Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 maja 2017

Liczba wpisów: 3

abc.atlant
 
Kate siedziała na widowni obok pani Ireny, niewidzącym wzrokiem wpatrując się przed siebie. dłonie jej drżały, serce biło mocno i znowu miała ochotę zwymiotować. A najlepiej z miejsca się rozpłakać. Nauczycielka kojąco pogładziła ją po ramieniu, kiedy na scenę wyszła jedna z organizatorek.
- Witam wszystkich na dziewiątej edycji konkursu "Technologia żywienia człowieka". Cieszę się, że mogę po raz kolejny powitać szkoły, które są z nami od początku, a także te, które w naszym konkursie biorą udział od niedawna lub też pierwszy raz. Dziękuję, że jesteście z nami i zapraszam na najbardziej oczekiwany moment czyli wręczenie nagród, o co poproszę prezydenta miasta Warszawa. - na scenę przy owacji oklasków wyszedł mężczyzna, który jeszcze pomachał ludziom na widowni i wziął od organizatorki mikrofon.
- Nie będę przedłużać, bo wiem, że młodzież tego nie lubi, więc od razu przejdziemy do rzeczy, dobrze? - uśmiechnął się. - Pierwsze miejsce w wojewódzkim etapie naszego konkursu zajęła Karolina Przybysz. Karolinę prosimy po odbiór nagrody, a także o kilka słów. - Kate siedziała nieruchomo, wpatrując się w dziewczynę na scenie. Jej szanse na wygraną malały.
- Drugie miejsce zajęła Andżelika Michnik. Zapraszamy. - Kate zamknęła oczy, podczas gdy Andżelika jąkała się na scenie. Chciała zniknąć, wrócić do domu, zakopać się pod kołdrą i udawać, ze tego konkursu wcale nie było.
- Na trzecim miejscu mamy Catherine Evans-Jarocką. - Kate poderwała głowę. Do oczu napłynęły jej łzy, a ona przyłożyła dłoń do ust i jak w transie poszła na scenę.
- Dziękuję. - wyszeptała dziewczyna, odbierając dyplom i nagrodę. Łzy szczęścia leciały jej po policzkach.
- Może parę słów? - odezwał się burmistrz. Kate skinęła głową i wzięła od niego mikrofon.
- Ja chciałam tylko podziękować. - powiedziała. - Pani Jarockiej, bez której tak naprawdę nie dałabym sobie rady, bo to ona była przy mnie kiedy jej potrzebowałam. - pani Irena uśmiechnęła się. Kate odwzajemniła uśmiech i oddała mikrofon prezydentowi schodząc ze sceny.
- Dziękuję. - powiedział mężczyzna. - wszystkie trzy laureatki zapraszamy na ogólnopolski finał naszego konkursu, który odbędzie się w Szczecinie pod koniec maja. Szczegółowe informacje zostaną przekazane listownie do waszych szkół. Pozostałym dziękuję za udział w konkursie, życzę powodzenia w kolejnych edycjach jeśli oczywiście zostaniecie z nami. To wszystko, dziękuję raz jeszcze. - głos zabrała jedna z organizatorek konkursu, ale Kate już jej nie słuchała. Nie mogła przestać się uśmiechać. Mocno ściskała za rękę przybrana mamę, a głowę oparła na jej ramieniu. Miała ochotę krzyczeć z radości.
- Kate, chodź tu, niech cię wyściskam. - pani Irena mocno przytuliła przybraną córkę. Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Kocham cię mamo. - powiedziała.
- Ja ciebie też. - odparła nauczycielka. - To co, idziemy gdzieś świętować? - spytała. Jakaś cukiernia?
- Pewnie! - odpowiedziała Kate. - Chodźmy.
chwilę potem obie zajmowały miejsca przy stoliku w maleńkiej kawiarence, w której Kate jeszcze nigdy nie była.
- Jakieś specjalne życzenia? - spytała pani Irena.
- Sernik cappuccino? - zaproponowała Kate.
- Może być. Kawa czy herbata? - dziewczyna zastanowiła się przez chwilę, jednak zdecydowanie wolała herbatę. Kelnerka przyniosła zamówienie i obie sięgnęły po ciasto.
- Zdecydowałaś coś w sprawie Igora? - spytała pani Irena.
- Nie, jeszcze nie. - westchnęła Kate. - Miałam już chłopaka, w gimnazjum i... nie wiem czy chce się pchać w kolejny związek. - powiedziała.
- Ktoś cię skrzywdził?
- Właściwie to nie. Wydawał się miły, poza tym to była moja pierwsza miłość. Tylko, że potem wrednie mnie wystawił i jeszcze upokorzył. Wiem, że Igor taki nie jest i... skoro już jesteśmy uważani za parę, to chyba dam mu szansę. Co ty na to?
- Mądra decyzja. - pani Irena skinęła głową. - W razie coś mogę mu pogrozić obniżeniem zachowania.
- Mamo! - zaprotestowała Kate. Nauczycielka zachichotała.
 

