Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 11 czerwca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Yennefer w zamyśleniu przyglądała się mieszczanom pomagającym przy odbudowie Aretuzy. Triss Merigold została skazana, a Margaritę Laux-Antile i pozostałe rektorki z Akademii poprowadzono pod sąd. W międzyczasie doszło do spektakularnego zniszczenia budynku, bo Margarita zarzekała się, że póki żyje nie odda Aretuzy w ręce morderczyni. Sama Yennefer zdążyła się już przyzwyczaić, że ludzie na powrót traktują ją z szacunkiem, a na ulice miasta może wychodzić bez płaszcza na ramionach i kaptura nasuniętego na twarz.
- Szanowna Yennefer... - odezwał się jeden z mieszczan, który właśnie przyjechał na wozie pełnym drewna. - Gdzie złożyć te deski?
- Tam, pod ścianą. - odpowiedziała czarodziejka, pokazując odpowiednie miejsce i znowu spojrzała na budynek Akademii. Nie zamierzała tu zostawać, mimo to Aretuza była jej bliska. Kiedy Margarita wpadła w szał ucierpiał dach, posypało się parę ścian i okien, rektorka nie przebierała bowiem w środkach, krzycząc, że prędzej zginie wśród tego, co częściowo sama zbudowała niż da się osądzić.
- Nie masz zamiaru wyjeżdżać., prawda? - przy mistrzyni stanęła Katje.
- Nauczyłaś się czytać w myślach? - spytała drwiąco Yennefer.
- Nie, ale znam cię już na tyle dobrze, żeby wiedzieć co ci chodzi po głowie. - odpowiedziała dziewczyna. - Ale zanim zdecydujesz, może zobacz co dla ciebie mam. - Katje sięgnęła do kieszeni spódnicy, żeby po chwili wyjąć z niej pęk kluczy.
- Czy to są... - odezwała się czarodziejka.
- Zgadza się. Klucze do Aretuzy. - twarz Katje rozjaśnił uśmiech. Yennefer westchnęła.
- Katje, ja nie mogę... - zaczęła, ale adeptka przerwała jej stanowczo.
- Możesz. Musisz, pani Yennefer. Głowa Akademii poszła pod sąd, adeptki odesłano, nie została ani jedna rektorka. Jesteś pierwszą, która może coś z tym zrobić, która może odbudować Akademię i zacząć wszystko od nowa. Zacząć uczyć tak, jak powinno się to robić. Jak uczyłaś mnie. Dlaczego tylko córki bogaczy mają mieć dostęp do nauki magii? Przeprowadź reformę szkolnictwa, na świecie jest mnóstwo dziewcząt z talentem magicznym, a wiele jest zbyt biednych, żeby się tu uczyć. - czarodziejka spojrzała na adeptkę. Dziewczyna miała rację. A Aretuza potrzebowała rektorki, która zaprowadziłaby porządek. Zdecydowanym ruchem wyszarpnęła klucze z dłoni Katje i uśmiechnęła się do dziewczyny.
- A teraz się odwróć, bo zdaje mi się, że to ktoś do ciebie. - dodała  uśmiechem dziewczyna. Yennefer posłuchała i chwilę potem biegła w stronę bramy, podkasując suknię i wniebogłosy krzycząc;
- Geralt! - wiedźmin zsunął się z siodła i wziął czarodziejkę w ramiona, przyciskając ją mocno do siebie i złożył na jej ustach pocałunek. Yennefer zarzuciła mu ręce na szyję.
- Słyszałem o Gors Velen. - powiedział Geralt. - Bądź pewna, że nigdy więcej nie pozwolę ci nigdzie samej pojechać.
- Nadopiekuńczy jesteś, wiesz? - odpowiedziała mu czarodziejka. - Komnata Margarity nie uległa zniszczeniu, co ty na to, żebyśmy się tam przeszli? - wiedźmin uśmiechnął się.
- Znasz odpowiedź. - odpowiedział, biorąc ją za rękę i poprowadził w stronę budynku.

Katje wyszła z sypialni w zielonej szacie zarezerwowanej dla adeptek uczących się praktyk uzdrawiania. Z dumą spojrzała na czarne lamówki na rękawach, oznaczające, że ma swoją mistrzynię i opiekunkę i chwilę potem zapukała do komnaty Yennefer.
- Jesteś gotowa? - spytała, zaglądając do środka. - Adeptki już czekają.
- Wiem. - odpowiedziała czarodziejka, odwracając się od okna. - Ale nie wiem czy dam radę. A jeśli nie spodobają im się zajęcia ze mną?
- Na początku rzeczywiście możesz wydawać się szorstka, ale polubią cię, ręczę za to. Będzie dobrze. - Yennefer zgarnęła z biurka księgi i pewnym krokiem pomaszerowała do sali lekcyjnej. Pół kroku za nią trzymała się Katje, która otworzyła przed mistrzynią drzwi sali. Uczennice poderwały się z miejsc, widząc wchodzącą do sali rektorkę. Yennefer odetchnęła głęboko.
- Ja jestem Yennefer z Vengerbergu, zwracać się do mnie macie ”pani Yennefer”. skoro trafiłyście do Aretuzy to z pewnością posiadacie magiczne zdolności. Jak bardzo rozwinięte, okaże się w ciągu kilku najbliższych dni, może tygodni. Jestem pierwszą rektorką Aretuzy, a oprócz tego, że moim zdaniem jest powitanie was w Akademii i nauczenia dyscypliny, będę zajmować się tymi z was, które po pierwszych latach nauki będą się szkolić w profesji uzdrawiania. Jestem surowa i wymagająca, ale jeśli tylko będziecie wykonywać powierzone wam obowiązki i słuchać poleceń, nie będzie między nami konfliktów. - Katje uśmiechnęła się. Adeptki wyglądały na wystraszone, Yennefer zrobiła na nich jednak dobre wrażenie. Dziewczyna przypomniała sobie swoją pierwszą rozmowę z czarodziejką. Bała się jej, to prawda. Ale od pierwszych czuła przed nią respekt i lubiła ją od samego początku. Yennefer sięgnęła magicznego dna, ale potrafiła drugi raz, przy niewielkiej tylko pomocy, zasłużyć sobie na szacunek. A Katje wiedziała, że już nikt nigdy nie odważy się wołać za nią ”wiedźma!”.
ce4a717ca99bdd83d3524586094f2bdf.jpg

Zakończenie może takie sobie, ale i ja w pisaniu zakończeń jestem kiepska, więc mam nadzieję, że zostanie mi t wybaczone. Nie lubię zakończeń, ale to jeszcze wcale nie koniec i nie jedyne opowiadanie o Yennefer. Możecie być pewni, że jeszcze się tutaj pojawi, tymczasem proszę o szczere opinie i komentarze pod niniejszym postem. Jak wam się widzi Yen w roli rektorki?
  • awatar gość: Boże, cudowne <3 jesteś niesamowita, naprawdę :3 uwielbiam to zakończenie :)
  • awatar Hanti: Szkoda, że nie opisałaś dokładnie sądu na Merigold i jak Aretuza rozlatuję się w perzynę. czekam z niecierpliwością na dalsze opowiadania <3 :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›