Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 12 lipca 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Była dziesiąta dwadzieścia, a w powietrzu nieruchomy upał. Mimo to marsz byłby całkiem przyjemny, gdyby nie trudności, które sprawiał Szeregowy. Czego ten pingwinek nie wyrabiał! Najpierw położył się w rowie i oznajmił, że tu właśnie skona, potem potrzebował natychmiast napić się zimnej coca-coli, a kiedy usłyszał, że do wodopoju trzeba iść jeszcze z kwadransik - powiedział, żeby go zostawić na tej pustyni, bo już się jakoś doczołga przez piaski. W efekcie dotarli do sklepiku zmęczeni, zirytowani i zziajani jak psy, a pani Irena dodatkowo bliska płaczu. Humor poprawił jej się dopiero na widok rzeczonego sklepiku, który okazał się być najprawdziwszym Lidlem.
Kate siedziała razem z pingwinami na wąskiej ladzie przy wyjściu, czekając aż pani Irena wreszcie zapłaci i będzie można skonsumować coś porządnego. Tyle, że nauczycielce schodziło przy kasie nadzwyczaj długo.
- Czy ja mogłabym skorzystać z toalety? - spytała nauczycielka, zapłaciwszy i odebrawszy zakupy.
- Toaleta jest tylko dla personelu. - odpowiedziała kasjerka, nawet nie patrząc w jej stronę.
- Tak, wiem... Ale muszę do toalety. - kasjerka westchnęła.
- Proszę chwilę zaczekać. - powiedziała, dzwoniąc po kogoś z obsługi. Z zaplecza od razu wyszła druga kobieta.
- Pani koniecznie chce skorzystać z toalety. - poinformowała ją kasjerka, pokazując przy tym na panią Irenę.
- Proszę ze mną. - kobieta poprowadziła nauczycielkę na zaplecze, a chwilę potem było po wszystkim.
- Coś się stało? - spytała Kate, kiedy pani Irena do nich wróciła. Oddała przybranej mamie plecak.
- Nie, nie, wszystko okej. - odpowiedziała nauczycielka. - Kasjerki mają tu wyjątkowo chamskie. - dodała. - Chodźmy, bo pewnie jesteście głodni, a dochodzi już jedenasta.
Wrócili się kawałek polną drogą i rozłożyli sobie zaciszne, przyjemne miejsce od kasztanowcem.
- Podano do stołu. - pani Irena położyła ośrodku torbę z zakupami. Czego tam nie było. Torebka wypełniona po brzegi plackami minipizzy, sześc bułek, kostka serka topionego, kawałek rumianego boczku i winogrona. a oprócz tego butelka wody mineralnej. Skipper nie miał zupełnie apetytu, tylko pił i pił, posłusznie też połknął aspirynę. Pani Irena zjadła bułkę z boczkiem i serkiem topionym, po czym - w dziwnie jakoś dobrym humorze - odeszła na bok, żeby zadzwonić. Kate w zamyśleniu skubała winogrona.
- Co teraz zrobimy? - spytała, kiedy nauczycielka usiadła obok.
- Na razie odpoczywamy. - odpowiedziała jej przybrana mama. - Później trzeba będzie wrócić do miasta i dowiedzieć się, gdzie dokładnie jesteśmy.
- Mnie tu jest wygodnie, ja nigdzie nie idę. - zaprotestował Skipper, padając na trawę. Kate roześmiała się, biorąc sobie kolejna minipizzę. Kowalski podniósł wzrok na dziewczynę. Minę miał dosyć niewyraźną. Odłożył jedzony placek z powrotem do torebki i wstał, kładąc jej skrzydło na ramieniu.
- Kate... - odezwał się. - Mi się chce do łazienki.
- Daj mi tylko zjeść, dobrze? - Kate potarmosiła go czule po piórkach. Pani Irena uśmiechnęła się, zakładając jej kosmyk włosów za ucho. Kowalski za to nerwowo pociągnął ją za rękaw bluzy. dziewczyna znowu przeniosła wzrok na pingwinka.
- Oj, coś mi się zdaje, że to dość pilna sprawa. - odezwała się, widząc rumieniec na policzkach Kowalskiego. - Chodź. - dodała, wstając i wyciągnęła do niego rękę. Nauczycielka odprowadziła córkę wzrokiem i westchnęła. Czuła się niezręcznie, jak zawsze, gdy zostawała sam na sam z pingwinami. Nigdy tak naprawdę nie wiedziała, czego może się po nich spodziewać. Na szczęście chwilę potem Kate wynurzyła się z zarośli, tyle że z zapłakanym pingwinkiem w ramionach.
- Kate, stało się coś? - spytała pani Irena.
- Nie. - odpowiedziała dziewczyna. - Tak go jakoś naszło. - Kate usiadła pod drzewem, sadzając sobie Kowalskiego na kolanach. Pingwinek zanosił się szlochem, po policzkach spływały mu łzy, ponadto nie docierały do niego żadne bodźce zewnętrzne. skipper zerwał się z miejsca i zaraz znalazł przy Kowalskim, gładząc go kojąco po plecach,ale tym co podziałało najlepiej, był w tym wypadku batonik milky way wydobyty przez nauczycielkę z czeluści plecaka.
  • awatar RainbowxD: Ta wędrówka musiała być naprawdę męcząca. I faktem faktem, ale obsługa w sklepie była naprawdę niemiła. Biedny Kowalski, szkoda mi go :c.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Nie dziwię się, że wszyscy byli wymęczeni ;). Ja na miejscu pani Ireny, podziękowałabym kasjerce i poszłabym w krzaki :P. A co do uczty, to rewelacja, sama bym tak pojadła :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

