Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 lipca 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Któryś z nich posadził mnie na fotelu, inny włożył w dłoń kubek czegoś ciepłego i rozgrzewającego. Jeszcze inny już wyjmował ze swojej sakwy zioła, chcąc parzyć mi napar.
- Nic mi nie jest! - krzyknąłem natychmiast. - Tylko trochę tak sobie tutaj posiedzę. - pięknie, na dodatek strasznie plątał mi się jeżyk.
- Tak sobie tutaj siedzisz już trochę za długo! - i jeszcze ten czarodziej postanowił się wtrącić. Daję słowo, nie marzyłem o niczym innym jak o tym, żeby wreszcie opuścili mój dom.
- Nie mogę ruszyć w podróż, nie potrafię! - zdenerwowałem się. - Jestem Bagginsem z Bag End!
- Ale jesteś także Tukiem... - westchnąłem ciężko. Jakich argumentów miałem używać, żeby wygrać z tym upartym starcem? - A czy wiesz, że twój stryj, Bullroarer Tuk był tak wielki, że dosiadał prawdziwego konia? - pokiwałem głową.
- Wiem. - odpowiedziałem z rezygnacją.
- Dobrze, że wiesz. - Gandalf opowiedział mi historię, którą słyszałem już wiele razy i którą znałem tak dobrze jak samego siebie. O moim stryju, który wymachując kijem oddzielił głowę goblina od reszty ciała.
- Sam będziesz opowiadał takie historie kiedy wrócisz z wyprawy. - dodał, uśmiechając się.
- A możesz mi zagwarantować, że wrócę? - spytałem podchwytliwie.
- Nie. Ale jeśli wrócisz, wrócisz odmieniony.
- Tak też myślałem. - westchnąłem, wstając z fotela. Przeniosłem się do pokoju nazywanego przeze mnie kominkowym. Krasnoludy rozpaliły ogień, wielu paliło fajki, a Thorin zaczynał nucić przyjemną dla ucha piosenkę. Przysłuchiwałem się śpiewom i nuconej melodii dopóki nie zasnąłem.
  • awatar Hanti: Szkoda, że tak krótko :(
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Nie czytałam Hobbita, ale to jest genialne! :D. Przemyślenia Bilba mnie rozwalają :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Przebudziłem się gwałtownie. Śniłem o trzynastu krasnoludach i czarodzieju na dodatek, którzy plądrowali moją spiżarnię, wywracali dom do góry nogami, a ponad to usiłowali mnie wpędzić w kłopoty. Zaraz potem uświadomiłem sobie, że to nie był sen, więc czym prędzej zerwałem się z łóżka, żeby sprawdzić czy już sobie poszli czy też może dalej sieją zamęt w moim domu. Zajrzałem w każdy kącik, starając się to robić jak najciszej. Nikogo nie było. Odetchnąłem z ulgą, ale jednocześnie poczułem coś innego. Czyżbym zaczynał dziwnie się czuć w pustym i cichym domu? Jeszcze poprzedniego dnia dałbym wszystko, byleby tylko moja norka znów była zaciszna. Spojrzałem na przeglądany poprzedniego wieczoru kontrakt, który wciąż leżał na kredensie. Czyżby zostawili go w nadziei, że jednak zmienię zdanie?

Chwilę potem pędziłem już polnym dróżkami Hobbitonu, ze spakowanym plecakiem na plecach i z kontraktem w dłoni, który powiewał na wietrze, bo nie zadałem sobie trudu, żeby go złożyć. Sąsiedzi spoglądali na mnie ze zdumieniem. Trudno było im się dziwić. Byłem uważany za statecznego hobbita, a teraz gnałem na złamanie karku po przygodę.
Krasnoludy złapałem w lesie. Wszyscy jechali na kucykach, jedynie Gandalf na dużym pełnowymiarowym koniu.
- Czekajcie! - wrzasnąłem. - Stać! Podpisałem. - podałem kontrakt najstarszemu - Balinowi, który przyjrzał mu się wnikliwie.
- Rzeczywiście, podpisane jak należy. - powiedział. - Witamy panie Baggins... W kompanii Thorina Dębowej Tarczy. - tutaj, mógłbym przysiąc, Thorin parsknął z lekceważeniem.
- Dać mu kucyka. - polecił.
- O nie, nie trzeba. - zaprotestowałem. - Dam radę na piechotę. Raz to nawet do Frogmorton doszedłem. - krasnoludy jednak nie przejęły się ani jednym moim słowem i chwilę potem siedziałem na wyjątkowo objuczonym kucyku, odsuwając się kiedy ten ruszał głową. Nie znoszę jeździć konno. Zanim się obejrzałem w powietrzu zaczęły latać sakiewki z niewielkimi ilościami monet.
- Widzisz Nori? Płacisz! - usłyszałem jednego z krasnoludów.
- Ale za co? - spytałem Gandalfa, który zrównał się teraz ze mną.
- Zakładali się o to czy nas dogonisz. Większość uważała, że nie. - odpowiedział czarodziej z dość zadowolonym uśmiechem.
- No a ty? - zapytałem znowu. Gandalf nie odpowiedział, bo prosto w jego dłoń wpadła sakiewka, którą podrzucił z widocznym zadowoleniem.
- Mój drogi, ja nigdy w ciebie nie wątpiłem. - miałem zamiar odpowiedzieć coś złośliwie, albo przynajmniej złośliwie się uśmiechnąć, ale zaczęło mnie kręcić w nosie, wyrwało mi się nawet kichnięcie.
- Końska sierść. - odezwałem się, choć zapewne nikt nie oczekiwał wyjaśnienia. - Chyba mam uczulenie. - zacząłem klepać się po kieszeniach, w poszukiwaniu chustki do nosa.
- Stać! Musimy zawrócić. - krzyknąłem, wstrzymując kompanię. - Nie wziąłem chusteczki do nosa. Gandalf zaśmiał się, najwyraźniej uznawszy to za żart.
- O mój drogi Bilbo.  - odezwał się. - Wkrótce nauczysz się obywać bez chustki do nosa, ale także bez wielu innych rzeczy.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ciekawa jestem czy to przypadkiem nie sztuczka Gandalfa żeby Bilbo podpisał kontrakt. Chodzi mi o to, że Bilbo poczuł nagle taką pustkę w domu i zdecydował się wziąć udział w wyprawie ;).
  • awatar Hanti: Gandalf ma głowę do interesów :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›