Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 28 czerwca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Wzrok Kate zasnuwała gęsta mgła. Wśród mlecznych oparów widać było dwie sylwetki, dorosłej kobiety i małej dziewczynki - jej córki. Ta pierwsza krzyczała coś, ze wzburzeniem wymachując ramionami. Dziewczynka stała przed nią z pokornie opuszczoną głową, co zdawało się wprowadzać kobietę w jeszcze większą furię. A wreszcie szarpnęła małą za nadgarstek i zdzieliła po policzku. Wiedzione impulsem dziecko próbowało się wyrwać, ale kobieta szarpnęła mocniej, słowa stawały się wyraźne.
- Nienawidzę cię, rozumiesz... Zniszczyłaś mi życie... Żałuję, że w ogóle cię urodziłam... Ty niewdzięczna dziewucho... - kobieta odepchnęła od siebie córkę. Dziewczynka poleciała prosto na regał z książkami, straciła równowagę i uderzyła główką o marmurową posadzkę, tracąc przytomność.
Kate poderwała się z łóżka bez tchu. Przez chwilę walczyła o oddech. Przyłożyła dłoń do piersi, krztusząc się. Potem stwierdziła, że w drugiej ręce ściska dłoń pani Ireny i podniosła wzrok.
- Kate... - odezwała się nauczycielka. - Krzyczałaś przez sen. - dziewczyna oddychała głęboko, na nowo roztrząsając to, co jej się przyśniło. Słowa przybranej mamy do niej nie dotarły. Pani Irena objęła ją ramieniem i przyciągnęła do siebie, a Kate przytuliła policzek do jej szlafroka. Dopiero wtedy pozwoliła popłynąć łzom, szlochają cicho. Poczuła, że w sercu topnieje jej kolejna lodowa grudka.
Kate wsiadła do samochodu, zapięła pas i odwróciła się twarzą do okna. Od czasu nocnego incydentu nie odezwała się do mamy ani słowem. Nie śmiała też na nią spojrzeć. Nie potrafiłaby tego znieść. Nauczycielka patrzyła na nią z troską, ciepłymi, brązowymi oczami.
- Chłopcy, gotowi? - spytała pani Irena, siadając za kierownicą. Pingwiny odpowiedziały jej chóralnym okrzykiem. - Kate? - dziewczyna odwróciła głowę. Spojrzała mamie prosto w oczy. A otem powoli potaknęła. Samochód powoli wytoczył się z podjazdu na główną ulicę i pomknął przed siebie. Zaczynała się wielka wakacyjna przygoda. Kate z żalem spojrzała w lusterko samochodowe na oddalający się dom. Dziś nie miała ochoty na kontakty międzyludzkie. Oparła głowę o szybę i zamknęła oczy.

Skipper co chwilę spoglądał na kolegów, rozgrywających kolejną partię pokera. Gra zaczynała im iść wyjątkowo powoli i widać było, ze wszyscy są śpiący. Pobudka o czwartej zrobiła swoje, zwłaszcza, że wcześniej długo rozmawiali. Pingwinek zapatrzył się w okno. W trybie pilnym musiał skorzystać z toalety, ale na razie nie było na to warunków. Z tym, że ciężko mu było usiedzieć w jednym miejscu, nie kuląc się i nie przebierając nogami. Kowalski bez słowa oddał mu karty, układając się wygodnie do spania. Skipper westchnął ciężko. Wyraźnie czuł rosnący nacisk na pęcherz. Z trudem powstrzymywał się od zaciśnięcia skrzydła w kroczu. Czuł się naprawdę niekomfortowo. Uwielbiał jazdę samochodem, ale nie w takich momentach. Czy naprawdę wszyscy muszą wiedzieć jak bardzo chce mu się do ubikacji? Nie chciał się nikomu spowiadać, ale z drugiej strony naprawdę potrzebował tego postoju. Pingwinek mocniej ścisnął nogi. Skrzydło, wbrew jego woli, powędrowało do podbrzusza. Odruchowo zgiął się wpół, czując, że jest już na skraju wytrzymałości. Drgnął nerwowo, starając się nie wykonywać najmniejszych nawet ruchów . Każdy, nawet przypadkowy mógł spowodować katastrofę. Właściwie to już nie wytrzymywał, ale cały czas dzielnie sobie radził zaciskając obydwa skrzydła w kroczu. Niepewnie zerknął na śpiących kolegów i przełknął ślinę, walcząc ze wstydem.
- Pani profesor... - odezwał się drżącym głosem. - Muszę do toalety, zatrzyma się pani? - poprosił.
- Nie będzie gdzie, ale postaram się na pierwszej stacji, dobrze? - odpowiedziała pani Irena. Skipper w roztargnieniu skinął głową.
- Bardzo się chce? - spytała Kate, oglądając się na niego.
- Strasznie. - odparł pingwinek. - Zaraz się zsikam, rozumiesz? -  dodał drżącym głosem. Kate zerknęła na przybraną mamę, która najwyraźniej rozumiejąc powagę sytuacji, już szukała zjazdu na pobocze. Skipper jęknął, mocniej ściskając skrzydło w kroczu. Ból w podbrzuszu był już nie do zniesienia. W oczach pingwinka stanęły łzy. Nic nie pomagało, nacisk na pęcherz był coraz silniejszy, wiercił się niemiłosiernie, ale naprawdę był już na granicy wytrzymałości. Oddychał płytko, a każda drobna nierówność na drodze tylko potęgowała te tortury. Pingwinek mimowolnie stwierdził, że zdążył już popuścić i to sporo. W końcu zwieracze mu puściły, a łzy poleciały po policzkach. Czuł, że fotel samochodowy robi się coraz bardziej mokry. Niekontrolowany strumyk wsiąkał w tapicerkę. Skipper - z każdym ułamkiem sekundy coraz bardziej wystraszony - stwierdził, że nie jest w stanie już nic zrobić. Nie mogąc nic powiedzieć, wydał z siebie jedynie stłumiony, zrozpaczony pisk. Pani Irena zahamowała gwałtownie, orientując się co się stało.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Mam nadzieję, że Kate w końcu poradzi sobie z myślami o biologicznej matce... Biedny Skipper... Tak mi go szkoda...
  • awatar Hanti: Nieważne kto nas urodził ważne, kto jest przy nas. Kate na pewno to niedługo zrozumie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›