Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 lipca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Czyli o tym, że Kate była w kinie na najnowszych Minionkach i trochę się jednak rozczarowała.

Są takie filmy, które z miejsca stają się kultowe i wchodzą do kanonu swojego gatunku. Nikomu z pewnością nie trzeba mówić czym są Minionki. Te małe, żółte rozrabiaki towarzyszą współcześnie prawie każdemu dziecku, a zdarza się, że i dorosłym. Plecaki, koszuli, zeszyty, obudowy na telefon, właściwie wszystkie możliwe gadżety, czy nawet słodycze zdobione są Minionkami. Z jednej strony nie można się dziwić. Dwie pierwsze części "Jak ukraść księżyc" były bardzo dobrymi animacjami z mnóstwem żartów i powiewem świeżości w bajkach. Oczywiście ciekawa byłam czy kolejna już część po "Minionkach", w której przedstawiona była przeszłość tych żółtych stworzonek dorówna pozostałym i trochę na spontana poszłam na film.
Gru Dru i Minionki.jpg

Na początku poznajemy nowego superzłoczyńcę. Baltazar Bratt to była gwiazda telewizji dziecięcej z lat osiemdziesiątych. Rządny zemsty na na całym świecie za to, ze tak szybko go skreślono ma na celu okraść największy diament jaki zna ludzkość. Przeszkodzić mu próbuje Gru, który od niedawna kroczy drogą prawa, a pomaga mu oczywiście jego wielka miłość, Lucy. misja jednak nie okaże się tak łatwa, na jaką początkowo wyglądała. Ponadto Minionki rozpoczynają strajk. Z drugiego końca świata docierają do Gru informacje na temat nieznanego do tej pory brata bliźniaka - Dru.

Niezbyt rozbudowany wątek Minionków toczy się obok głównej fabuły i ma na celu wywołanie salw śmiechu u widzów. I to drugie akurat udaje mu się znakomicie, bo moja sala podczas seansu, gdy Minionki pojawiały się na ekranie, bawiła się świetnie. Trudno mi jest jednak uznać tego typu zabieg scenariuszowy za udany. Szczególnie że dotyczy również zakończenia, gdzie mogło się wydawać, że wreszcie fabuła z Minionków skorzysta. Nie skorzystała.

To samo tyczy się podopiecznych Lucy i Gru. Jedna ma przygodę z adoratorem, druga szuka jednorożca, jednak każdy z tych wątków w żadnym stopniu nie napędza głównego, cały czas budowanego na kontraście między Gru i Dru oraz walce z czarnym charakterem. Przedziwnie się to ogląda, bo ma się wrażenie, że scenarzyści najpierw napisali ten główny wątek, potem dopiero dolepiając do niego poboczne, żeby tylko przedłużyć metraż.

Będę waliła prosto z mostu, bo pewnie wielu z was trzyma młodsze rodzeństwo pod pachą i jest w połowie drogi do kina. Trzeciej części serii brakuje luzu i polotu swoich poprzedniczek. Do tego zupełnie przestrzelono z tematem podwójnego kryzysu tożsamości Gru i jego brata Dru, który występował przecież w tej czy innej formie w poprzednich odsłonach, wobec czego kolejna wypada powtarzalnie, a do tego niewiarygodnie. Bardzo szkoda, że nie poświęcono więcej miejsca np. siostrom: Margo, Edith czy Agnes, albo chociażby Lucy. Zamiast tego dostajemy poprawną, ale sprawiającą wrażenie wymuszonej i wyrwanej z innej bajki relacji Gru i jego nieznanego dotąd brata-bliźniaka. Ten ostatni jest grubo ociosany, mało charyzmatyczny, wobec czego ciężko jest w ogóle zwracać na niego uwagę, kiedy w tle biegają znane i lubiane postaci.

Dodatkowym problemem jest fakt, że o ile w "Minionki rozrabiają" wprowadzono nową bohaterkę pozytywną (Lucy), która z miejsca spodobała się widzom, tak Dru zwyczajnie nie da się lubić i często irytuje, zajmując dużo czasu antenowego, a wnosząc do historii niewiele.

Marudzę i marudzę, ale czy "Gru, Dru i Minionki" to naprawdę aż takie dno? Powiem tak: tragedii nie ma, oglądać można bez bólu. Uczciwość wymaga przyznania się, że parę razy się zaśmiałam. Przy tym na plus trzeba zaznaczyć, że film trzyma przyzwoite tempo, więc raczej nie będziecie się nudzić. Fajna jest choreografia tańców Bratta i muzyka w ogóle. Problem w tym, że tam gdzie film nie jest słaby, tam jest średni, a średni z plusem to za mało, żeby usprawiedliwić wyjście do kina.

Największą zaletę filmu stanowi fakt, iż jest wciąż przyzwoitym zamknięciem serii. Zdaje się, że i twórcy o tym wiedzą, bo worek z historią nietypowej rodzinki sznurują mocno, aby przypadkiem nie tworzyć wrażenia, że w najbliższym czasie powinniśmy spodziewać się kolejnej odsłony. Powiem szczerze – to bardzo dobrze. Jeżeli marka ma zaliczać spadek formy, to lepiej żeby największy superzłoczyńca/superagent na świecie trochę odpoczął, albo w ogóle przeszedł na emeryturę. "Minionki" dobrze się kojarzą, osobiście wspominać będę tę serię ciepło, ale wszystko wskazuje na to, że materiał się zmęczył na dobre. Do kina iść nie doradzam, ale skoro już musicie, to pamiętajcie tylko, aby nie spodziewać się zbyt wiele.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Recenzja ciekawa ;). Do kina raczej nie pójdę, ale w domu chętnię kiedyś obejrzę i spróbuję wyłapać to o czym napisałaś ^^.
  • awatar Hanti: Bananaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›