Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 czerwca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Ból, potworny ból masakrowanych dłoni i palców. Od ponad trzech godzin nie czułą nic więcej. Komórka była ciemna, brudna i oczywiście znajdowała się w niej sam na sam z dwoma mężczyznami, którzy nie przestawali jej torturować. Żadnych świadków. Świadkowie będą później. Kiedy już będzie płonęła na stosie. Wtedy zbierze się ich cały plac. Ale nikt nie pomoże. Nikt nie wyciągnie ręki do wiedźmy.
- Tak, jestem winna! - wrzasnęła. - Czy to chcieliście usłyszeć? Wyznanie i skruchę? Chcieliście usłyszeć jak Yennefer z Vengerbergu kaja się i korzy? Nie, tej przyjemności wam nie dam. Nie doczekacie się mojej skruchy i wyznania win! - Ból sięgnął granic tego, co człowiek był w stanie wytrzymać. - Wypominacie mi zdradzonych, oszukanych i wykorzystanych. - mówiła dalej. - Wypominaliście mi tych, którzy umarli przeze mnie z mojej ręki... A ja nikogo nie zabiłam! - na ułamek sekundy przed tym jak straciła przytomność ujrzała pięć zbliżającą się z niewiarygodną prędkością do jej twarzy.

Świat jeszcze przed chwilą będący nierealną, miękką czernią, nabrał raptownie twardych powierzchni i konturów. Pojaśniał i urealnił się. Yennefer otworzyła oczy, wstrząsana konwulsyjnym dreszczem. Leżała na wyłożonym kamieniami placu, na rynku Gors Velen. Dookoła widziała nogi. Nogi w ciężkich butach. Jeden z tych butów przed momentem kopnął ją, przywracając do przytomności.
- Wstawaj, wiedźmo! - wrzasnął jeden z mieszczan. Znowu kopnął, aż poczuła ból nawet w korzeniach zębów. Zobaczyła pochylającą się nad nią twarz.
- Wstawaj, powiedziałem! Na nogi! Poznajesz mnie? - poznała. To był typ, który sześćdziesiąt lat temu zabił jej pierwszą uczennicę. - Policzymy się teraz. Policzymy się za wszystko, dziwko. Nauczę cie bólu. - zamknęła oczy i poruszyła palcami, gotowa do rzucenia zaklęcia. I natychmiast zwinęła się w kłębek krztusząc się, charcząc i dygocząc. Zaraz też wyciągnęła sztylet z pochwy przypiętej do wewnętrznej strony uda i dźgnęła na oślep. Nie trafiła, ostrze tylko rozdarło materiał spodni. Natychmiast zwalił się na nią grad ciosów i kopniaków. Zawyła, gdy ciężki but spadł na jej rękę, sztylet potoczył się po bruku. Drugi but kopnął ją w podbrzusze. Czarodziejka zwinęła się w kłębek. Poderwano ją z ziemi, wyłamując ręce do tyłu. Znów zobaczyła lecącą w jej kierunku pięść, świat nagle jaskrawo rozbłysnął, twarz eksplodowała bólem. Ból falą spływał w dół, do brzucha i krocza, Z rozciętej wargi powoli sączyła się krew. Obwisłą w trzymających ją ramionach. Ktoś chwycił ją z tyłu za włosy, unosząc głowę. Dostała jeszcze raz, w oczodół, znowu wszystko zniknęło w oślepiającym błysku. Nie zemdlała. Czuła. Bito ją. Bito ją mocno, okrutnie, tak jak bije się mężczyznę. Ciosami, które mają nie tylko boleć, ale takimi, które mają złamać, które mają wytłuc z bitego wszelką energię i wolę oporu. Bito ją, podrygującą w stalowym uścisku wielu rąk. Chciała zemdleć, ale nie mogła. Czuła.

Katje wpatrywała się w zamieszanie na rynku, usiłując wychwycić jakieś szczegóły, co było niestety niemożliwe. Przez okno dormitorium widziała jedynie blask pochodni i słyszała okrzyki i wiwaty mieszczan rządnych krwi.
