Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 maja 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Kate, pobudka. - odezwała się pani Irena, wchodząc do pokoju przybranej córki i energicznie rozsunęła zasłony. - Spóźnimy się do szkoły. - Kate nakryła głowę kołdrą.
- Nie chcę iść do skzoły. - powiedziała.
- Nawet jak ci powiem, że mamy biologię na drugiej lekcji? - nauczycielka przysiadła na skraju łóżka. Kate odrzuciła kołdrę i pokręciła głową przecząco.
- Kate, co się dzieje? - spytała pani Irena.
- Nie chcę natknąć się na ulicy na Cassandrę. Albo tego Toma Evansa. To jest kobieta nieobliczalna, nie chcę kłopotów.
- To może przynajmniej zjesz śniadanie? - spytała nauczycielka.
- Zaraz... Pozwolisz mi nie iść do szkoły?
- Sytuacja jest uzasadniona. Nie wiadomo do czego Cassandra jest zdolna. Chodź, zrobiłam ci jajecznicę. Z pomidorami i serem. - Kate uśmiechnęła się, wypełzła spod kołdry i poszła za nauczycielką do kuchni.
Dziewczyna siedziała na kanapie w salonie, od niechcenia trącając struny gitary, z książką pod ręką. Pani Irena powinna za chwilę być. Kate zerknęła na zegarek. Właściwie to już powinna być. w korytarzu zadzwonił dzwonek do drzwi i dziewczyna poderwała się z kanapy, chcąc zobaczyć kto to. Wyjrzała przez judasza i zaraz cofnęła się gwałtownie. Na werandzie stała Cassandra, raz po raz wciskając przycisk dzwonka. Kate usiadła pod drzwiami, przykładając obie dłonie do ust. Starała się nie wydać nawet najcichszego dźwięku, który tamta mogłaby usłyszeć. Wreszcie dzwonek umilkł i dziewczyna odważyła się wyjrzeć na zewnątrz. Cassandra dała sobie spokój i wsiadała teraz do białego samochodu, zaparkowanego przy drodze, który chwile potem odjechał z piskiem opon.
- Kate, jestem! - zawołała pani Irena chwile potem, wchodząc do domu. Niemalże od razu jęknęła, kiedy dziewczyna przypadła do niej i przytuliła mocno.
- Wiem. - odpowiedziała szeptem.
- A może przynajmniej dasz mi się rozebrać. Weź zakupy do kuchni, zaraz weźmiemy się za obiad.

- Kate... - odezwała się pani Irena znad farszu do kurczaka. - Ja cię nie chcę straszyć, ale Cassandra naprawdę szybko działa. - Kate spojrzała na nią pytająco.
- Powiedz o co chodzi. - poprosiła. Nauczycielka wyjęła z torebki aktualną gazetę i podała córce.
- Cassandra Evans ubiega się o zwrócenie prawa rodzicielskich. - Kate przeczytała nagłówek na pierwszej stronie i otworzyła gazetę. - Gwiazda Hollywood polskiego pochodzenia wróciła do kraju, szukając córki. Teraz, kiedy dziecko się odnalazło Cassandra chce odzyskać prawa rodzicielskie. Czternastoletnia Katie znajduje się obecnie pod opieką I. Jarockiej, która - jak donoszą źródła - adoptowała dziewczynkę. Co? - dziewczyna podniosła wzrok na przybraną mamę.
- Wszystkie pisma plotkarskie piszą tylko o tym.
- Nie mam czternastu lat. - zauważyła Kate.
- Cassandra najwyraźniej nie zna swojego dziecka. Bo to ona poszła do prasy z tą informacją, nikt inny o niczym nie wiedział.
- Zaraz, zaraz... Ubiega się o zwrócenie prawa rodzicielskich?
- Dzisiaj przyszło wezwanie do sądu. - powiedziała pani Irena. Kate odstawiła na bok miseczkę, w której mieszała sos miodowy do kurczaka i wstała od stołu.
- Cassandra była tu na chwilę przed twoim przyjazdem. - powiedziała, przytulając się do przybranej mamy.
- Wpuściłaś ją do domu?! - przestraszyła się nauczycielka.
- Skąd, przecież wiesz, że nie.
- Teraz przynajmniej rozumiem już twoją reakcję, kiedy wróciłam.
- Czy moje zeznania będą się liczyć w tej sprawie? - spytała Kate, odsuwając się od pani Ireny.
- Wydaje mi się, że tak. Nie jesteś już dzieckiem i masz prawo decydować o tym, że nie chcesz mieszkać z kimś, kto maltretuje cię psychicznie. Nie martw się Kate. - powiedziała nauczycielka, choć w głębi duszy musiała przyznać, że nie ma najmniejszego pojęcia co teraz będzie.
- Kate? - odezwała się w zamyśleniu?
- Tak? - dziewczyna podniosła głowę.
- Nie... Nic. Zrobiłaś ten sos miodowy? Chłopcy na pewno są już głodni, a kurczak sam się nie upiecze.

Kate weszła do salonu i zaraz przystanęła, słysząc słowo "Cassandra". W wieczornych wiadomościach właśnie trwała rozmowa z piosenkarką i dziennikarz pytał oczywiście o nią. O Kate. Dziewczyna przysiadła na parciu kanapy.
- Czy prawdą jest to, o czym piszą wszystkie dzisiejsze gazety? Stara się pani o odzyskanie praw rodzicielskich.
- Tak. Moja najdroższa córeczka zaginęła parę lat temu, kiedy spędzałyśmy wakacje w Polsce. Szukałam jej długo, tak jak szukałaby każda matka. W końcu po tak długim czasie, kiedy straciłam już resztki nadziei i pogodziłam się ze stratą dziecka, udało mi się ją odnaleźć. Została adoptowana i tak jak można przeczytać w gazetach, chcę odzyskać prawo do niej.
- Dziękujemy za tę jakże wzruszającą i pię... - Kate wyłączyła telewizor, przerywając wypowiedź dziennikarza.
- Ona kłamie. - powiedziała. - Ale rozprawa jest z góry skazana na niepowodzenie. Każdy sąd stanie po jej stronie. Jest celebrytką, będą wierzyć w każde jej słowo, a mnie nawet nie posłuchają.
- Kate... - pani Irena podniosła wzrok znad książki. - Sąd opiera się na konkretnych dowodach i nie odda cię tylko dlatego, że chce tego podstarzała wokalistka.
- Ja nie chcę z nią jechać... - dziewczyna rozpłakała się.
- I nie pojedziesz, bo ja cię po prostu nie oddam! - powiedziała z naciskiem nauczycielka, wstając z miejsca. - Kate, posłuchaj mnie, proszę. Jesteś dla mnie ważna i wiem, że ja dla ciebie też jestem. Będę o ciebie walczyć jak jeszcze nigdy o nikogo innego córeczko.
- Ja cię potrzebuję. - wyszeptała Kate.
- Wiem skarbie. Przykro mi, że do tego doszło.
- Ona mi nigdy nie da spokoju. Przez prawie pięć lat musiałam sobie radzić sama, a teraz kiedy wreszcie jest dobrze, kiedy zaczęło mi się w życiu układać, ona się pojawiła i jak zwykle wywraca wszystko do góry nogami. Czy ona naprawdę aż tak mnie nienawidzi, że chce mi zniszczyć życie?! - Kate podniosła głos.
- Ćśś... - pani Irena objęła szlochająca dziewczynę i przytuliła do siebie. - Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›