Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 29 czerwca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Limmaniel pędziła przed siebie z uśmiechem. Ona i jej wierzchowiec tworzyli jedność. Ona w męskim stroju, okrakiem na siodle i z rozwianymi włosami. I jej wierzchowiec, koń czarnej maści. W pewnym momencie spostrzegła przed sobą mężczyznę przechadzającego się po lesie. Gwałtownie ściągnęła lejce, koń stanął dęba, a ona stoczyła się z siodła na ziemię. Z gardła wyrwał jej się okrzyk zaskoczenia i bólu. Mężczyzna odwrócił się. Był elfem, tak jak ona.
- Pro... Proszę o wybaczenie... - odezwała się Limmaniel, zbierając się z ziemi. Elf uśmiechnął się tylko i odszedł w swoją stronę. Dziewczyna odprowadziła go wzrokiem, w zamyśleniu gładząc delikatne chrapy wierzchowca.

Limmaniel stała pod ścianą sali bankietowej. Nie przepadała za takimi uroczystościami. Zdecydowanie wolała jeździć konno i odkrywać coraz to nowsze obszary Zielonego Lasu, ale wiedziała, że nie zawsze może sobie na to pozwolić. Wkrótce zostanie przecież królową. Uśmiechała się uprzejmie do kolejnych gości, przedstawianych jej przez matkę.
- A to jest Elros i jego brat Elrond. - odezwała się po raz kolejny królowa, a jej córka zamarła w zdumieniu. Elros spojrzał jej prosto w oczy.
- Należy uważać w panienki towarzystwie, żeby nie zostać stratowanym. - powiedział. Były to najdziwniejsze słowa powitania jakie usłyszała od mężczyzny podczas pierwszego spotkania. Tylko, że oni spotkali się już wcześniej.

- Panienko Limmaniel, dokąd to? - wołała za elfką służąca.
- Na spacer. - odpowiedziała oschle Limamniel. Miała serdecznie dosyć bycia pilnowaną przez służbę.
- Nie może panienka wychodzić bez towarzystwa! Proszę poczekać, zaraz do panienki dołączę!
- Chcę iść sama! - Limmaniel chwyciła w biegu kołczan ze strzałami i pięknie rzeźbiony łuk i nie trudząc się zbieganiem po schodach zsunęła się na dół po poręczy.
- Ależ panienko! - usłyszała jeszcze wołanie służącej, ale nie zawracała sobie tym głowy. Chwilę potem przemierzała Zielony Las w jedynie sobie znanym kierunku, ale przystanęła widząc Elrosa, nadjeżdżającego konno z naprzeciwka. elf pochylił głowę z szacunkiem.
- Wyjeżdżasz? - spytała Limmaniel.
- Tak. Do Rivendell. - odpowiedział Elros, zsiadając z konia.
- Ostatnio często cię widywałam, myślałam więc, że osiadłeś tu na stałe.
- Niestety. - elf przypatrywał się jej twarzy. - Żałujesz? - Limamniel spojrzała na niego ze zdumieniem, ale potem uśmiechnęła się.
- Lubisz las? - spytała.
- Lubię. Jego cisza mnie uspokaja.
- Cisza? Nie słyszysz ptaków? - Limmalnie roześmiała się. - Mówią, że Elros nie jest tym, za kogo wszyscy go mają.
- Naprawdę tak mówią? - elf przystanął.
- Być może, nie wiem. Ale ja tak myślę.
- Panno Limmaniel... - Elros przyklęknął. - Chciałbym prosić panią o rękę. - elfka patrzyła na niego, nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Na policzki wypływał jej rumieniec. Elf wstał.
- Proszę nie spieszyć się z decyzją. Jest jeszcze trochę czasu, zanim wrócę do...
- Zgadzam się. - przerwała mu elfka. - Przyjmuję twoje oświadczyny Elrosie.
- Byłem przekonany, że mi odmówisz... - uśmiechnął się elf, obejmując księżniczkę w talii. Potem pocałował ją.

- No proszę, proszę! Wreszcie ktoś chętny do twojej ręki Limmaniel. - odezwał się ojciec elfki. Limmaniel usiadła w sali tronowej, u jego stóp, uśmiechając się.
- Nie wiem, czy jest się z czego cieszyć... - dodała jej matka. - Według mnie to za dobra partia. Nasza córka nie zdążyła jeszcze na dobre poznać życia towarzyskiego. Na ten moment zapewniamy jej dobrą pozycję, dlatego może robić, co jej się żywnie podoba. Ale kiedy wżeni się w rodzinę lordowską, będzie musiała wraz z nimi zabiegać o swoje. Obawiam się, że Limmaniel nie udźwignie takiej presji.
- Cieszę się, że w ogóle możemy wydać ją za mąż. - król wstał ze swojego miejsca.
- Ale przecież... - Limmaniel też zerwała się z podłogi. - Przecież dziedziczę po was tron. Czy nie tak?

Limmaniel z uśmiechem przyglądała się twarzom innych elfów. Od paru tygodni mieszkała w Rivendell ze swoim małżonkiem. Była tu szczęśliwa. I zdołała polubić wszelkiej maści przyjęcia, które tutaj wyglądały o wiele inaczej niż w pałacu.
- Co panienka lubi robić w wolnym czasie?
- Uwielbiam zajmować się ogrodem. Zwłaszcza kocham róże i fiołki.
- Musi panienka koniecznie kiedyś mnie odwiedzić.
- Z przyjemnością.
- Przywykła już panienka do Rivendell?
- Wciąż staram się zapamiętać nowe twarze. - Limmaniel starała się odpowiadać na każde zadawane jej pytanie najgrzeczniej jak potrafiła.
- Pańska małżonka to czarując kobieta. Prawdziwy skarb. - usłyszała elfka i odwróciła się. elros stał kawałek dalej, uśmiechając się do niej. Limmaniel odwzajemniła uśmiech.

