwinek pokręcił głową. Będziesz jeszcze wymiotował? - kiedy i na to pytanie uzyskała odpowiedź przeczącą, wyszła z lasu z powrotem na pole namiotowe.
- I co my z tobą zrobimy Skipper? - westchnęła pani Irena, która też już zdążyła się obudzić, tarmosząc pingwinka po piórkach. Skipper nie odpowiedział na to nic. Po policzkach poleciały mu łzy, a on ukrył mordkę w bluzie Kate.
- Nie pozwoli mi pani dzisiaj pływać? - bardziej stwierdził niż zapytał, starając się uspokoić.
- Jeśli tylko poczujesz się lepiej, pozwolę. - obiecała nauczycielka. - A teraz budźcie resztę, bo już po dziesiątej.
Poszli na bardzo spóźnione śniadanie do baru, po drodze uiszczając w recepcji stosowne opłaty. Była już jedenasta z minutami, upał wzrastał. Zajęli więc  miejsca pod parasolem na tarasie i przynieśli sobie z bufetu kanapki oraz zimny jogurt, a dla Skippera - dietetyczny posiłek, złożony z gorzkiej herbaty i suchej bułki. wyglądał, biedny pingwinek, mizernie i blado, ale gorączki nie miał (pani Irena sprawdzała to już dwa razy od rana). W miarę spożywania bułki Skipperowi wracał humor, toteż nauczycielka odważyła się zafundować mu lody. siedzieli więc teraz wszyscy w milczeniu, oblizując rożki waniliowe, gdy skipper przerwał ciszę;
- Właśnie stwierdziłem, że lody doskonale mi robią na samopoczucie. - powiedział spokojnie. Gromki wybuch śmiechu spędził z pobliskiej sosny srokę, która gapiła się na gromadkę przy stoliku. Skipper co prawda nie rozumiał, z czego wszyscy się śmieją, ale był zachwycony swoim sukcesywnym rozbawieniem całej reszty.
  • awatar gość: Super opowiadanie ale szkoda mi Skippera. Pozdrawiam :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Nie dziwię się Skipperowi, że źle się poczuł gdy wszyscy pływali, a on nie mógł... Wiem, że był chory, ale choć jeden z pingwinów mógł być wyrozumiały dla Skippera i zostać z nim na brzegu :). Też mam ochotę na zimny jogurt! Ale nie mam go w lodówce :c. PS Mam tylko zastrzeżenie co do jednego zdania: "Popłynął przez jezioro, dzieląc je jednym gładkim cięciem na dwie połowy [...]." Wiadomo, że połowy zawsze są dwie :P. Nie ma czegoś takiego jak trzy połowy, może być jedna, ale przecież nie podzielisz czegoś na jedną połowę :D. Wystarczy jakbyś napisała "na połowy", albo "na pół" ^^.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Schyliłem się, starając się stać niewidoczny dla potencjalnego zagrożenia, ale pomiędzy liśćmi nie mogłem nic wypatrzeć. Zrobiłem krok naprzód na grubej gałęzi, ale za późno zdałem sobie sprawę z tego, że stopy oplątuje mi ogromna pajęcza sieć. Potknąłem się i runąłem w dół, ale na szczęście, a może właśnie na nieszczęście, nie roztrzaskałem się o podłoże, ale wylądowałem w gigantycznej pajęczynie. Gigantycznej i lepkiej. A tuż nade mną zawisł olbrzymi pająk, który natychmiast okręcił mnie obrzydliwą siecią. Nie mogłem się nawet ruszyć.

