Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 14 lipca 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Pani Irena klęczała nad rozłożoną na trawie mapą, usiłując dojść do tego, gdzie się właściwie znajdują, ale im dłużej wpatrywała się w mapę, tym bardziej była zagubiona. Nie wiedziała dokąd jechał autobus, do którego ostatnio wsiadali, a później przecież szlo jeszcze spory kawałek przez las.
- I jak? - spytała Kate, przykucając obok.
- Wiem, że nic nie wiem. - odpowiedziała nauczycielka.
- Za to kiedy ty się męczyłaś, ja ściągnęłam na komórkę GPS-a. Musiałyśmy zboczyć na wschód, bo zamiast na wybrzeżu, wylądowaliśmy na mazurach, a konkretnie koło Mrągowa.
- Jak to? - pani Irena wzięła pod niej telefon. - Nie, już rozumiem. Gdybyśmy wsiedli do autobusu jadącego w drugą stronę, bylibyśmy teraz gdzieś tu. - powiedziała, pokazując orientacyjny punkt na mapie.
- Mamy jakiś plan awaryjny? - spytała Kate.
- Żadnego, ale... Tiu blisko jest fajny kemping, będziemy mogli tam odpocząć przez arę dni i zastanowić się jak właściwie mamy dostać się nad morze. Piechota dojdziemy tam w dwa dni. Co ty na to? - pani Irena zerknęła na córkę.
- Świetnie, chodźmy. - uśmiechnęła się Kate. - A będzie jakieś miasteczko po drodze? Dobrze by było, bo ja muszę do łazienki. Niezwłocznie.
- Dookoła masz hektary lasu. - odpowiedziała nauczycielka.
- Nie, nie o to chodzi. Chyba dostałam okres.
- W takim razie się zbieramy. Spróbujemy wrócić do tego miasteczka, w którym robiłam zakupy. Tam widziałam dworzec. - pani Irena złożyła mapę i obie wróciły do pingwinów.
- Chłopaki, idziemy! - zawołała nauczycielka. - Wstawać, ale migiem! Chce was widzieć w gotowości za pięć sekund!
- No i po co ten pośpiech? - zdenerwował się Skipper.
- Wiem gdzie jesteśmy i co jeszcze lepsze, gdzie będziemy mogli się zatrzymać na parę dni. A ponieważ swoje genialne pomysły zwykłam realizować w trybie natychmiastowym, teraz wstaniecie z trawy i pomaszerujecie przed siebie. No już! Żadnych protestów słyszeć nie chcę!
- Pani profesor to chyba do reszty oszalała. - skomentował Skipper arogancko, czego zaraz pożałował, bo dostrzegł pełne wyrzutów spojrzenie Kate.
- Ty mnie jeszcze oszalałej nie widziałeś. - pani Irena niebezpiecznie zniżyła głos. - I mogę cię zapewnić, że tak szybko do tego nie dojdzie, więc jeśli nie chcesz, żeby nasze relacje się pogorszyły, to posłusznie teraz wstaniesz, a jeśli tego nie zrobisz, po prostu cię tu zostawimy. Nie będę się z tobą kłócić Skipper, namawiać do niczego tym bardziej. Uważam, ze jesteś już na tyle dorosły, że jesteś w stanie to zrozumieć. Takich odzywek też sobie więcej nie życzę, zrozumiano? - pingwinek w milczeniu pokiwał głową.

Kate siedziała na sedesie w dworcowej toalecie, beznamiętnie wpatrując się w poplamioną krwią bieliznę. Westchnęła.
- Kate, wszystko w porządku? - spytała pani Irena zza drzwi kabiny. Dziewczyna pokręciła głową przecząco, zanim uświadomiła sobie, że nauczycielka nie może jej widzieć.
- Nie. - odpowiedziała, zapinając spodnie i uchyliła drzwi. - Poratowałabyś mnie podpaską? Czysta bielizna też by mi się przydała. - pani Irena pogrzebała w plecaku i chwilę potem podała dziewczynie wymagane wiktuały. Kate doprowadziła się do porządku i pokazała z powrotem, podłapując zaniepokojone spojrzenie przybranej mamy.
- Kate, jak się czujesz? - zagadnęła pani Irena. - Strasznie jesteś blada. - dziewczyna włożyła ręce pod strumień zimnej wody, ochlapała sobie też twarz.
- Słabo mi trochę. - odpowiedziała.
- Chodź, posiedzisz sobie na ławce. - nauczycielka objęła ją ramieniem. - Chłopcy to już się pewnie o ciebie martwią.
Kate siedziała obok pingwinów ze spuszczona głową. Kręciło jej się w głowie.
- Trzymaj, napij się. - pani Irena pojawiła się obok niej z butelką wody w ręce. Dziewczyna upiła kilka łyków. Woda była przyjemnie chłodna.
- Lepiej? - nauczycielka przykucnęła przy niej. Kate pokiwała głową, biorąc głęboki wdech.
- Nic mi nie będzie. - odpowiedziała, uśmiechając się lekko.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Takie rzeczy się zdarzają kiedy podróżuje się w ten sposób ^^. Za to kiedyś będzie co wspominać ^^.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Na początku pragnę zaznaczyć, że obecność Katrin we wspomnieniach Bilba ma niewiele wspólnego z fanfiction z "Władcy Pierścieni", więc proszę nie kojarzyć razem tych dwóch opowiadań. Tutaj sytuacja jest już wyklarowana, Katrin zamężna i znająca swoją prawdziwą matkę. Jedyna różnica jest taka, że wskrzesiłam Thranduila, no bo przecież musi się tutaj pojawić. Miłego czytania.

