Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 9 lipca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Szelest w krzakach narastał, a chwilę potem z zarośli wynurzył się dziwny staruszek na saniach zaprzężonych w króliki, z krzykiem na ustach.
- Złodzieje! Mordercy! Bandyci! - krzyczał, dopóki nie ochłonął trochę i nie przyjrzał się dokładniej naszym twarzom.
- Radagast... - odezwał się Gandalf, opuszczając miecz. Radagast Bury! Mogę wiedzieć co tu robisz? - spytał, zniżając głos.
- Szukałem ciebie Gandalfie. - odpowiedział leśny czarodziej. - Dzieje się coś złego. Naprawdę, coś bardzo złego.
- Tak? - pogonił go Gandalf. Radagast otworzył usta, usiłując coś dodać, ale nie powiedział nic.
- Dajcie mi chwilę. - powiedział w końcu. - Ooo... Miałem myśl. I zapomniałem. Miałem ją tutaj, na końcu języka. O, to wcale nie jest myśl. - skrzywiłem się wbrew sobie, kiedy czarodziej włożył sobie dwa palce do ust i wyjął stamtąd dziwnego owada. - To zwykły... Patyczak. - to już było co najmniej dziwne. Nikt przy zdrowych zmysłach nie nosi patyczaka pod językiem. Czarodzieje oddalili się, aby w spokoju porozmawiać, więc wykorzystałem ten czas, żeby chwilę odpocząć. Krasnoludy również klapnęły na trawę, wokół mnie. Korzystając z wolnej chwili wdałem się w krótką pogawędkę z Bomburem. Jeszcze nigdy nie słyszałem, aby wypowiedział tyle sów na raz, ale to z pewnością dlatego, że zazwyczaj to jego brat Bofur był tym gadatliwym. Przerwałem rozmowę, słysząc groźny warkot dochodzący z bliska.
- Czy... Czy to był wilk? - spytałem. - Czy tu są wilki?
- Nie, to nie był wilk. - odpowiedział Bofur, zaciskając dłoń na toporze. Rozejrzałem się wokół i dopiero poniewczasie zauważyłem za naszymi plecami ogromną wilkopodobną bestię.
- Wargowie! - wrzasnął ktoś ostrzegawczo. Jednego toporem zatłukł Thorin, a kiedy zaraz po nim zjawił się kolejny oberwał strzałą wystrzeloną z łuku Kilego. Potem dobił go Dwalin.
- To znaczy, że horda orków jest niedaleko! - powiedział Thorin, wyszarpując ostrze swojego miecza z łba bestii.
- Komu powiedziałeś o naszej wyprawie? - spytał Gandalf oskarżycielsko. - Prócz krasnoludów.
- Nikomu. - odpowiedział Thorin.
- Komu powiedziałeś?! - Gandalf podniósł głos.
- Nikomu, przysięgam! - teraz krzyczał i Thorin. - Na Durina, co się tutaj dzieje?
- Ktoś na was poluje. - stwierdził czarodziej.
- Musimy się stąd wynosić. - zdecydował Dwalin.
- Nie damy rady! - krzyknął najmłodszy - Ori - wybiegając zza zarośli. - Nie mamy kucyków! Zniknęły! - wargowie byli coraz bliżej. Żaden z nas nie wiedział co ma teraz robić, ani jakie podjąć działania.
- Odciągnę ich uwagę. - odezwał się w końcu Radagast.
- To są wargowie z Gundabadu. - zaprotestował Gandalf. - W mig cię dogonią...
- A to są króliki z Rosgobel. - przerwał mu bury czarodziej. - Więc niech próbują gonić.

Plan natychmiast został wcielony w życie i Radagast, jadąc w swoich saniach wypadł na równinę, pokrzykując na orków, dosiadających ogromnych wilków. Śmiał się i wydawał się przy tym doskonale bawić. Pewnie czułbym się podobnie, gdybym nie był zwierzyną pochwyconą w pułapkę. Kiedy wargowie, goniący czarodzieja zniknęli, wymknęliśmy się z naszej kryjówki i rzuciliśmy przez równinę. Tak naprawdę nie wiedziałem dokąd biegnę, ale wierzyłem, że Gandalf zapewni nam bezpieczeństwo. Jak się okazało, orkowie nie byli wcale głupi. Szybko przejrzeli podstęp, i zanim znaleźliśmy nową kryjówkę, krasnoludy były zmuszone zabić dwóch czy trzech. W końcu jednak wsunęliśmy się do niewielkiej podziemnej jaskini. Na zewnątrz rozgorzałą jednak zajadlejsza walka. Poprzez ryk orków słyszałem łomot końskich kopyt, a chwilę potem do naszej kryjówki zwalił się martwy ork. Thorin wyszarpnął strzałę tkwiąca w jego gardle.
- Elfy. - odezwał się, patrząc na Gandalfa.
- Nie widzę dokąd prowadzi ta ścieżka! - zawołał Dwalin, wszedłszy głębiej do jaskini. - Idziemy nią, czy nie?!
- Oczywiście, że tak! - odpowiedział mu Bofur i gęsiego jeden za drugim podążyliśmy tajemnicza drogą wśród skał.
- To rozsądna decyzja. - skomentował Gandalf. Krasnoludy przepychały się i pokrzykiwały jeden na drugiego, ale ja znów postanowiłem zaufać czarodziejowi. Skoro popierał decyzję Bofura, musiał wiedzieć, gdzie zaprowadzi nas ścieżka wśród skał. W końcu wyszliśmy  na otwartą przestrzeń, a tam ujrzałem rzecz piękniejszą, niż mógłbym się spodziewać. Białe, ogromne domostwo, wybudowane wprost na skale, owinięte bluszczem i innymi roślinami.
- Dolina Imladris. - odezwał się Gandalf. - We wspólnej mowie znana pod inną nazwą.
- Rivendell. - wyszeptałem oczarowany.
- Tutaj jest ostatni przyjazny dom na wschód od morza. - powiedział czarodziej.
- Od początku miałeś taki plan. - Thorin powiedział na głos to, o czym myślałem od jakiegoś czasu. - Szukać schronienia u naszego wroga.
- Nie masz tutaj żadnych wrogów Thorinie. - odparł Gandalf. - znajdziesz tutaj jedynie złą wolę, którą przynosisz ty sam. - na Durina, czy tych dwoje musiało się bez przerwy kłócić? Decyzja jednak zapadła, a tym razem nawet nasz wódz nie miał nic do powiedzenia.
  • awatar Hanti: Kocham tę scenę z Radagastem :D Jest pozytywnie zakręconym czarodziejem <3
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: I pomyśleć, że tyle już się zdąrzyło wydarzyć :P.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›