abc.atlant
 
Rozglądałem się wokół podziwiając zapierający dech w piersiach widok. Rivendell było najpiękniejszym miejscem, jakie widziałem do tej pory i nie spodziewałem się, by coś miało mu jeszcze dorównać. Dom wybudowany na skale, dookoła zadbane ogrody, drzewa... I jeszcze ten wodospad. Krasnoludy szeptem wymieniały najróżniejsze uwagi z przewagą tych nieprzychylnych. Thorin i Dwalin nie przestali szeptać nawet wtedy, gdy po schodach zszedł do nas jeden z elfów.
- Mithrandirze... - odezwał się.
- A, Lindir. - Gandalf uśmiechnął się, jakby zobaczył właśnie starego znajomego. - Muszę porozmawiać z Elrondem. - dodał, słysząc z ust przyjaciela kilka elfickich słów.
- Mojego Pana tutaj nie ma. - odpowiedział elf.
- Nie ma go. - powtórzył Gandalf. - A gdzie jest? - w tym momencie rozległ się dźwięk trąby, a na dziedziniec wjechał co najmniej tuzin koni, każdy niosący elfa na grzbiecie. Krasnoludy otoczyły mnie ciasnym kręgiem, jakby naprawdę sądząc, że ze strony elfów zagraża nam niebezpieczeństwo. Zwartym kręgiem otoczyły nas wierzchowce, podczas gdy jeden z elfów - najwyraźniej ich przywódca - zsiadł ze swojego konia.
- Drogi Elrondzie... - odezwał się Gandalf z serdecznym uśmiechem, wyciągając w jego stronę dłoń. Rozmowę zaczęli w języku elfów.
- Dziwne, że orkowie zapuścili się tak blisko naszych granic. - powiedział później elf przechodząc na Wspólną Mowę. - Najwyraźniej coś, albo ktoś musiało je tu zwabić.
- Być może, że to my. - odpowiedział Gandalf. Thorin niechętnie wystąpił naprzód.
- Witaj Thorinie, synu Thraina. - powitał go Elrond, skłaniając głowę z szacunkiem. - nosisz się zupełnie jak twój dziadek. Znałem Throra, kiedy był królem pod Górą. - potem dodał kilka słów w jego własnym języku.
- Co on tam gada?! - wybuchnął natychmiast Gloin. - Przypadkiem nas nie obraża?!
- Nie, panie Gloinie, zaprasza nas na ucztę. - przetłumaczył natychmiast Gandalf. Krasnoludy znowu zaczęły wymieniać poglądy, ale w końcu Gloin dodał:
- Więc chodźmy jeść. - prawdę mówiąc odpowiadał mi taki obrót sprawy. Już dawno nie jadłem porządnego posiłku.

Siedzieliśmy przy stole. Elfy podały oczywiście sałatki i inne potrawy bezmięsne, co krasnoludom najwyraźniej się nie spodobało. Mnie było najzupełniej obojętne co będę jeść.
- Zjedz trochę. Chociaż mały kęs. - ze swojego miejsca przy stole słyszałem jak Dori próbuje nakłonić do jedzenia młodszego brata.
- Nie jadam zieleniny. - Ori tylko pokręcił głową.
- A gdzie mięso? - zdenerwował się Dori, dokładnie obejrzawszy zawartość swojego talerza. Przestałem zwracać na nich uwagę, bo rozmowa Elronda i Thorina była o wiele ciekawsza.
- To jest Orcrist. - powiedział elf, dokładnie oglądając miecz Thorina. - Pogromca Goblinów. Przesławne ostrze, wykute przez elfy wysokiego rodu. Moich krewnych. Niech ci dobrze służy. A to jest Glamdring. - powiedział, biorąc w dłoń miecz Gandalfa. - Młot na wroga. Miecz króla Gondolinu. Powstał w czasach wielkich bitew... - dalej już nie słuchałem. Powoli, wysunąłem z pochwy swój mieczyk, szukając na nim run, których... Nie było.
- Ja bym nie próbował chłopcze. - odezwał się siedzący obok mnie Balin. - To na cześć bitewnych czynów nadaje się te imiona.
- Chcesz powiedzieć, że moim nie walczono? - spytałem.
- Nie jestem pewien, czy to jest miecz. Coś do otwierania listów raczej.
- Możecie u nas zostać tak długo jak zechcecie. - powiedział Elrond, co na nowo zwróciło moją uwagę. - Czekają już na was przytulne komnaty i wygodne łóżka. Chciałbym też komuś cię przedstawić Thorinie. Jutro spodziewamy się gości.
  • awatar Hanti: Bez mięsa to nie to samo :D A miecz Bilba zasłużył sobie na imię. Przecież ostrzega właściciela przed orkami.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Rivendell jest niesamowite! Aż sama chciałabym tak trochę pobyć :). Co to za uczta bez mięsa? Tak się nie da! Mięso musi być i koniec! :P. Miecze są świetne, jednak ja preferuję tylko miecze dwuręczne, a moim upatrzonym jest Claymore ^^.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: tam*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›