Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 lipca 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
- Jedzie!!! - wrzasnął Szeregowy. Na peronie zrobił się ruch, ludzie łapali bagaże, pociąg linii InerCity przemieścił się tuż obok Kate i zaraz potem zrozumiała ona, że jeśli ma się miejsce w wagonie D, to powinno się stać w zupełnie innej, tej zacienionej części peronu. zaczęli się przedzierać przez tłum. Megafon wrzeszczał nad ich głowami, zapowiadając kolejne przyjazdy i odjazdy. Wreszcie jednak dotarli do wagonu czwartego i wsiedli do środka po czym okazało się, że jest jeszcze mnóstwo czasu. Pani Irena mogła odetchnąć i ze spokojem oddać się szukaniu biletów. Wiedziała na pewno, że je miała, tylko w tej chwili niestety nie pamiętała gdzie. Odbyło się długie, gorączkowe przeszukiwanie kieszeni jej dżinsów, kieszonek jej płóciennej bluzki, wreszcie nauczycielka bilety szczęśliwie znalazła. Teraz wystarczyło już tylko odetchnąć z ulgą i zająć miejsca w przedziale.
Pingwinom nudziło się okropnie. Zjadły większość słodyczy i kanapek na drogę. Wypiły także wszystko, co było do wypicia. Mijał kwadrans za kwadransem i Kate nawet nie zauważyła, że pingwiny podebrały panu, który siedział pod oknem jego "Rewię Rozrywki" i rozwiązały mu wszystkie rebusy, nawet kołowe. Natomiast Kate razem z przybraną mamą spały parte o siebie nawzajem, zmęczone upałem i duchotą.
Skipper coraz bardziej nerwowo wiercił się na fotelu. Patrzył na Kate, niemalże hipnotyzując ją wzrokiem, żeby się wreszcie obudziła, ale telekineza najwyraźniej nie działała. Przeniósł wiec wzrok na kolegów, a po namyśle - i w przypływie odwagi - położył skrzydło na ramieniu Kowalskiego.
- Masz ochotę na mały spacer do toalety? - spytał.
- A czemu? - odpowiedział pytaniem Kowalski. Skipper poruszył się nerwowo. Musiał wyjść i to w tej chwili!
- Bo ja już muszę. Pójdziesz? - Kowalski pokiwał głową i wziął dowódcę za skrzydło.
- Kate. Kate! - usłyszała nagle dziewczyna po swojej lewej stronie i gwałtownie wyrwana ze snu, spojrzała na Kowalskiego, który stał obok, szarpiąc ją za rękaw.
- Słucham. - szepnęła sennie.
- My idziemy do toalety. - poinformował ją Kowalski.
- To straszne. - jęknęła Kate. - Czekajcie, idę z wami.
W toalecie, niestety, nie było ani kropli wody do umycia rąk i Kate, która wycisnęła na dłonie dość sporo mydła, stałą teraz bezradnie, nie wiedząc, co robić dalej. Na szczęście Skipper odkrył, że umyć się można w toalecie wagonu następnego. Kiedy wrócili do przedziału pociąg akurat zaczął zwalniać bieg, za oknami mignęła pierwsza peronowa tablica "Inowrocław", a potem ukazały się zabudowania dworcowe. Pani Irena już nie spała i teraz zdejmowała z półki swój plecak, rulon namiotu i plecak Kate.
- Już myślałam, że będę musiała was szukać. - odezwała się.
- Byliśmy tylko w toalecie. - odpowiedziała z uśmiechem Kate. - Daj, pomogę ci. - chwilę potem obie, wraz z pingwinami, schodziły po wysokich stopniach wagonu na peron. Kate podtrzymała chwiejącą się nauczycielkę.
- Nic ci nie jest? - spytała. Pani Irena pokręciła głową przecząco.
- To przez ten upał, nic więcej. - odpowiedziała.
- Jestem głodny. - odezwał się Kowalski.
- Jak mam być szczera, to ja też. - dodała Kate.
Chwilę potem cała ferajna siedziała przy stoliku w niewielkim barze z fast-foodami. Pingwiny zjadły już ogromny talerz frytek i zastanawiały się, czy mogą poprosić o drugą porcję. Kate w zamyśleniu odgryzała kawałki zapiekanki. Spojrzała na przybraną mamę, siedzącą nad szklanką wody z nisko opuszczoną głową.
- Dobrze się czujesz? - spytała. Pani Irena pokręciła głową przecząco. - Może wyjdź na dwór, tam przynajmniej jest stały dopływ tlenu. - nauczycielka zaprzeczyła.
- Poszłabym do toalety. - odpowiedziała Będziecie tu siedzieć?
- A nie zemdlejesz po drodze? - przestraszyła się Kate.
- Nie. - pani Irena uśmiechnęła się słabo, wstając z miejsca. Dziewczyna odprowadziła spojrzeniem przybraną mamę i westchnęła. Sama też była potwornie zmęczona. Ciekawe, czy pod miastem znalazłby się jakiś zaciszny kącik na rozbicie namiotu?
