Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 11 lipca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
W zeszłe wakacje opowiadałam o pierwszym tomie Trylogii Klątwy, czyli "Porwanej Pieśniarce" i ciągle mając w pamięci komentarz Wiky: "Łoo! Widzę, że książka serio musi Ci się podobać skoro ją tak wychwalasz ^^. Jak przeczytasz drugi tom to też opisz ^^." recenzuję pozostałe dwa. Dopiero teraz, bo w żadnej znanej mi bibliotece nie było na stanie książek o trollach, a fundusze na zakup swoich egzemplarzy nie bardzo pozwalały. Ale teraz wreszcie je mam, wczoraj wieczorem skończyłam czytać i pomyślałam, że o ileż efektowniej wyglądałoby sprzedanie wam dwóch recenzji na raz.
Porwana_Pieśniarka.jpg

"Ukryta Łowczyni" to drugi tom Trylogii Klątwy autorstwa Danielle L Jensen. Jeżeli czytaliście "Porwaną Pieśniarkę", lub nie macie nic przeciwko spoilerom, które i tak zdarzają się u mnie na blogu dość często, spokojnie możecie czytać dalej, ale jeśli za spoilery bylibyście gotowi mnie zabić, to możecie poszukać w necie recenzji bez nich. Drugi tom zaczyna się tym, że... Tristan jest uwięziony, władzę w Trollus sprawuje tyran, Cecile już końcem tomu pierwszego udało się uciec i jej życie toczy się tak jak to sobie kiedyś zaplanowała; mieszka z matką w Triannon, gdzie występuje na deskach najznakomitszych oper w mieście. Mogłoby się wydawać, że liczy się dla niej już tylko kariera, a z trollami nie łączy jej nic kompletnie, ale nie. Wszystkie działania jakie dziewczyna podejmuje wynikają z miłości do Tristana i do Trollus.
Ukryta_Łowczyni.jpg

Kluczowym spoiwem drugiego tomu jest fakt, że Cecile złożyła obietnicę władcy Trollus, która jest prawie niemożliwa do spełnienia z logicznego punktu widzenia. Warto zaznaczyć, że jeśli obieca się coś trollowi (władca Trollus > troll > logiczne), jest to obietnica wiążąca, więc praktycznie cały czas odczuwa się przymus tej obietnicy gdzieś w głębi swojej świadomości. Cały tom kręci się właściwie wokół tego, co Cecile ma do zrobienia, co akurat bardzo mi się podobało.

Jeśli chodzi o mnie to niewiele mam tej książce do zarzucenia, a jedynym jej mankamentem jest to, że zaczęło mi się nudzić tak po czterystu stronach, czyli już pod koniec. Końcówka była jak dla mnie kompletnie pozbawiona sensu, a już skąd wziął się tam smok, to do tej pory nie potrafię ogarnąć. Z lektury ogólnie jestem natomiast bardzo zadowolona. Najbardziej chyba podobało mi się to takie skakanie miedzy Cecile a Tristanem, pomiędzy sytuacją w Triannon, a sytuacją w Trollus, co moim zdanie m miało za zadanie pobudzić ciekawość czytelnika i przez te czterysta pierwszych stron doskonale się to autorce udawało. Bo naprawdę dzieje się, mamy ochotę czytać, mamy ochotę dowiadywać się jak bohaterowie sobie z danymi problemami poradzą, jak to się wszystko rozwinie i książkę chciało się tylko czytać i czytać.

Jeśli chodzi o tożsamość czarownicy, to jak chyba dla większości nie było to dla mnie wielkie zaskoczenie. Domyślenie się tożsamości Anushki nie było wale takie trudne, a jednocześnie nie zniechęca to do lektury, nie jest to minus, a nawet jeśli ktoś tak twierdzi, to naprawdę da się z tym żyć. Podobało mi się też to, że mogłam się bliżej przyjrzeć relacjom bohaterów z rodzicami Cecile - matka, Tristan - ojciec. Jednakże największym plusem tych książek są trolle, o czym mówiłam już przy okazji recenzowania tomu pierwszego.

