Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 czerwca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Katje w zamyśleniu wyglądała przez okno na Gors Velen. Zastanawiała się gdzie podziewa się jej mistrzyni i czy wszystko z nią dobrze. Miała nadzieję, że tak. Kochała nauczycielkę jak własną matkę i nigdy by sobie nie wybaczyła śmierci Yennefer. Oderwała wzrok od okna, słysząc karcący głos Margarity Laux-Antille. Zupełnie nie była zainteresowana tematem prowadzonych przez rektorkę zajęć. Z Yennefer już dawno przerobiła temat o zastosowaniu ziół leczniczych. Rozejrzała się po klasie. Inne adeptki spoglądały na nią z gniewem i pogardą, mając jej za złe, że przeszkadza w zajęciach, choćby nieświadomie. Minął tydzień odkąd Katje została w Akademii, ale do tej pory nie udało jej się zaprzyjaźnić z żadną z dziewcząt. Prawdę mówiąc nie zależało jej na zawieraniu nowej znajomości. Poza tym, która z nich chciałaby się przyjaźnić z kimś takim jak ona? Wszystkie pochodzące z dobrych domów, ona ze wsi, nie znająca matki ani ojca.
- Katje, mówię do ciebie! - wrzasnęła Margarita.
- Tak, przepraszam. - odpowiedziała dziewczyna, powoli wstając z miejsca.
- Widzę, że kultura to kolejna rzecz, której Yennefer cię nie nauczyła. - rzuciła ostro rektorka. Katje spłonęła rumieńcem, zapatrzona w podłogę. Nikomu nie wolno było mówić w ten sposób o Yennefer. Ale i tak miała już kłopoty, więc nie odpowiedziała nic. - Po wieczornych zajęciach pomożesz sprzątać dziedziniec. Teraz udasz się do dormitorium, gdzie spędzisz resztę zajęć przedpołudniowych. Braki nadrobisz później. Czy to zrozumiałe? - Katje skinęła głową i ostatkiem silnej woli zachowując spokój, wyszła z sali. We wspólnej sypialni było pusto, wszystkie pozostałe adeptki miały teraz zajęcia. Dziewczyna otworzyła na oścież okno i wychyliła się najdalej jak mogła, chciwie wdychając pachnące solą morskie powietrze. Czuła się jak niewolnica. Zamknięta w czterech ścianach Aretuzy, wykonująca polecenia rektorek i nauczycielek, które traktowały ją nie lepiej niż niewolnicę właśnie. Katje oparła czoło o parapet. ”Dlaczego, pani Yennefer? Dlaczego musiałaś mnie tu zostawić?”. Dziewczyna odwróciła się spoglądając na laleczkę z gałganków, którą ułożyła pod poduszką. Jedyna rzecz, która przypominała jej o mistrzyni.
- Przed zachodem słońca cały dziedziniec ma lśnić. - powiedziała Margarita, wręczając Katje naręcze mioteł, szczotkę, szmatę i wiadro z wodą. - Za chwilę dołączy do ciebie któraś ze służących i poda dokładne polecenia. - dziewczyna tylko kiwnęła głową. Do Margarity nie odezwała się jeszcze ani słowem. Ta kobieta nie wzbudzała jej zaufania. - Pamiętaj, że nie możesz zamienić z nią ani jednego słowa. Nie zniżaj się do ich poziomu.
- Jak, skoro ta właśnie mnie traktujesz? - szepnęła Katje, ale czarodziejka nie mogła już tego usłyszeć. Dziewczyna zerknęła na zamkniętą na cztery spusty bramę i westchnęła, podwijając rękawy sukni. Większa część wieczoru upłynęła jej na mechanicznie wykonywanych czynnościach porządkowych wespół ze służącą. Słońce zaczynało znikać za horyzontem, kiedy od strony miasta dobiegły ją podejrzane krzyki. Katje natychmiast poderwała głowę. Za bramą Aretuzy panowało dziwne poruszenie. Na wszystkie strony biegali mieszczanie z pochodniami i widłami, dzieci krzyczały i płakały, kobiety modliły się cicho.
- Co się dzieje? - zapytała Katje, odwracając się w stronę starej służącej.
- Złapali jedną z was panienko. - odpowiedziała kobieta smutno. Katje zamarła wystraszona. Miotła wypadła jej z rąk, a ona rzuciła się do środka wieży i po schodach na górę, aż wpadła do dormitorium położonego na jej szczycie. Nie zwracając wagi na poruszenie jakie wywołała wśród adeptek, wychyliła się przez okno.