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ja dziękuję. Dawno nie jechałam pociągiem. Ostatni raz chyba ze 4 lata temu :P. Cieszę się, że Skipper w końcu odważył się powiedzieć komuś, że potrzebuje pójść do toalety ;). Szkoda mi tylko pani Ireny... Mam nadzieję, że nic jej nie będzie...
  • awatar RainbowxD: Biedna pani Irena, zapewne jazda pociągiem źle na nią wpłynęła. Ja sama osobiście tym środkiem transportu jeszcze nigdy nie jechałam. Oby bohaterom udało się znaleźć odpowiednie miejsce na rozbicie małego obozu :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Pierwszy obóz rozbiliśmy u stóp Wichrowych Wzgórz. Liczyłem na to, że dane mi będzie się przespać, ale grubas Bombur chrapał tak strasznie, że oka nie byłem w stanie zmrużyć. Gandalf siedział niedaleko paląc fajkę. Stwierdziwszy, że nie mam co liczyć na zapadniecie ciszy, wstałem z naprędce ułożonego posłania i przeciągnąwszy się, podszedłem do swojej klaczy, którą zdążyłem polubić. W końcu mieliśmy razem podróżować.
- Jak tam? Wszystko dobrze, hmm? - spytałem szeptem, zdając sobie sprawę, że gdyby ktoś mnie teraz usłyszał - rozmawiającego z koniem - wziąłby mnie za szaleńca. Podsunąłem jej pod chrapy jabłko, wcześniej upewniwszy się, że nikt nie widzi co robię.
- To nasza tajemnica. Nikomu ani słowa. - szepnąłem jeszcze, zanim przez ciemność przedarł się wściekły jazgot. - Co to było? - spytałem, odwracając się ku reszcie kompanii.
- Orkowie. - odpowiedział mi Kili. Razem z bratem siedzieli przy niewielkim ognisku, prowadząc jakąś rozmowę.
- Orkowie? - powtórzyłem, podchodząc do niego. Wolałem mieć przy sobie jakiegoś walecznego krasnoluda, gdyby te paskudy zaatakowały. Thorin przebudził się nagle, słysząc wycie.
- Zarzynacze. - dodał drugi z braci. - Pewnie są ich setki w Samotnym Kraju. Atakują tuż przed świtem kiedy wszyscy jeszcze śpią.
- Szybko i cicho, bez hałasu i bardzo krwawo. - odezwał się znów Kili. Odwróciłem się, próbując wypatrzyć coś w ciemności. Dopiero na głos Thorina odwróciłem się znowu.
- Uważacie, że to zabawne? Myślicie, że atak orków to żarty?!
- Wcale tak nie myślimy. - odpowiedział Kili.
- W ogóle nie myślicie! - skarcił ich jeszcze Thorin, odchodząc kawałek od obozowiska.
- Nie przejmuj się chłopcze. - odezwał się Balin, który również nie spał. - Thorin ma powody, by nienawidzić orków. - Zdążyłem już poznać Balina i przekonać się, że jest jednym z najbardziej rozmownych krasnoludów. Zawsze miał w zanadrzu jakąś ciekawą historię. Instynkt nie zawiódł mnie i tym razem.
- Kiedy smok zajął Samotną Górę król Thror próbował odzyskać królestwo krasnoludów, Morię. Ale nasz wróg dotarł tam pierwszy. Morię podbiła armia orków z północy, a przewodził im najokrutniejszy z nich Azog Plugawy. Potężny ork z Gundabadu. Poprzysiągł zetrzeć w proch plemię Durina. - wpatrywałem się w Balina, milcząc. Ciekawił mnie finał tej historii. - Najpierw ściął głowę króla. Thrain, ojciec Thorina oszalał z rozpaczy. Zniknął. Został pojmany lub zginął. Nikt nie wiedział. Straciliśmy wodza. Porażka i śmierć zdawały się nieuniknione. I wtedy go ujrzałem. Młody książę krasnoludów stanął do nierównej walki z bladym orkiem. Sam na sam ze straszliwym przeciwnikiem, w zniszczonej zbroi, z konarem dębu, który był jego tarczą. Azog Plugawy przekonał się tego dnia, że ród Durina nie da się tak łatwo złamać. Stanęliśmy ramię w ramię. I odepchnęliśmy wroga. Wróg został pokonany, ale nie ucztowaliśmy, nie śpiewaliśmy pieśni, bo ogrom strat był ponad nasze siły. Niewielu nas przeżyło. Pomyślałem wtedy, że jest ktoś, kto mnie poprowadzi, kogo mogę nazwać królem. - Balin przeniósł wzrok na Thorina. Dopiero teraz zauważyłem, że jego opowieści słuchały wszystkie krasnoludy.
- A blady ork? - spytałem. Nie dawało mi to spokoju. Balin jednak milczał. - Co się z nim stało? - ponowiłem pytanie.
- Już dawno temu zdechł od ran. - odpowiedział Thorin, stając przede mną. Gandalf i Balin wymienili spojrzenia. Wtedy zacząłem mieć wątpliwości co do jego słów.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Z orkami nie ma żartów... :/
  • awatar Hanti: Dlatego zawsze ( jeśli jest taka możliwość) trzeba się upewnić czy przeciwnik został zabity.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›