W końcówce "Ukrytej Łowczyni" dostajemy oczywiście zapowiedź tomu zamykającego całą trylogię, czyli "Walecznej Czarownicy", który opisuje głównie walkę trolle kontra ludzie... Zaraz, zaraz... Przecież to byłoby zbyt oczywiste, tak naprawdę jest zupełnie inaczej, wszystko jest bardziej skomplikowane i może to sprawiło, że ten tom mnie do siebie zniechęcił.
Waleczna_Czarownica.jpg

Myślę, że każdy, kto w życiu przeczytał choć jedną trylogię zdaje sobie sprawę, lub się domyśla, że w trzecim i zarazem ostatnim tomie dostajemy najwięcej akcji. Tutaj jest podobnie, akcja się mnoży, jest mnóstwo walk, mnóstwo rozwiązań, a wątków tyle, że mózg paruje. Tylko, czy w przypadku tej serii to na pewno dobre rozwiązanie? Nie będę ukrywać, że końcówka drugiego tomu odrobinę mnie zniechęciła do sięgnięcia po zakończenie. I nie wiem czy to ja powinnam trochę odpocząć zanim zakończę moją przygodę z trollami, czy to potencjał autorki gdzieś wyparował, ale "Waleczna Czarownica" jest tomem zdecydowanie najsłabszym w całej Trylogii Klątwy.

Jeśli chodzi o samo zakończenie zakończenia to zaskoczyło mnie pozytywnie. Już dawno nie czytałam tak dobrej końcówki, serio. Ale teraz będę gadać o tym co pośrodku. Jest dynamicznie, odnajdujemy odpowiedzi na wszystkie pytania i wątpliwości towarzyszące nam podczas czytania dwóch poprzednich tomów, rozwiązała się też kwestia młodszego brata Tristana, co akurat strasznie mi się podobało. i podobało mi się zarówno samo rozwiązanie tej kwestii, jak i to w jaki sposób zostało to przeprowadzone. Decyzje bohaterów powalały mnie na kolana. Były tak bezsensowne, że tylko czekałam, aż ktoś wreszcie zginie, ale o dziwo prawie zawsze te głupie decyzje prowadziły do rozsądnego zakończenia danego wątku. Jak? Jak, pytam się?! dowiadujemy się ponadto, jak wygląda tak naprawdę sytuacja rodzinna głównego bohatera i znowu mamy kontynuację wątku miłosnego, który nie jest ani trochę nachalny, wręcz przeciwnie, prawie wcale się go nie czuje. Cały czas kibicowałam parze Cecile x Tristan, bo im się nie da nie kibicować. No i dopiero w tym tomie dowiadujemy się kto był dobry, kto zły, kto udawał, a kto nie, kto był lojalny, a kto robił okropne rzeczy za plecami innych. A zazwyczaj były to osoby, których bym się kompletnie nie spodziewała.

Ale co z tego, skoro cały ten tom jest po prostu jedną walką wszystkich ze wszystkimi, bez ładu i składu i jest to jeszcze do tolerowania przez pewną część książki, ale nie przez okrągłe czterysta stron! Naprawdę, nie rozumiem, ile można w kółko czytać o jednym i tym samy, a tutaj dostajemy takie coś. A Cecile była w tym tomie naprawdę jedną naiwną. Najlepiej by było z mojej strony, gdybym zachęciła wams do przeczytania dwóch pierwszych tomów i powiedziała "Trzeci sobie odpuśćcie, zakończenie dopiszcie własne", ale tego nie zrobię. Nie zrobię tego ze względu na ostatni rozdział. Pomimo tego, że bardzo mi się nie spodobało to co autorka tutaj zrobiła, to jednak ten ostatni rozdział był przepiękny i cudowny i warto było przemęczyć te czterysta stron dla tego jednego epizodu. Serio.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Dzięki za wspomnienie o moim komentarzu ^^. Z tego co widzę, to pierwszy tom był chyba najlepszy ;). Drugi jeszcze spoko, ale trzeci to kaszana z wyjątkiem ostatniego rozdziału ;). Dobrze, że jesteś wytrwała w czytaniu książek do końca, bo dzięki temu dowiedziałaś się co było w ostatnim rozdziale trzeciego domu, a z tego co widzę, to było coś naprawdę zaskakującego :D.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›