Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 18 lipca 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Gandalf oczywiście opowiedział Elrondowi o tajemnym wejściu do Ereboru i tajemniczej mapie, w posiadaniu której był Thorin. Krasnolud zezłościł się, co również było oczywiste.
- Elfom nic do naszej wyprawy. - powiedział, kiedy Gandalf usiłował skłonić go do pokazania mapy naszemu gospodarzowi. Elrond studiował różne mapy i istniało prawdopodobieństwo, że na naszej zauważy coś, co my przeoczyliśmy.
- Błagam cię Thorinie, pokaż mu mapę. - Gandalf najwyraźniej nie dawał za wygraną i wiedziałem, ze w końcu dopnie swego.
- To scheda ocalona przez mój ród. Musze chronić ją i jej sekrety. - Thorin również nie zamierzał ustąpić.
- Czemu krasnoludy są takie uparte? - zdenerwował się Gandalf. - Twoja duma kiedyś cię zgubi. To jeden z niewielu mieszkańców Śródziemia, który może ją odczytać. Pokaz tę mapę Elrondowi! - elf spojrzał na Gandalfa, potem zerknął na mnie. Stałem z boku, przyglądając się całej sytuacji, ciekawy, co z tego wyniknie. Zerknąłem na Thorina w momencie, kiedy akurat wyjmował mapę zza pazuchy.
- Thorinie, nie! - zaprotestował Balin, kiedy mapa wreszcie ujrzała światło dzienne (a raczej blask księżyca) i Thorin powoli podał ją Elrondowi. Elf rozwinął mapę, wpatrując się w nią w zdumieniu.
- Dlaczego interesujecie się tą mapą? - spytał w końcu.
- Z czystej ciekawości. - odpowiedział Gandalf, ubiegając Thorina, który już otwierał usta. - Jak wiesz, takie starocie czasem coś ukrywają. Ciągle znasz starokrasnoludzki, prawda? - Elrond obejrzał mapę w blasku księżycowym i wyszeptał kilka słów, dla mnie niezrozumiałych. - Runy Lunarne. Oczywiście... - usłyszałem Gandalfa i spojrzałem na niego. - Łatwo to przeoczyć. - dodał.
- W tym przypadku istotnie. - powiedział Elrond. - Można je odczytać tylko jeśli księżyc jest tego samego kształtu i w fazie, jak w dniu, gdy je napisano.- Odczytasz je? - spytał Thorin rzeczowo.
- Te runy powstały w noc letniego przesilenia w świetle sierpowatego księżyca prawie dwa wieki temu. To przeznaczenie was tu przywiodło. Los ci sprzyja Thorinie. Dziś świeci nam taki sam księżyc. - Elrond uniósł mapę do góry, tak, że światło księżyca padało wprost na nią. Jak oczarowany wpatrywałem się w papier. Byłem niezwykle ciekaw, co się teraz wydarzy. Już po chwili na mapie zaczęły pojawiać się świetliste runy.
- "Stań przy szarym głazie, kiedy drozd zastuka, a zachód słońca, ostatnim światłem Dnia Durina, wskaże ci dziurkę od klucza."
- Dnia Durina? - odezwałem się pytająco.
- Pierwszy dzień nowego roku krasnoludów. Gdy ostatni księżyc jesieni i pierwsze słońce zimy świecą razem na niebie. - wyjaśnił mi Gandalf.
- To zła wiadomość. - powiedział Thorin. - Lato przemija i Dzień Durina się zbliża.
- Jest jeszcze czas. - odparł Balin.
- Czas? Na co? - czy tylko ja jeden nie rozumiałem o czym mówią te krasnoludy?
- By znaleźć wejście. - wytłumaczył Balin. - Musimy stać dokładnie tam gdzie trzeba, dokładnie kiedy trzeba. Wtedy i tylko wtedy wrota da się otworzyć.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Myślę, że czasem krasnoludy powinny dać szansę elfom. One mogą pomóc... Runy Lunarne - podoba mi się ta nazwa ;).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Następnego dnia zostałem brutalnie zerwany z łóżka przez samego Thorina. Mówił coś o tym, że musimy natychmiast wyruszać w dalszą drogę. Dostałem tyle czasu ile było mi potrzebne na spakowanie niewielkiej liczby rzeczy, które miałem ze sobą i zjedzenie szybkiego śniadania. Najbardziej ciekawiło mnie, dlaczego wyruszamy sami, bez Gandalfa i co w tym czasie porabia czarodziej.
- Bądźcie czujni! - nakazał Thorin. - Opuszczamy kresy dzikiego kraju. Balin, znasz tę ścieżkę prowadź. Panie Baggins, radzę nie zostawać w tyle! - zawołał gdy zatrzymałem się, żeby rzucić ostatnie spojrzenie na Rivendell. Z westchnieniem ruszyłem dalej, choć nurtowało mnie wiele wątpliwości.

Wędrowaliśmy przez cały dzień, z jednym tylko postojem na popas. Wieczorem za to złapała nas gwałtowna ulewa. Nad naszymi głowami przewalała się burza z piorunami. Wąska, kamienna ścieżka po której szliśmy stała się śliska, a upadek z wysokości groził śmiercią, o czym przekonałem się sam. Poślizgnąłem się i gdyby nie Bifur, który złapał mnie za szelkę od plecaka, niechybnie zginąłbym na miejscu.
- Szukajmy schronienia! - usłyszałem Thorina i musiałem przyznać, że była to najrozsądniejsza z jego dotychczasowych decyzji.
