Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 1 czerwca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 

- Jedźcie spokojnie. - powiedziała Galadriela, żegnając drużynę wyruszającą w dalszą drogę. - Katrin... Niedługo spotkasz swoje przeznaczenie. - dziewczyna uśmiechnęła się i popędziła konia, doganiając towarzyszy. Bezpiecznie ukryty pod szatą, w pochwie na łydce spoczywał sztylet podarowany jej przez Galadrielę. "Taki sam niegdyś otrzymała ode mnie twoja matka" tymi słowami elfka zakończyła ich nocne spotkanie.
- Mithrandirze... - odezwała się Katrin. - Kim jest Limmaniel?
- Limmaniel... - Gandalf uśmiechnął się pod nosem. - Ta, która niesie pokój... To legenda. Historia opowiadana na uroczystych wieczerzach i bankietach. Limmaniel była pierwszą elfką, pierwszą kobietą, która ruszyła na wojnę wraz z mężczyznami. W jedynie lekkiej kolczudze i naramiennikach,w  białej sukni i z diademem lśniącym na głowie. Królowa, która nie pozwoliła ginąć swoim poddanym w swojej obronie, ale poprowadziła ich w bój. Własnym ostrzem ścięła ponad pół setki orków, a w końcu wypuściła z łuku decydującą strzałę, która utkwiła w piersi ich pana. Tamtego dnia wróg został pokonany. Limmaniel stała się legendą. Śpiewa się o niej pieśni, opowiada historie. Niejedna kobieta chciałaby być taka jak ona.
- Tylko, że to jeszcze nie koniec opowieści.- dodał Aragorn. - Limmaniel miała córkę, która później zaginęła. Nie wiadomo co się z nią stało. Najpewniej dawno już nie żyje.
- Żyje. - odpowiedziała Katrin. Gandalf obejrzał się na nią.
- Spoglądałaś w zwierciadło. - stwierdził czarodziej.
- Owszem. - dziewczyna skinęła głową. - A wy właśnie rozmawiacie z potomkinią Tej, która niesie pokój. - Gandalf gwałtownie zatrzymał wierzchowca, Legolas chcąc uniknąć zderzenia gwałtownie skręcił konia, Eomer rozkaszlał się gwałtownie, a Gimli ciągnąc lejce sprawił, że wierzchowiec zrzucił go z siodła. Jedynie Aragorn zachował spokój.
- To przecież niemożliwe! - krzyknął Eomer.
- Spodziewałem się tego. - powiedział Gandalf z uśmiechem. - Przepowiednia nie mówi o byle kim. "Po dae ire Ambar tur norna mornie sii eel airita calima  lambe han tul. Han uur ar hanu yaar tulya fea ruma. Lamma fea envinyatala ava urco quet ohta polda umea. Kuru han tir car men ilya man men han tir..."
- Katrin... - Aragorn położył jej dłoń na ramieniu. - Gondor pójdzie za tobą, gdziekolwiek zechcesz nas poprowadzić.
- Plemię krasnoludzkie również! - krzyknął Gimli.
- Moja małżonka jest potomkinią Limmaniel. - Legolas pomógł dziewczynie zsiąść z konia i wziął ją w ramiona. - Kobieta, która zagna zło tam, gdzie jego miejsce. Katrin, cieszę się, że pokochałem właśnie ciebie. - dziewczyna uśmiechnęła się.
- Możecie być pewni, ze was nie zawiodę. - powiedziała.

Katrin przebudziła się w nocy i z jękiem przewróciła na bok. Nocowali oczywiście pod gołym niebem, a gwiazdy świeciły jasno tej nocy, ale dziewczynie nie w głowie był gwiazdy. Wszystko ja bolało i czuła, że chyba ma gorączkę.
- Legolas... - odezwała się, wypełzłszy spod koca. - Śpisz?
- Nie, nie mogę spać. - odpowiedział elf. Katrin wsunęła się pod jego płaszcz i przytuliła do ukochanego. Legolas objął ją ramieniem, a dziewczyna na powrót usnęła.
Katrin siedziała w siodle z nisko opuszczona głową. Było jej słabo, kręciło jej się w głowie. Czuła, ze zaraz zemdleje. Chciała poprosić o postój, ale zanim zdążyła się odezwać, zrobiło jej się ciemno przed oczami, a ona osunęła się po końskim boku na ziemię.
- Katrin... - do ukochanej natychmiast przypadł Legolas. - Katrin, Anar, mana lye na? - spytał, pomagając jej się podnieść do pozycji siedzącej.
- Słabo mi. - odpowiedziała dziewczyna, opierając się o elfa.
- Katrin, ty masz gorączkę. - Legolas przyłożył jej dłoń do policzka.
- Legolasie, wieź Katrin w swoje siodło. - powiedział Gandalf. - Nie możemy sobie pozwolić na zwłokę. - elf pomógł dziewczynie wsiąść na konia i objął ją ramieniem. Katrin wtuliła się w ukochanego.
Podróżowali w ten sposób od pięciu godzin bez przerwy. Katrin przysypiała w siodle, oparta o Legolasa, ale od dobrych kilku chwil zaczynała niespokojnie wiercić się w siodle. Było jej niewygodnie, dokuczał pełny pęcherz.
- Kiedy będzie postój? - spytała słabo.
- Pewnie dopiero wieczorem. Czemu pytasz kochanie?
- Ja muszę zsiąść. Potrzebuję postoju, ja muszę... Ja już dłużej nie wytrzymam. - Legolas kojąco pogładził ją po ramieniu i zrównał się z wierzchowcem Gandalfa.
- Mithrandirze... - odezwał się. - Katrin potrzebuje postoju, możemy...
- Nie dłużej niż pięć minut. - odpowiedział Gandalf. Elf skinął głową o zatrzymał wierzchowca, a potem pomógł dziewczynie zsiąść. Katrin wsparła się na jego ramieniu i razem z podtrzymującym ja Legolasem weszła między drzewa.
- Przepraszam, ostatnio same przeze mnie kłopoty. - powiedziała.
- Nie Katrin. - zaprotestował Legolas. - Nie jesteś niczemu winna.

Anar - Słońce
Mana lye na? - Co ci jest?
6bd5aafb9ef39cf4e4c26beeef89a2b6.jpg