Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 20 czerwca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 

Legolas klęczał przy ukochanej, złożonej na wąskiej leżance. Tuż za nim stał Gimli, a Aragorn i Gandalf przyglądali się im, stojąc kilka kroków dalej. Katrin powoli otworzyła oczy, a zaraz potem zerwała się do pozycji siedzącej.
- Ocknęłaś się. - odezwał się elf. - Słońce?
- Legolas! - krzyknęła dziewczyna. - Nie mogę tu zostać. Przepraszam. Muszę tam pojechać. Sama. Proszę, wybaczcie mi! - wyrzuciła z siebie jednym tchem, zaczynając szlochać.
- Katrin, siin mara. Olos. Sere. Nie płacz. - elf próbował ją uspokoić. Dziewczyna otarła oczy wierzchem dłoni i zerwała się z leżanki.
- Ja muszę tam jechać. - powiedziała. - Jeśli mnie nie dostanie, będzie mordował. Nie chcę, żeby przeze mnie ginęli niewinni. Edrahilu, szykuj konia. - poleciła, zarzucając na ramiona czarny płaszcz.
- Pojadę z tobą. - powiedział Legolas, zrywając się z miejsca.
- Nie Legolas. - zaprotestowała Katrin. - Już raz zginąłeś z jego ręki, drugi raz nie chcę cię tracić.
- Czy ty nie rozumiesz, że on może zabić ciebie?! - krzyknął elf. - Ja cie kocha, Katrin! I jeśli coś ci się stanie, to ja... - dziewczyna ujęła jego twarz w dłonie i złożyła na jego ustach pocałunek. Pozostali przyglądali się temu w milczeniu.
- Nic mi się nie stanie. Inye haime. - powiedziała. - Nie wiem, gdzie jest teraz Limmaniel, ale wiem jedno. Ona mnie strzeże. Ona lub jej duch. I nie pozwoli zrobić mi krzywdy. Vanwa... - dziewczyna uśmiechnęła się. Potem przypasała miecz i wsunęła dłonie w czarne rękawiczki.
- Vanwa. - powtórzyła chwilę potem, dosiadając konia. Ostatni raz ścisnęła kojąco dłoń Legolasa i pogalopowała w głąb Mrocznej Puszczy.

Katrin powoli szła przez pustkowie, na którym zgodnie z zapowiedzią czekał czarnoksiężnik.
- Jesteś więc. - powiedział mężczyzna z uśmiechem. - Czekałem.
- Zakończmy to, tak jak się zaczęło. - odparła Katrin.
- Skoro tego właśnie sobie życzysz... - czarnoksiężnik bez ostrzeżenia cisnął w dziewczynę naprędce uformowanym piorunem, ale Katrin była przygotowana. Magiczna energia odbiła się od solidnie uformowanej tarczy. Dziewczyna uśmiechnęła się drwiąco. Pewnie szła naprzód, ciskając w czarnoksiężnika gradem magicznych pocisków, przed którymi nie potrafił się bronić. W końcu jednak wzniósł wokół siebie tarczę i zaczerpnąwszy mocy z samego wnętrza, posłał w stronę dziewczyny kulę energii. Katrin jedynie wzmocniła tarczę i zamknęła oczy, skupiając się na obronie. Wkrótce jednak krucha tarcza zaczęła pękać, a pozbawiona ochrony dziewczyna z krzykiem bólu padła na kolana.
- Pora z tobą kończyć. - odezwał się drwiąco czarnoksiężnik. p Jesteś taka sama jak twoja matka. Ona też wierzyła, że może wiele. Wiesz jak skończyła? Saruman poderżnął jej gardło! - Katrin spojrzała mu prosto w oczy.
- Łżesz. - wyszeptała. - Łżesz! - z jej gardła wyrwał się krzyk bólu i rozpaczy. - Nie wiesz nic o mojej matce. - mężczyzna roześmiał się. Przed oczami zobaczyła już tylko rozbłysk białego światła. Ale nagle poczuła, ze może wstać, co też uczyniła. Drobinki magicznej energii osiadły na jej sukni i płaszczu, sprawiając, ze całą lśniła wewnętrznym blaskiem. Czarnoksiężnik nie mógł jej zabić. Za to nieświadomie przekazał jej część swojej mocy. Mężczyzna w akcie desperacji spróbował podpalić jej suknię, ale ugasiła ogień niedbałym ruchem ręki. Czarnoksiężnik zgiął się wpół, odczuwając skutki nieudanego zaklęcia. Katrin cisnęła nim o ścianę góry, niegdyś noszącej dumną nazwę Erebor. Przyparty do kamiennej ściany mężczyzna nie próbował nawet krzyczeć, kiedy przyłożyła mu palce do czoła. Niemal od razu poczuła swobodny przepływ magii w jej ciele. Mężczyzna wrzeszczał z bólu, kiedy pozbawiała go resztek magicznej energii. W jednej chwili skurczył się, posiwiał, a z pewnego siebie mordercy został maleńki starzec leżący u stóp Samotnej Góry.
- Co jeszcze powiesz o mojej matce? - wysyczała Katrin, wyszarpnąwszy miecz z pochwy. Potem jednym szybkim ruchem nadgarstka wbiła mu klingę w pierś.

- Panie... - odezwał się Edrahil, zaglądając na tyły pałacowego dziedzińca . - Pani Katrin wróciła. - Legolas w jednej chwili zerwał się z ziemi i oddając słudze ostrzone właśnie sztylety, rzucił się biegiem ku pałacowej bramie. Katrin zsiadła z konia i odwróciła głowę, słysząc nawoływanie ukochanego. Podkasała suknię, biegnąc w jego stronę, a kiedy wreszcie znalazła się w jego ramionach, wpiła mu się w usta. Elf mocno przytulił ją do siebie, oddając pocałunek za pocałunkiem.
- Myślałem, ze cię już nie zobaczę. - wyszeptał Legolas. - A czarnoksiężnik? - spytał, odsuwając ją od siebie.
- Nie żyje. - odpowiedziała Katrin.
  • awatar Kate - Writes: Słowniczek polsko-elficki: Siin mara - Już dobrze Olos - Cichutko Sere - Spokojnie Inye haime - Przyrzekam Vanwa - Wrócę
  • awatar Hanti: Czarnoksiężnik to szczwany lis. Tak łatwo się go nie pozbędą :).
  • awatar gość: Pięknie opisujesz miłość pomiędzy dwojgiem małżonków, waleczność Katrin i odejście czarnoksiężnika. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›