- Katje, do mnie! - wrzasnęła Margarita Laux-Antile, wpadając do pokoju.
- Ja muszę tam iść. - powiedziała dziewczyna, czując łzy napływające do oczu. - Tam jest moja mistrzyni, oni ją zabiją!
- Ty nie masz już mistrzyni. - wysyczała przez zaciśnięte zęby Margarita. - Ze mną dziewucho! - wrzasnęła, zamykając jej ramię w stalowym uścisku i powlekła za sobą do swojej komnaty. - Tu będziesz siedzieć dopóki to zamieszanie się nie skończy. Nareszcie stanie się to, co stać powinno się dawno temu! Ta suka nareszcie spłonie! - Katje nie wierząc własnym uszom, powiodła wzrokiem za czarodziejką, która właśnie wkładała w zamek drzwi klucz i przekręcała go. Dziewczyna rozpłakała się z bezsilności i opadłą zrezygnowana na podłogę, podciągając kolana pod brodę. Co by zrobiła Yennefer? Trzasnęłaby piorunem kulistym o ścianę. Odpowiedź była prosta. Ale może istniał jakiś inny sposób, żeby się wydostać. Wzrok Katje padła na szeroko otwarte okno. Właśnie zaczynał padać deszcz, ale jeśli będzie ostrożna i postara się zachować równowagę, uda jej się zejść po ścianie wieży i uciec. Dziewczyna wychyliła się za parapet i aż jęknęła. Było wyżej niż się spodziewała, a deszcz przybierał na sile. Gdzieś w oddali nawet zagrzmiało. Mimo wszystko dziewczyna usiadła na parapecie i przerzuciła nogi na drugą stronę. Pewnie złapała oparcie rękoma i powoli opuściła się na dół. Szło jej nadzwyczaj dobrze. Dopiero kiedy usłyszała huk drzwi wyłamywanych z zawiasów, zorientowała się, ze Margarita odkryła jej znikniecie. Zdenerwowana straciła równowagę i runęła ciężko na ziemię, upadając na prawą rękę. Ból natychmiast przeszył jej całe ramię i nie miała wątpliwości, ze ręka jest złamana, ale najważniejsze było to, że wydostała się z wieży. A teraz musiała się spieszyć. Mocno przyciskając złamaną rękę do piersi, rzuciła się biegiem do stajni i konno pomknęła ku miasteczku.

Wleczono ją, ciągnięto, czasami niesiono. Szła z opuszczoną głową, ale przypomniała sobie słowa, które kładła do głowy każdej z uczennic i wyprostowała się dumnie. Była czarodziejką. Niewinną. Wreszcie doprowadzono ja na sam środek placu, gdzie ułożono stos drewna. Jej przeznaczenie. Któryś z nich ponownie szarpnął ja za włosy i ujął w dłoń rozgrzany żelazny pręt. Odsłonił jej skórę na karku.
- To Naznaczona! - wrzasnął chwilę później.

Katje przepychała się przez tłum, szlochając z bólu i przez łzy wykrzykując słowa przeprosin.
- Yennefer! - wrzasnęła, dojrzawszy wreszcie mistrzynię. Czarodziejka szarpnęła głową, patrząc dziewczynie prosto w oczy Jej spojrzenie jasno krzyczało ”Nie podchodź do mnie! Uciekaj! ”.
- Proszę, proszę... - odezwał się jeden z mężczyzn, szarpiąc ja za włosy. - Czyżbyś znała tą wywłokę? Małą wiedźma, co? - Yennefer szarpnęła się, ale łańcuch, którym skute miała nadgarstki i taki sam, założony na kostki, skutecznie uniemożliwiały ruchy. Katje wbiła zęby w ramię oprawcy, a wyswobodzona, wdrapała się na ogromną beczkę.
- Stójcie! - wrzasnęła. - Błagam, wysłuchajcie mnie chociaż.