- Yennefer! - wrzasnęła, jak mogła najgłośniej.

Yennefer powoli szła ulica Gors Velen, zapatrzona pod nogi. Od tygodnia spała w wynajętym pokoju w knajpie, która nie należała do porządnych, ale przynajmniej była tania. Jedzenie musiała kupować sama, ale zdążyła się już przyzwyczaić do codziennego wychodzenia na rynek. Ludzie nie zwracali na nią uwago, dopóki chodziła ubrana w szarą, połataną sukienkę, kupioną od jednej z handlarek. Czarne loki, które mogłyby przyciągać ewentualne spojrzenia ukrywała pod kapturem.
- Proszę garść miłorzębu i korę białej wierzby. - powiedziała bezbarwnym głosem, zatrzymawszy się przy stoisku zielarki. Od kilku dni dręczyły ją okropne bóle głowy i wreszcie pokonał strasz jaki wiązał się z kupieniem ziół. Zielarstwo było przecież jednym z fachów wiedźm i demonów. Wsunęła w dłoń handlarki kilka monet, a zioła schowała do sakwy przytroczonej do paska. Nie zauważyła, że od kilku minut obserwują ją dwaj mężczyźni.
- Kim jesteś, co? - spytał jeden z nich, dopadając do niej chwilę potem. Czarodziejka poczuła żelazny uścisk jego dłoni na ramieniu. - Pojawiłaś się znikąd, nikt nie wie co z ciebie za sztuka. Na pewno nie dziwka, gdybyś oferowała jakieś usługi, dawno bym już wiedział. A może jednak masz ochotę na chwilę rozkoszy? - spytał, uśmiechając się obleśnie i wsunął jej dłoń pod spódnicę. Yennefer wyrwała się z jego uścisku i chlasnęła mu magią po oczach zanim w ogóle zorientowała się co robi. Mężczyzna dotknął poparzonej twarzy i spojrzał na nią z przestrachem. Czarodziejka przyłożyła dłonie do ust. Rytm serca przyspieszył. We krwi buzowała adrenalina. Co ona najlepszego zrobiła?
- Wiedźma! - w całym miasteczku rozbrzmiewały krzyki mieszczan, żądnych widowiska i krwi. Yennefer odrzuciła kaptur z głowy, chcąc poszerzyć sobie pole widzenia.
- Nie jestem winna! - zawołała, unosząc ręce w obronnym geście. - Używam magii, ale nie przeciw ludziom.
- Dowody na to przedstawisz sędziom. Jeśli jakiekolwiek masz. - odezwał się jeden z mężczyzn, zbliżając się do niej. - Ja cię sądzić nie będę.
- Tyś mnie nie tylko już osądził. Tyś nawet wydał wyrok.
- Dość gadania! - wrzasnął inny. - Zabić wiedźmę! Na stos z nią! - ludzie podjęli chóralny okrzyk. Yennefer jęknęła wbrew sobie i rzuciła się biegiem w boczną uliczkę. Za nią podążył tłum mieszczan. Czarodziejka skryła się za załomem kamienicy. Jeśli chciała potrafiła być niewidzialna. Jeśli oczywiście miała przy sobie amulet. A amuletu nie miała. Z drugiej strony nie było sensu dalej tego ciągnąć. Właśnie miała dobrowolnie oddać się w ręce nienawidzących jej ludzi, kiedy poczuła uderzenie w potylicę, a jeden z nich skrępował jej ręce. Yennefer wrzasnęła dziko. Przed oczami miała mroczki, ale kiedy jeden z mężczyzn postawił ją do pionu, utrzymała równowagę. Krzyknęła jeszcze raz.
- Yennefer! - usłyszała dalekie nawoływanie i poderwała głowę do góry.
- Katje... - wyszeptała, przypominając sobie obietnicę złożoną adeptce. Oczy zaszły jej łzami. - Wybacz mi kruszynko... - szepnęła jeszcze, wleczona pod sąd.
king_of_the_wild_hunt_by_afternoon63-d8ul74y.jpg
  • awatar Hanti: Mam nadzieje , że uda jej się uciec :)
  • awatar gość: To jest jeden z tych fanficów , które reprezentują jakiś poziom i napisane są z sensem w przeciwieństwie do wielu innych tego typu rzeczy.
  • awatar gość: Kochana Katje, usłyszała... Biedna Yennefer :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›