Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 15 czerwca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 

Katrin stała pod ścianą w ciemnej komnacie Orthanku. Na nadgarstkach i kostkach zaciskały się żelazne kajdany. Nie była w stanie usiąść, bo grube łańcuchy trzymały ją w pozycji stojącej. Pochyliła głowę, włosy opadły jej na twarz. Po policzkach poleciały łzy.
- Tęskno ci do elfiego kochanka? - bardziej twierdził niż zapytał czarnoksiężnik, wchodzący do komnaty.
- Byliśmy... małżeństwem. - zaprotestowała Katrin.
- Słusznie. Byliście. - mężczyzna przyłożył jej dłonie do skroni. Dziewczyna poczuła, jak szalejąca w jej ciele magia zaczyna ją opuszczać. W jednej chwili straciła dopiero co odzyskane siły i zawisła bezwładnie w kajdanach. Zawsze kiedy przychodził czerpać od niej, zostawiał jej tylko tyle mocy aby mogła przeżyć. Niezbędne minimum. Czarnoksiężnik przytknął jej do ust kielich wody, a ona łapczywie wypiła zawartość, krztusząc się.
- Świat nigdy ci tego nie wybaczy. - powiedziała, z wysiłkiem podnosząc głowę. Mężczyzna ujął jej twarz w dłonie.
- Czyżby? - warknął. - Tego świata już nie ma. - w dłoni mężczyzna zmaterializował się piorun, a on chlasnął ją magią po twarzy, sprawiając, że straciła przytomność.
Dziewczyna z wysiłkiem otworzyła oczy i spróbowała podnieść się z kamiennej podłogi, ale zaraz opadła z powrotem. Jakiś czas temu została przeniesiona do innej komnaty. Chciał mieć ja bliżej siebie, żeby móc częściej z niej czerpać. Raz dziennie już mu nie wystarczał. W ogóle nie obchodziło go to, że powoli umiera. Tego chciał od początku. Drzwi komnaty uderzyły o ścianę, co znaczyło, że potwór przyszedł po kolejną porcję magicznej energii. Zamglonym wzrokiem patrzyła jak czarnoksiężnik idzie w jej stronę, ale otworzyła szerzej oczy, kiedy tuż przed nią miękko wylądowała postać w zielonym płaszczu. wysokich butach i z łukiem w dłoni. "Elf" przemknęło jej przez głowę. Usiłowała dostrzec twarz pod kapturem, ale nasunięty był na oczy tak, że nie widziała kim jest. Zanim czarnoksiężnik zdążył zareagować w jego piersi utkwiły dwie strzały, trzecia trafiła w oko. Katrin odwróciła wzrok, kiedy wyrwał ją z dzikim wrzaskiem, a chwilę potem zapanowała wręcz nienaturalna cisza. Elf klęknął obok niej i położył dłoń na plecach.
- Siin milina. Siin na lehna. - wyszeptał.
Katrin powoli otworzyła oczy. Nad sobą widziała jasny sufit pokoju uzdrowicielki. Uniosła dłoń do oczu. Na nadgarstku widniała sina obwódka po uciskających kajdanach gdzieniegdzie z krwawymi śladami. Spojrzała w stronę tarasu, na którym, opierając się o framugę przeszklonych drzwi stał ten sam elf, którego widziała wcześniej. Twarz znowu miał skrytą pod kapturem płaszcza, a ona nie miała siły wstać, żeby do niego podejść. Zamknęła oczy.
Majaczyła w gorączce, nie mając siły nawet poruszyć dłonią. Dopiero teraz czuła ból, jaki wiązała się z codziennym pobieraniem magicznej energii. Uzdrowicielka parzyła zioła, mające na celu uśmierzyć cierpienie, lub przynajmniej złagodzić ból. Przytknęła dziewczynie do ust czarkę z naparem.  Katrin wypiła łapczywie i opadła z powrotem na poduszki. Lek zadziałał niemalże od razu. Obok dziewczyny, na skraju łóżka usiał elf. Jak przez mgłę widziała... Twarz ukochanego. Odwróciła głowę, zamykając oczy.
- Legolas... - wyszeptała z wysiłkiem.
- Leż... - nakazał elf głosem... Ukochanego.
- To nie może być Legolas. Nie ma go tu... On jest gdzieś... W innym świecie. Wśród gwiazd... Gdzieś wędruje gdzie nie mogę być... Czy to mi się śniło? - Katrin uniosła dłoń, muskając palcami palce elfa. - Czy on mnie kochał?
- Kocha nadal. - odpowiedział elf, wkładając jej w dłoń niewielki przedmiot. Już tego nie czuła zapadłszy w sen.
Otworzyła oczy. Nagle odkryła, że ma siłę usiąść, a kiedy już to zrobiła, zorientowała się, że dłoń ma zaciśniętą na niewielkim przedmiocie. Powoli rozwarła palce. Na dłoni leżał kryształ górski i srebrny pentagram na rzemyku. Do oczu zaczęły napływać jej łzy, ale zanim zdążyła się rozpłakać do pokoju wszedł elf.
- Jak się czujesz Katrin? - spytał, siadając przy niej.
- Legolas... - odezwała się dziewczyna. - To niemożliwe... Ty nie... I co z... - Katrin musnęła palcami złote włosy, niegdyś długie aż za łopatki, teraz ledwie sięgające ramion.
- Istnieje legenda, że elfy mogą się odrodzić. - powiedział Legolas. - Znasz Balladę o Leithian. Luthien odrodziła się jednak jako śmiertelniczka, a ja... Wciąż jestem elfem Katrin. - więcej nie powiedział, bo dziewczyna rzuciła mu się na szyje z radosnym krzykiem. Legolas objął ją i przytulił mocno. Dziewczyna odwzajemniła uścisk. Brakowało jej tego. Tak strasznie brakowało.

Siin milina. Siin na lehna. - Już kochana. Już jesteś bezpieczna.
77173d5ae47e2183f109d66c3d2e79b7.jpg
  • awatar gość: Dziewczyno, co Ty mi zrobiłaś - cały rozdział przepłakałam :') niesamowite - od początku czułam ten ból Katrin, jak obracał się we mnie nieznośnym cierpieniem, wręcz jakbym w środku niej była i wszystko to samo czuła, tak realnie - a potem ta radość ze spotkania, wzruszenie, zdziwienie. Niesamowite... Jak to zrobiłaś? ;)
  • awatar zdsxerf: Przywrócona do życia Jak sen Który powraca Lub serca tlen Albo srebrna taca Jak dni Których nie było Pośród ściętych pni Nagle przybyło Jak pęd Który ożywa Choć siekier spęd Wciąż go wyrywa...
  • awatar Kwiatowo: @zdsxerf: trochę bełkot :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›