Tak dawno nie spałem w prawdziwym łóżku, że to z Rivendell, które było przeznaczone tylko dla mnie, wydawało mi się tym bardziej wygodne. Było miękkie, puszyste, a kołdra dodatkowo lekka jak puch. Spędziłbym pod nią cały dzień, gdyby następnego dnia rano nie przyszedł obudzić mnie Fili. To dziś mieli przyjechać goście Elronda. Takiej okazji za nic bym nie przegapił. Co prawda od poprzedniego wieczora widziałem już wielu elfów, ale wciąż byłem ich ciekaw. W biegu przełknąłem coś na śniadanie, wygładziłem marynarkę i razem z krasnoludami wyszedłem na dziedziniec, na który właśnie wjeżdżały dwa wierzchowce, każdy z elfem na grzbiecie.
- Witaj Legolasie... - odezwał się Elrond, schodząc po schodach. - Jakże miło was znowu widzieć. Panno Katrin... - elf wyciągnął dłoń w stronę elfki i pomógł jej zsiąść z konia. Kiedy zrzuciła kaptur z głowy ze zdziwieniem stwierdziłem, że... Nie była elfką. Była człowiekiem.
- Thorinie... - odezwał się Elrond, kiedy wódz naszej kompanii wystąpił naprzód. - Poznaj proszę naszych najbliższych przyjaciół. To jest Legolas, syn króla Thranduila, który włada Zielonym Królestwem. - Thorin nie wydawał się być zbyt zadowolony. Na jego twarzy dostrzegałem raczej... Odrazę?
- Oraz jego małżonka, Katrin. - więc dlatego przyjechała tutaj w towarzystwie tego blondwłosego elfa. Byli małżeństwem. Ale przecież z tego co słyszałem, elfowie nie mogli wiązać się z ludźmi.
- Za chwilę podamy do stołu. - odezwał się Lindir, stając obok swojego Pana. - Wszystko jest już przygotowane.

Obiad jedliśmy w towarzystwie gości Elronda. Tak jak poprzedniego dnia dostaliśmy potrawy pozbawione mięsa, czego krasnoludy najwyraźniej miały już dosyć. Mnie natomiast bardzo smakowały elfie potrawy. Pozwalały się nasycić tak samo dobrze jak mięso. Elfki znów wygrywały przepiękne melodie na harfach i fletach. Rozejrzałem się dookoła kiedy krasnoludy wybuchnęły śmiechem. Najwyraźniej znowu nie zrozumiałem któregoś z ich żartów.
- Jak się sprawujesz w nowej roli, Katrin? - zagadnął Gandalf. - Podoba ci się życie władczyni?
- Wciąż przyzwyczajam się do nowych obowiązków. - odpowiedziała kobieta.
- Nie masz wrażenia, że władza ci ciąży? - spytał Elrond.
- Wbrew pozorom wcale nie jest tak ciężko. Owszem, jest dużo do zrobienia, ale Legolas bardzo mi pomaga. I wciąż zostaje nam sporo czasu tylko dla nas. - elf odstawił kieliszek, z którego pił z powrotem na stół i objął ją w talii. Widać było, że darzą się wielkim uczuciem.
- Oczywiście zostaniecie na parę dni?
- Oczywiście. - odpowiedział Legolas. Thorin bez słowa odsunął krzesło i wstał od stołu. elfowie odprowadzili go wzrokiem, kiedy wychodził z sali, ale żaden tego nie skomentował. Znowu wróciłem do obserwowania krasnoludów. Nori próbował poprawić smak swojej sałatki, za pomocą dziwnej przyprawy, ale po jego minie widziałem, że wciąż nie jest zbyt smaczna. Bombur doszedł do wniosku, że jest tak głodny, że wszystko mu jedno co będzie jadł, bo wpakował sobie do ust wszystko co miał na talerzu. Nori, najwyraźniej rozdrażniony sytuacją ze swoją sałatką, rzucił kilka niepochlebnych komentarzy w stronę elfek, grających na harfach.
- Pokażę im jak to się robi. - zaproponował natychmiast Bofur i chwile potem rozległ się brzęk tłuczonych naczyń, kiedy krasnolud wyłaził na stół. Zanucił kilka słów jednej z wesołych, krasnoludzkich piosenek. Elfy spojrzały w jego stronę z zaciekawieniem. Kompani zawtórowali mu głośno tupiąc i klaszcząc w dłonie. Chwilę potem śpiewali już wszyscy. Elrond i Gandalf wymienili spojrzenia. W powietrzu latały kawałki jedzenia rzucane przez krasnoludów. Elfki siedzące przy instrumentach, wymieniały uwagi na temat ich skandalicznego zachowania i braku manier. Lindir również nie wydawał się zachwycony, wodząc wzrokiem po ścianach, upapranych jedzeniem. Spuściłem głowę. wstyd mi było za nich. Jedynie panna Katrin wyraźnie rozbawiona, śmiała się, również klaszcząc w dłonie, a potem zerwała się z miejsca i zaczęła tańczyć i podskakiwać w rytm piosenki i zebrała na koniec mnóstwo oklasków. Legolas spojrzał na Elronda, który chyba też dobrze się bawił, mimo zachowania kransnoludów.
- Za naszych gości! - uśmiechnął się, wznosząc toast.