abc.atlant
 
Jestem po obejrzeniu piątego odcinka "Wiedźmina". Wiecie co? Nie... Po prostu nie! Dlaczego Geralt jest taki głupi pytam się?! Jemu chyba mózg wyparował gdzieś po drodze, albo może przegrzał się jak smoka zobaczył! Istnieje też możliwość, że zażywał jakieś podejrzane zioło, bo na trzeźwo by jej tego nie zrobił. Dla mnie ten serial już upadł! Od dwóch dni nie mogę uwierzyć w to co zobaczyłam, ani w to co usłyszałam. Geralt postanowił spektakularnie rozstać się z Yennefer. Tylko dlatego, że Istred (mam nadzieję, że pisownia dobra) jej się oświadczył. No dobra, po drodze wyszło, że Yennefer kochała się z Istredem... Ale to tylko dlatego, że on pracuje nad jakimś tam lekarstwem na jej bezpłodność (tak, tak ją tłumacz). W sumie to wynikła z tego dość skomplikowana sytuacja. Zaczęło się od tego, że Geralt uratował Jaskra przed bandą złych ludzi, potem zabrał do siebie i Yen, gdzie między poetą, a czarodziejką wywiązała się epicka kłótnia. W tym czasie Geralt gadał z Istredem, dowiedział się, że tamten oświadczył się Yen, więc poszedł z nią o tym pogadać. Wyszło na jaw, że Yen rozważa propozycję Istreda i że się z nim kochała, więc Geralt postanowił, że nagle nie chce mieć z nią nic wspólnego i ją zostawił. Przysięgam, że jeśli jeszcze raz ją skrzywdzi, to wejdę do monitora i zrobię mu ciężką krzywdę! Doprowadzić Yennefer do łez to grzech jest!

Dalej mam nadzieję, że jakoś się to wszystko poukłada. A tak poza zaistniałą sytuacją to jestem tym serialem dość mocno zachwycona. Pod względem wizualnym szału nie ma, ale trzeba brać poprawkę na to, że to produkcja sprzed szesnastu lat, bo kręcona była w 2001 roku. Natomiast sama fabuła i sposób przedstawienia historii bardzo mi pasuje. Podobało mi się też to, że reżyser dodał kilka rzeczy od siebie, nie trzymając się ściśle opowiadać Andrzeja (mogę tak panu mówić, panie Sapkowski?). No i Grażyna Wolszczak w roli Yennefer to ambrozja dla moich oczu i uszu. Pierwszy odcinek był dość monotonny i szczerze mówiąc spodziewałam się, że drugi też taki będzie, ale akcja szybko zaczęła się rozkręcać i w tym momencie, na którym się zatrzymałam właściwie leci na łeb na szyję. W pierwszym odcinku możemy się zapoznać z dzieciństwem Geralta i dowiadujemy się w jaki sposób stał się Wiedźminem, w drugim możemy śledzić jego "edukację". W trzecim odcinku świeżo upieczony Wiedźmin rusza już w świat i przy okazji zaczyna sprzeciwiać się swojemu kodeksowi. W czwartym dowiadujemy się, że w przeszłości znał Yennefer i samą czarodziejkę tez poznajemy bliżej (tu mnie bezgranicznie zachwycał jej instynkt macierzyński w końcowych scenach). Piąty odcinek jest już właściwie w całości poświęcony związkowi Wiedźmina z czarodziejką i jak do tej pory te dwa ostatnie odcinki najbardziej mi się podobały. Jak już obejrzę całość to postaram się machnąć tutaj jakąś treściwą recenzję zachowując neutralne stanowisko.
  • awatar Hanti: Obejrzałam sobie 1 odcinek i jako, że byłam chowana na książkach to miałam niezłą beke :D Może nadejdą takie czasy, że ktoś nakręci lepszą wersję :).
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Czyli widzę, że nadal Ci się podoba :P.
  • awatar *Mordka*: Widzę, że pomimo tego co się stało w 5 odcinku, to dalej trzymasz xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

abc.atlant
 
Kate - Writes: Słońce wróciło nad nasz kochany kraj i chociaż po południu znowu zaczęło padać to i tak cały dzień jest przyjemnie ciepło, dlatego zaraz rano, bez śniadania zgarnęłam jabłko z koszyka, psa z kojca i smycz z wieszaka i pognałam światu naprzeciw. Byłam w miejscu, które wiele dla mnie znaczy. Tam gdzie świat realny łączy się z fantastycznym, gdzie najczęściej można zobaczyć elfy, kryjące się przed niepożądanym spojrzeniem. Tam zawsze biegają konie z pobliskiej stadniny w ogóle nieczułe na magię wyczuwalną w powietrzu. Jabłko chciałam dać jednemu z nich, temu czarnemu, który zawsze jest najodważniejszy i podchodzi do ogrodzenia, żeby zobaczyć, jaka dwunoga istota śmie tym razem naruszać prywatność jego i jego bliskich. Dzisiaj ostentacyjnie mnie olał, mając jabłko głęboko gdzieś. Najwyraźniej trawa była smaczniejsza. Urodziły się za to dwa małe źrebaczki i tak fajnie hasały dzisiaj na tych cieniutkich nóżkach. Momentami zastanawiałam się jak te cieniutkie patyczki utrzymują resztę ciała. Jak mi się uda, to jutro spróbuję zrobić zdjęcie. Cóż... Jeśli chodzi o elfy, to dzisiaj nie było żadnego. Najwyraźniej po ostatnim zimnie wywnioskowały, że jeszcze nie czas na odwiedzanie letnich rezydencji. Chociaż wydawało mi się, że gdzieś tam mignęły mi długie ciemnobrązowe włosy i łuk w zaciśniętej pięści. Ale nawet bez towarzystwa innych istot niż konie, cudownie było się tam wybrać. To właśnie tam doszłam do ładu z samą sobą i zawsze jest tam cicho, dzięki czemu można tam siedzieć w nieskończoność, nie bojąc się, że ktoś zakłóci rozmyślania. Główna droga jest niedaleko, ale samochody przejeżdżają tamtędy na tyle rzadko, że naprawdę można poczuć, że jest się w innym świecie. A to cudowne uczucie...
bef551aece95c4165b6394ed91c6f43.jpg