Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 lipca 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Kate - Writes: Rozszerzona scena z pierwszej części fanfiction "Władcy Pierścieni". To jest bodajże dziewiąty rozdział, można sobie porównać. Końcówkę zostawiłam taką samą.

- Zatańczymy? - dziewczyna zwróciła się do elfa. Czy mógłby jej odmówić? Czy w ogóle mógłby jej czegokolwiek odmówić w takiej sytuacji? Katrin wybrała ze swojej playlisty na iPhonie nastrojową piosenkę, gdy Legolas wziął ją za rękę i pomógł wstać z łóżka. Pewnie z godzinę zastanawiałaby się, w jaki sposób ma objąć Legolasa w tańcu - jej lewa ręka tkwiła przecież na temblaku - ale on ułatwił jej zadanie i dosłownie wziął sprawy w swoje ręce, przyciskając Katrin mocno do siebie. No i proszę. Ich pierwszy taniec. Trzeba przyznać, że Katrin wiele myślała o Legolasie o o tym, jak się to wszystko potoczy. W tym momencie przyjaźń, która ich łączyła, zaczynała się zmieniać w jeden wielki znak zapytania... Legolas był wysoki, Katrin była od niego niższa o głowę. Jego ręce dotykały jej talii, bioder, pleców. wolniutko prześlizgiwały się po miejscach, na które tak długo tylko zerkał. Katrin czuła się bardzo nieswojo, a nogi lekko się pod nią uginały. To wszystko działo się zbyt szybko. Wymykało jej się spod kontroli. Nie była na to gotowa. Gdy muzyka się skończyła, odsunęła się od Legolasa.
- Koniec? - zapytała. Nie odpowiedział, tylko lekko dotknął palcami jej policzka, po czym powiódł dłonią po plecach. Czekał, by się przekonać, czy zaprotestuje lub się odsunie. Taka myśl przemknęła jej wprawdzie przez głowę, ale nie odsunęła się. Dotyk jego dłoni sprawiał jej przyjemność. Pragnęła się dowiedzieć, co będzie dalej. Przyciągnął ją mocno do siebie.
- A! - zaprotestowała, czując przenikliwy ból w lewej ręce.
- Przepraszam. - odezwał się Legolas.
- Nie, nie. Jest w porządku. - Katrin parę razy odetchnęła głęboko, chcąc pozbyć się uczucia bólu. Legolas pochylił się w stronę dziewczyny i zaplótł jej z kilku kosmyków włosów cieniutki warkoczyk. Katrin podniosła głowę, spoglądając w piękne oczy elfa. Pochylił się nad nią, by ją pocałować. Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko. A potem Legolas przycisnął wargi do jej ust. Na bardzo krótko. ale w brzuchu dziewczyny rozszalały się motyle, przez głowę przeleciało tornado i miała wrażenie, że jej usta płoną.
- Mel lye. - wyszeptał elf i pocałował ją jeszcze raz. I tym razem nie odsunął ust od jej warg tak szybko.
 

abc.atlant
 
Zaczęło się... No cóż, tak jak by można było przypuszczać... W małej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit...

Hobbitem tym jestem ja - Bilbo Baggins - a kiedy tego dnia siedziałem na progu mojego domu w Bag End jak co dzień ćmiąc popołudniową fajkę, nie wiedziałem jeszcze co mnie dokładnie czeka. Z zamkniętymi oczami kontemplowałem piękno i spokój otaczającego mnie świata, gdy nagle padł na mnie cień. Otworzyłem więc oczy. Przede mną stał wysoki człowiek odziany w szare szaty, z dziwnym spiczastym kapeluszem na głowie.
- Dzień dobry... - powiedziałem, niezwykle zaskoczony obecnością pod moim domem starca, którego nie znałem.
- Jak mam to rozumieć? - odezwał się. - Życzysz mi dobrego dnia, czy oznajmiasz, że dzień jest dobry? A może to ty czujesz się dobrze w tym szczególnym dniu? Albo po prostu oznajmiasz, że tego dnia należy być dobrym, co?
- Wszystkiego po... trochu chyba... - odparłem kompletnie zbity z tropu. Ten starzec był dziwny. W myślach stwierdziłem, że nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
- Szukam kogoś, kto chciałby wziąć udział w przygodzie. - No, teraz to naprawdę nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
- Tutaj nikogo takiego nie znajdziesz. Możesz spróbować za Pagórkiem, albo... Za wodą. Miłego dnia. - rzuciłem na odchodne.
- Że też doczekałem dnia, kiedy "miłego dnia" życzy mi syn Belladonny Tuk. - odpowiedział starzec.
- Czy my się znamy? - spytałam, odwracając się od drzwi domu.
- Och, znasz moje imię, ale nie pamiętasz jego właściciela. - Wtedy mnie olśniło. Stał przede mną Gandalf, wędrowny czarodziej. Kiedy byłem mały bardzo lubiłem jego fajerwerki, które można było oglądać u starego Tuka w najkrótszą noc roku. Przyglądał mi się uważnie.
- A więc postanowione. - odezwał się znowu. - Tobie dobrze to zrobi. A ja będę miał zabawę.
- Zaraz... Nie! - krzyknąłem, bo zdałem sobie sprawę z tego, że wciąż mowa o przygodach. - Nie życzymy sobie żadnych przygód! Nie tu! Dziękuję, nie dziś! I... Miłego dnia. - wyrzuciłem z siebie jednym tchem, po czym zamknąłem się w swojej norce na cztery spusty. Chwilę potem wyjrzałem przez okno. Gandalf odchodził ścieżką nucąc z cicha jakąś melodie. Byłem przekonany, że pozbyłem się go na dobre. Jednak czekało mnie jeszcze spore zaskoczenie...
  • awatar Hanti: Bardzo dobry początek :)
  • awatar Kwiatowo: O rety, i co teraz będzie? o.O
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›