- Uwaga! - wrzasnął zaraz potem Dwalin, a w skalną ścianę, tuż nad naszymi głowami uderzył potężny głaz.
- To nie jest zwykła burza! - Balin usiłował przekrzyczeć, wrzeszczące krasnoludy. - To walka olbrzymów! Spójrzcie! - rzeczywiście, w szalejącej ulewie udało mi się dostrzec dwie sylwetki kamiennych gigantów, które ciskały w siebie głazami równie wielki jak ten, który omal nas nie zabił. Rozpaczliwie usiłowaliśmy się gdzieś schronić, prowadząc nierówną walkę z kolosami i siłami przyrody. W końcu, kiedy kolejny głaz uderzył w ścianę skał, poczułem, że lecę i ostatkiem sił wczepiłem się w brzeg skalnej półki. Bofur natychmiast zauważył moje zniknięcie i krasnoludy natychmiast rzuciły się mi pomóc. Niestety zrobiły to wszystkie na raz, co dodatkowo mnie zdezorientowało. Wreszcie, na skalną półkę wciągnął mnie z powrotem Thorin, sam ryzykując przy tym życie, ale jak zwykle nie okazywał mi sympatii.
- Myślałem, że będzie po nim. - odetchnął Dwalin.
- No bo będzie. - odpowiedział mu Thorin. - Przepadnie prędzej czy później. Źle, że z nami poszedł. Nie jest jednym z nas. - nie śmiałem nic na to opowiedzieć. Nie pokazywałem również po sobie, że te słowa dotknęły mnie do żywego.

Wreszcie krasnoludy znalazły suchą i bezpieczną jaskinię w głębi góry.
- Nada się na kryjówkę. - stwierdził Dwalin, wchodząc do środka. - Nic tutaj nie ma! - dodał, obejrzawszy jaskinię dokładniej. Mogliśmy zatem odpocząć i przeczekać ulewę.
- Żadnego ognia. - odezwał się Thorin, kiedy Gloin już miał podpalić zebrane kawałki drewna. - Nie w tym miejscu. Prześpijcie się. Ruszamy z samego rana.
- Ale mieliśmy czekać w górach, aż Gandalf dołączy. - odpowiedział Balin. Więc taki był ich plan.
- Plany się zmieniły. - skwitował jego słowa Thorin.
Tej nocy, mimo, że byłem zmęczony, nie mogłem zasnąć. W głowie ciągle miałem słowa Thorina, które wziąłem głęboko do siebie. Miał rację. Byłem zwykłym hobbitem, nie włamywaczem, którego oczekiwali. Dopiero teraz poczułem, ze byłoby lepiej, gdybym został w Rivendell, tak jak proponował mi to Elrond. Nie zostałem, ale mogłem przecież tam wrócić. Miałem nadzieję, że odnajdę drogę. Upewniwszy się, że krasnoludy śpią, zebrałem swoje rzeczy, płaszcz i koc, jeszcze nieużywany miecz - podarunek od Gandalfa - przypiąłem do pasa i zdecydowanie ruszyłem ku wyjściu z jaskini.
- A ty dokąd? - spytał Bofur. Siedział w skalnej wnęce, ćmiąc fajkę, dlatego wcześniej go nie zauważyłem. No tak, Thorin kazał mu pełnić wartę ej nocy.
- Wracam do Rivendell. - odpowiedziałem zdecydowanie.
- Nie, nie. - Bofur zerwał się z miejsca. - Chcesz teraz zrezygnować? Należysz do kompanii. Jesteś jednym z nas. - pokręciłem głową.
- Chyba nie bardzo. Źle, że poszedłem z wami, Thorin miał rację. Nie jestem Tukiem, tylko Bagginsem, nie wiem co sobie wyobrażałem. Nie trzeba było się wyrywać.
- Rozumiem cię. - Bofur pokiwał głową gorliwie. - Tęsknisz za domem.
- Nie, nie rozumiesz, nic nie rozumiesz! - zdenerwowałem się. - Żaden krasnolud tego nie zrozumie! Dla was to normalne, wy wciąż jesteście w drodze, nigdzie nie macie domu, nie wiecie gdzie wasze miejsce! - tych słów miałem potem gorzko żałować. Zacząłem już, kiedy zobaczyłem minę Bofura. Nie chciałem go ranić, był członkiem kompanii, którego chyba najbardziej polubiłem. - Wybacz mi, ja... - zacząłem, chcąc go jakoś przeprosić, ale zdałem sobie sprawę z tego, że to bez sensu.
- Rzeczywiście. - przytaknął Bofur smutno. - Nie wiemy co to jest dom. życzę ci jak najwięcej szczęścia. Naprawdę. - dodał, uśmiechając się smutno i poklepał mnie przyjaźnie po ramieniu. Odwzajemniłem uśmiech i już miałem się odwrócić, gdy wzrok krasnoluda padł na mój miecz. - Co to? - zapytał. Również spojrzałem na klingę. Ostrze jarzyło się błękitem. Gdzieś blisko byli orkowie, albo gobliny, z czego zdałem sobie natychmiast sprawę.
- Wstawać! - wrzasnął zaraz Thorin, ale zanim któryś z nas zrobił cokolwiek, skalna podłoga zapadła się pod nami, a my runęliśmy w dół. Do podziemi.
  • awatar Hanti: Często jest tak,że powiemy coś zanim pomyślimy.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ciekawa jestem czemu Gandalf z nimi nie wyruszył... Czemu Thorin podjął taką, a nie inną decyzję...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›