- Dlaczego mielibyśmy słuchać wiedźmy?! - wrzasnął ktoś z tłumu. - Jesteś taka sama jak ona! Na stos z obiema! Morderczynie! Demony!
- Cisza! - wrzasnęła Katje. - Dawno, dawno temu byłą sobie kraina... - zaczęła.
- Nie będziesz nam pieprzyć o jakichś krainach! - wrzasnął jeden z mieszczan. - Brać ją!
- Zamknij się Zygfryd! - uciszyła go stara zielarka, którą Katje zdążyła poznać. - Posłuchajcie tego dziecka, bo będzie mówić mądrze i sprawiedliwie.
- Kraina, o której mowa zamieszkiwana byłą przez ludzi, elfów, krasnolud i... czarodziejki. Wszyscy żyli w harmonii, pomagając sobie nawzajem. Aż pewnego dnia zjawiła się grupa ludzi, która obaliła dotychczasowy system wartości. Zaczęło się polowanie na czarodziejki, elfy były wieszane, elfki gwałcone, a krasnoludy wycofały się do swoich jaskiń, bojąc się ruszyć z pomocą. Zapomniano o dotychczasowym ładzie i porządku. Nastał czas ludzi, a wraz z nim czas wojen.
- E, bajki dla dzieci. - skwitował Zygfryd. - Ściąć je!
- Kraina, o której mówię to nasz świat! - wrzasnęła Katje. - Popatrzcie na siebie. Chcecie zabić niewinną kobietę, bo według was sześćdziesiąt lat temu zabiła dziewczyną, a nie macie na to żadnych dowodów. Naprawdę uważacie, że tylko tak to można rozegrać? - wśród mieszczan zapanowało poruszenie. Yennefer wpatrywała się w adeptkę, przemawiającą do tłumu, a na jej ustach zaczynał pojawiać się uśmiech. - A co jeśli powiem wam - kontynuowała Katje. - Że zostaliście wplątani w wymyślnie utkaną intrygę?! Tak naprawdę dobrze wiecie, że ta, którą chcecie spalić nie jest niczemu winna, a was owinęła sobie wokół palca prawdziwa wiedźma! Dobrze wiem, że jest pośród was Triss Merigold! A wy dobrze wiecie, ze to ona zapoczątkowała to wszystko. - jeden z mężczyzn złapał za ramię kobietę w płaszczu, usiłującą wycofać się z tłumu i zrzucił jej z głowy kaptur, odsłaniają piegowatą twarz i rude loki. - Jeśli chcecie sądzić, sądźcie ją. - dodała jeszcze Katje. Yennefer nie mogła uwierzyć  to, co działo się wokół niej. W jednej chwili wśród ludzi wybuchły dzikie dyskusje, widły rzucono na ziemię, zgaszono pochodnie, a ją rozkuto i wylewnie przepraszano za oskarżenia. Czarodziejka podniosła wzrok na adeptkę, a widząc, że dziewczyna uśmiecha się do niej, odwzajemniła uścisk. Katje natychmiast zeskoczyła z beczki i rzuciła się w kierunku mistrzyni.
- O, Katje... - westchnęła Yennefer, zamykając uczennicę w uścisku.
- Yenna... - odpowiedziała jej szeptem dziewczyna. Czarodziejka w jednej chwili odsunęła ja od siebie i trzasnęła w twarz.
- Nie waż się mówić do mnie Yenna! - krzyknęła i na powrót przyciągnęła ją do siebie. Katje wtuliła się w mistrzynię, tak czule ją obejmującą. W tej chwili nawet na przenikliwy ból złamanej ręki nie zwracała uwagi.
17266126_133759030482831_9147462737620631552_n.jpg
  • awatar gość: Masz talent :) jaka akcja, jaka miłość i czułość, jakie skutki... Cudowne :)
  • awatar gość: Dobrze, że uratowałaś je obie :)
  • awatar gość: Po pierwsze mniej pisz fraz które były w książce oryginalnej i bedzie dobrze . Bo wpisujesz całe zdania tak jak bylo podczas tortur w ,,Wierzy jaskółki "
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›