Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 30 maja 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Od wypuszczenia na "rynek" ostatniej części piratów minęło prawie sześć lat i teraz, twórcy zastanawiali się jak właściwie publika to odbierze. Moim zdaniem warto dać szansę najnowszej części serii i wybrać się na ten film do kina. Wiadomo, że po sześciu latach wszystko może wyglądać odrobinkę inaczej, jednakże w filmie możemy zobaczyć większość starej obsady, co było naprawdę fajne. Najbardziej chyba bolało mnie, że Orlanda było tak mało (i że Elizabeth nie została zaciukana), a nową postacią, która z miejsca przypadłą mi do gustu była Carina Smith. Niejednokrotnie myślałam "kurczę, dlaczego jest tak a nie inaczej", przez większość filmu właściwie tylko wybuchałam śmiechem, a radość sprawiał mi już sam fakt, że na ten film wybrałam się z moimi kochanymi współlokatorkami, z którymi dzielę pokój, bo naprawdę każde wyjście z nimi to sama przyjemność.
17015800_10154981836668830_529268610073059017_o.jpg

Coś więcej o fabule, bo zaczynam jak zwykle od samego końca. Młody Turner chce uratować swojego ojca przed klątwą, przez którą jak wiemy po trzeciej części musi służyć na Latającym Holendrze. Nie ma zbytnio żadnego sposobu, żeby tę klątwę złamać, ale...! Istnieje legenda, że ten kto posiada Trójząb Posejdona jest władcą oceanu i może złamać każdą mityczną klątwę. Jest to przedmiot bardzo pożądany, bo nie tylko syn Williama chce go zdobyć, ale też Jack Sparrow, Barbossa i jeszcze parę innych osób, więc jest to dość cenny artefakt. No i dziwnym trafem jedyną osobą, która zna drogę i potrafi ją wskazać jest młoda dziewczyna Carina Smith. Więcej z fabuły zdradzać nie chcę, bo od razu przeszłabym do opisywania nagłych zwrotów akcji, a film jest naprawdę warty tych dwóch godzin spędzonych w kinie, więc już teraz zachęcam, abyście sami się na niego wybrali i zobaczyli, że naprawdę jest czym się zachwycać. Gwarantuję, ze nie będziecie zawiedzeni.
article_main_pirati-z-karibiku-5_.jpg

Troszeczkę trzeba powiedzieć o aktorze grającym Salazara, czyli bardzo, bardzo zawziętego korsarza, który dawno temu został wywiedziony w pole przez Jacka Sparrowa, przez co nałożono na niego klątwę. Jest uwięziony w diabelskim trójkącie (znanym bardziej jako Trójkąt Bermudzki), ale ślepy los sprawia, że wreszcie ma możliwość wydostać się stamtąd i zemścić na Jacku. A wszystko kręci się wokół kompasu pokazującego to, czego najbardziej się pragnie i mapy, której nie ma...
Film trzyma w napięciu już od pierwszych minut i na długo nie daje o sobie zapomnieć. Dalsze czterdzieści minut to sceny głownie z udziałem naszego kochanego kapitana Jacka, który jak zwykle otacza się rumem i kobietami, a to wszystko prowadzi do mnóstwa zabawnych katastrof, jednym słowem, naprawdę można się pośmiać. Później już zaczyna się więcej akcji mniej śmiechu i tu zaczynają się epickie efekty specjalne. Wiadomo, że "Piraci z Karaibów" zawsze wyróżniali się na tle innych filmów efektami specjalnymi właśnie, ale "Zemsta Salazara" jest pod tym względem najlepsza. Ok, sześć lat różnicy, ale coś w tym jednak jest. Jeszcze odnośnie samego Salazara to najbardziej zaintrygowały mnie jego włosy, które zawsze poruszały się tak jakby on znajdował się pod wodą, co wyglądało naprawdę ciekawie i dziwnie realistycznie.
z21820528IH,Piraci-z-Karaibow-5Q--Zemsta-Salazara.jpg

Reżyserowie spisali się wręcz na medal. Tempo samej akcji, taka proceduralna budowa scenariusz i tak dalej zostały świetnie... eee... zachowane względem na przykład poprzednich części. Mamy początek gdzie wyjaśnia się o co tak naprawdę chodzi w filmie, potem jest rozwinięcie, które rzuca nas pomiędzy różnymi lokacjami, gdzie jest właśnie chyba najwięcej zwrotów akcji i na koniec mamy takie mocne wow! sporo się dzieje i zakończenie właśnie jest moim zdaniem najmocniejsze z całego filmu. Świetnie się to ogląda, jest mocny film przygodowy, tak samo fantastyczny jak i pozostałe części. Od samego początku siedziałam wciśnięta w fotel, wpatrzona w ekran, wybuchająca śmiechem, płacząca (bo też się zdarzyło), albo myśląca "O Boże co teraz będzie", a jeszcse ciekawiej było odczuwać wszystkie stany emocjonalne na raz. Więc naprawdę jest to film, który wzbudza mnóstwo emocji.

Jack Sparrow nadal pozostaje ikoną tej serii. Jest po prostu sobą, Jackiem Saprrowem, który chędoży kobiety, pije hektolitry rumu i kradnie ostatnie sztuki złota, jednakże ciągnie go na te nieznane wody i nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Najgorzej jeśli chodzi o grę aktorską wypadł jak dla mnie gościu grający Henry'ego Turnera, jakoś nie mogłam się co do niego przekonać. Odrobinkę zgrzytał mi dubbing pod Willa Turnera, Grzegorz Damięcki w ogóle nie nadaje się do podkładania głosu pod Orlanda no i jeszcze naprawdę ta Elizabeth mogłaby wreszcie zginąć. Osobiście uważam, że "Zemsta Salazara" jest filmem genialnym, wyróżniającym się na tle filmów przygodowych, ale także na tle całej serii. Ja z kina wyszłam bardzo zadowolona, więc jeśli macie okazję, czas i ochotę to naprawdę polecam wybrać się na seans. Dwie godziny trwania filmu są tego warte.
  • awatar Hanti: Jak to jest mało Willa! Przecież to skandal!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Chętnie zobaczyłabym śmierć Elizabeth :D. Najlepiej jest oglądać filmy z oryginalnymi głosami, jednak na pewno wybiorę się na to do kina :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›