Kiedy ocknąłem się z dziwnego letargu olbrzymi pająk próbował właśnie zaciągnąć mnie do swojego leża. Oceniłem sytuację i kiedy pochylił się nade mną, żeby rozpocząć konsumpcję, w jego odwłok wbił się mój mieczyk. Nie spodziewał się tego. Na tyle na ile mogłem wydostałem się z pajęczego kokonu, male w moja stronę już zmierzały dwa kolejne pająki. Kryjąc się za drzewem, przypomniałem sobie o pierścieniu, ukrytym w mojej kieszeni i czym prędzej wsunąłem go na palec.
- Zabić ich... Zabić... Zjedzmy ich, póki krew w ich krąży... - to były głosy pająków. - Mają grubą skórę, ale pod nią pyszne soki... - mówiły o krasnoludach. Rozejrzałem się, szukając wzrokiem kompanów. Znalazłem ich szybko. Wokół wisiało dokładnie trzynaście kokonów, mniej więcej tego samego rozmiaru. Właśnie dobierały się do biednego Bombura, który usiłował jeszcze walczyć.
- Uczta! Uczta! Uczta! - skandowały. - Zjeść ich żywych! - cichcem zaszedłem stwory od tyłu i odrzuciłem od siebie konar, podniesiony z ziemi. Uderzył o inne drzewo, a zaciekawione pająki pobiegły w tamta stronę. Tego, którego bardziej interesował obiad z krasnoluda, ciąłem mieczem.
- Do diaska! Gdzie on jest?! Gdzie jest? - zasyczał. nie mógł mnie przecież zobaczyć. Zsunąłem pierścień  z palca i doskonale widzialny nadziałem go na ostrze.
- Żądło... Zabierz... - zasyczał jeszcze i zdechł. Martwy spadł z drzewa i z łoskotem uderzył o ziemię.
- żądło... - uśmiechnąłem się do siebie. - To dobre imię. Żądło. - powtórzyłem bojowo i ruszyłem na ratunek krasnoludom. Odcinałem kokony od lepkiej sieci, a one miękko opadały na ziemię. Dalej krasnoludy radziły sobie same, ale świetnie im szło. Zaciekle walczyły z pająkami, które już zorientowały się, że obiad im ucieka. Ja szukałem pierścienia, który wypadł mi podczas walki z pająkiem. I może to właśnie wtedy znów zostałem rozdzielony z kompanią. Podniosłem z ziemi błyskotkę i biegiem ruszyłem ku krasnoludom, których głosy słyszałem spomiędzy drzew, ale to co ujrzałem, zatrzymało mnie w miejscu. Kołem otaczali ich elfowie.
  • awatar Abstrakcyjny blog: Dawno nie wchodziłam na pingera, ale widzę, że ty nadal tutaj i nadal piszesz swoje świetne opowiadania :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Bez Bilba krasnoludy nie poradziłyby sobie tak dobrze. Widać, że pierścień się czasem przydaje, jednak przeczuwam kłopoty związane z nim ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Wczoraj znowu poniosło mnie do Empiku, skąd przyniosłam drugi tom serii "Pretty Little Liars" czyli "Bez Skazy". Od dawna dużo dobrego słyszałam o tej serii, ale dopiero teraz zebrałam się i kupiłam książkę. Pierwszego tomu akurat nie było, ale dla mnie czytanie serii od środka to nie problem, poza tym już mam w planach kupno pozostałych piętnastu tomów. Będzie czytania, a czytania...
pizap.com15023859413562.jpg

A że ostatnio praktycznie żyję młodzieżówkami, bo chwilowo odpoczywam od fantastyki, wydaje mi się, że to dobra okazja, żeby zakupić sobie tą serię w całości. Oprócz tego zaczęłam oglądać serial na podstawie książek Sary Shepard, ale - będę szczera - w ogóle mi się nie podobał, książka jest o wiele lepsza (bo oczywiście zaczęłam ja czytać w autobusie).

Tia... Właśnie uświadomiłam sobie, że jutro minie tydzień odkąd wróciłam z obozu, a relacji ciągle tu nie ma. Właściwie to nie wiem dlaczego jej nie ma. Dziwne to... <w tle słychać złowieszcze cykanie świerszczy> Ok, to brzmi jak plan, więc relacji w dużym skrócie możecie spodziewać się jutro, tak samo jak małej niespodzianki.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No to miłego czytania :D. Ja dalej męczę "Harry'ego Potter'a i Księcia Półkrwi", coś ostatnio strasznie wolno idzie mi czytanie książek :P. Ale coś czuję, że jak tylko to przeczytam, to "Stawiam na Tolka Banana" skończę w oka mgnieniu :P.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›