- Może jeszcze kilka? - zaproponowała Limamniel, stojąc w ogrodzie różanym, wraz z malutką Arweną, córką Elronda.
- Jaki kolor by panienka chciała? - spytał ogrodnik.
- Arweno, odpowiedz ładnie. - elfka przykucnęła przy dziewczynce.
- Czerwoną! - odpowiedziała Arwena. Ogrodnik uśmiechnął się.
- Pani Limamniel... - odezwał się jeden ze służących, wychodząc na dziedziniec. - Już późno.
- Ach, rzeczywiście. Arweno, wracamy do środka. Będziemy mieli gości.

- Przepraszam... - odezwała się Limmaniel, półleżąc na łóżku. Zasnęła podczas bankietu, kiedy jedna z elfek wygrywała na harfie przepiękne melodie.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, ze jesteś aż tak zmęczona? - spytał Elros. - Twoje zdrowie jest najważniejsze.
- Już mi lepiej. Naprawdę. Zostańmy do końca kolacji. - elf poprowadził małżonkę do sali biesiadnej, jednak do niej nie docierały już bodźce zewnętrzne. w pewnym momencie zachwiała się niebezpiecznie, a Elros ledwie zdołał ja podtrzymać. Pomógł jej usiąść na krześle.
- Nie powinnaś się tak przemęczać. - wyszeptał. - Odprowadzę cię do sypialni. Potrzebujesz odpoczynku.

- Kochanie, czuję się już dużo lepiej. Chciałabym ci towarzyszyć podczas najbliższego bankietu.
- Jesteś pewna...? - spytał z niepokojem Elros.
- Tak. Nic mi nie jest. - odpowiedziała Limmaniel z uśmiechem.
Elfka stała u boku męża, przysłuchując się historii snutej przez jednego z elfów. Śródziemie stawało się niezbyt bezpiecznym miejscem, wstrząsane wojnami i konfliktami. Lmmaniel nawet nie zauważyła kiedy do oczu napłynęły jej łzy, a potem popłynęły po policzkach.
- Przepraszam. - odezwała się, ocierając oczy.
- Dlaczego płaczesz? - spytał Elros, kiedy już odeszli na bok.
- Przepraszam... Sama nie wiem...

Limmaniel stała na czele wojsk Zielonego Królestwa, patrząc jak zastępy orków wyrzynają jej poddanych. Jej ukochany lud. Ubrana jedynie w przewiewną białą suknię i lekką kolczugę, uzbrojona w miecz i łuk. Jej mąż zginął w walce, nie dowiedziawszy się, że nosi pod sercem jego dziecko. elfka odetchnęła głęboko.
- Pora zaprowadzić pokój... - szepnęła do siebie. Wykrzyczawszy parę słów w stronę swoich wojsk, rzuciła się w wir walki, Raz po raz ścinając orków klinga ostrzejszą niż jakikolwiek inny miecz. Wreszcie dojrzawszy ich przywódcę odrzuciła ostrze na bok, sięgnęła po łuk. Nałożyła strzałę na cięciwę. W ułamku sekundy napięła łuk i na wydechu wypuściła strzałę. Pomknęła prosto. Trafiła orka prosto w gardziel. Limamniel uniosła dłoń do góry, wydając z siebie krzyk triumfu.

- Proszę się nie martwić. To zwyczajne zmęczenie wywołane niedawną ciążą. - odezwała się uzdrowicielka. Obok niej stał nowy władca Zielonego Królestwa, Thranduil. Limmaniel zrzekła się korony, wkrótce po zakończeniu wojny. Zależało jej tylko na dziecku.
- Zauważyłam też pewne osłabienie nerwowe. Nie jest to coś, z czym odpowiednia dieta i porządny wypoczynek by sobie nie poradziły. - dodała elfka.
- Mogę do niej wejść? - spytał łagodnie Thranduil.
- Oczywiście, mój Panie. - odpowiedziała uzdrowicielka. Król odsunął kotarę i wszedł do pokoju uzdrowień.
- Limmaniel... - odezwał się, siadając przy niej. - Będziesz musiała opuścić królestwo.
- Słucham? - elfka nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. - Dlaczego?
- Jeśli wrócisz na tron problemy zaczną się od nowa. Choroba zmusiła cię więc do wycofania się z towarzystwa. Wyjechałaś, by podreperować zdrowie. Nikt nie wie, na jak długo. - Limmaniel wpatrywała się w twarz młodego władcy. Potem przeniosła wzrok na kołsykę, w której spała jej córka.

Elfka w ciemnym płaszczu przechadzała się ulicami Los Angeles szukając tego jednego domu. W ramionach niosła zawiniątko, w którym przez sen kwiliła jej najdroższa córeczka. Wreszcie znalazła. Z żalem złożyła zawiniątko pod drzwiami.
- Dbajcie o moją Katrin. - powiedziała, ni to do siebie, ni to w przestrzeń. Potem odwróciła się i pobiegła przed siebie. Po policzkach spływały jej strugi łez.
  • awatar Hanti: Czytając to całe życie Limmaniel przeleciało mi przed oczami!
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ja dziękuję... Historia zapiera dech w piersiach. Choć jest taka, krótka, można się z niej wiele dowiedzieć.
  • awatar RainbowxD: Ta historia jest wspaniała, przy czytaniu jej wręcz wczułam się w postać głównej bohaterki. Limmaniel słusznie postąpiła. Wiem, że to one-shot, ale czy jest może jakaś szansa na kontynuację? :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›