Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 27 maja 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Katje, twoje rzeczy są już w dormitorium. - zaczęła Margarita Laux-Antille, kiedy Yennefer wraz z adeptką, wyszły z łaźni, obie wykąpane i w czystych sukniach. - Do wieczora masz czas zapoznać się z akademią, ale od jutra dołączysz do zajęć innych adeptek, radzę ci więc dobrze odpocząć.
- Daj mi z nią chociaż porozmawiać. - poprosiła Yennefer. - Zaraz po tym wyjadę i nigdy więcej mnie nie zobaczysz, przysięgam. - Margarita uśmiechnęła się krzywo.
- Macie dziesięć minut. - powiedziała. Yennefer poprowadziła Katje do komnaty, w której miała możliwość spędzenia trzech dni i dokładnie zamknęła za nimi drzwi, a dla pewności otoczyła pokój magiczną dźwiękoszczelną tarczą.
- Katje... - Yennefer przysiadła na skraju łóżka. - Wiesz już, że będę musiała wyjechać.
- Wiem, ale wciąż nie rozumiem dlaczego. - odpowiedziała dziewczyna, obiecując sobie, z ta rozmowa nie przerodzi się w kłótnię. Zresztą jej mistrzyni brzmiała tak smutno i słabo, że nie miała odwagi podnosić głosu.
- Pamiętasz to co powiedziałam ci o czasach Stosu, prawda? - Katje skinęła głową. - Jest coś, o czym ci nie powiedziałam. Do mojego upadku przyczyniła się niejaka Triss Merigold. - dziewczyna drgnęła, ale nie odezwała się ani słowem, w skupieniu chłonąc każde słowo czarodziejki. - To ona napuściła na mnie wtedy chłopów, mówiąc im kim jestem. Jednocześnie rzuciła na siebie czar maskujący, dzięki któremu nie poznali kim jest ona. Potem wystarczyło już mnie dopaść i zabić. Była wtedy ze mną moja uczennica o czym wiesz. Wtedy, kiedy już nie żyła, kiedy klęczałam nad jej nieruchomym ciałem, ona pierwsza wrzasnęła, że jestem morderczynią. Poznałam jej głos. Ale nikt z tych wieśniaków nie chciał mnie słuchać! Margarita, rektorki z Aretuzy, właściwie większa część świata magicznego skazała mnie wtedy na tortury. One nie próbowały mnie ratować. Nie próbowały protestów przeciwko torturom, a kiedy zostałam naznaczona... - Yennefer wbrew sobie musnęła palcem bliznę na karku. - Na wszystko było już za późno. Przedziwnym zrządzeniem losu, wtedy, kiedy się teleportowałam, natknął się na mnie Geralt i zlitował nad umierającą magiczką. Zabrał ze sobą, ale tą rudą małpę sprowadził niepotrzebnie. Od tamtej chwili one wiedzą, że nie spłonęłam na stosie i od tamtej chwili chcą się mnie pozbyć tym gorliwiej. Przez tyle długich lat żyłam w ukryciu, nikt nie wiedział gdzie jestem, a jednak one się dowiedziały. Ich moc sięga wszędzie, a ja nie wiem gdzie w takim razie mam się jeszcze ukrywać. Do Aretuzy pozwoliły dojechać mi spokojnie, bo zależy im na obie. Ale kiedy cię tu zostawię... Co dalej ze mną będzie? Może dla ciebie i dla wszystkich innych byłoby najlepiej gdybym spłonęła wtedy na tym stosie...
- Przestań mówić o sobie w ten sposób. - przerwała jej Katje. - Jesteś Yennefer z Vengerbergu! Kobieta niegdyś szanowana. Dlaczego przestali cię szanować?! Czy w ogóle kiedykolwiek się nad tym zastanawiałaś?! Nie możesz poddać się kilku czarodziejkom rządnym władzy, tak nie wolno. Poza tym, gdybyś wtedy umarła, nigdy bym cię nie poznała. Wiesz... Ja też nie powiedziałam ci wszystkiego... - czarodziejka, podniosła na adeptkę fiołkowe oczy. - Odkąd wyruszyłyśmy z Kaer Morhen podąża za nami rudowłosa kobieta. Pierwszy raz widziałam ją, obserwującą nas, kiedy chorowałaś na czerwonkę, ale musiała iść za nami od samej wiedźminskiej szkoły cechu. Nie mówiłam ci, bo nie chciałam cię martwić. a wcześniej myślałam, ze to tylko moje przywidzenia. Nie wolno ci iść do miasta. Póki tu jesteś, w jakiś sposób jesteś chroniona. Kiedy wyjdziesz z Loxii zabiją cię! Nie chcę tracić mistrzyni i nauczycielki! Chyba że... Teleportuj się gdzieś.
- Nie mogę, nie mam amuletu. - odpowiedziała Yennefer. - Zostawiłam w Kaer Morhen, zapomniałam o nim. Nie mogę nic zrobić. Katje, przyrzekam ci, że kiedys się jeszcze zobaczymy.
- Wtedy będę już pewnie dorosła, a potrzebuję cię teraz... - dziewczyna urwała, kiedy w drzwi komnaty załomotała Margarita.
- Yennefer, oddaj mi adeptkę i wynoś się, tak jak obiecałaś! - wrzasnęła. Yennefer zdjęła dźwiękoszczelną ochronę i otworzyła drzwi. - Już i tak za długo to trwa.
- A więc to... pożegnanie? - spytała Katje.
- Obawiam się... Że tak. - odpowiedziała Yennefer. - Chcę ci coś dać. - czarodziejka podała dziewczynie niewielki skórzany woreczek i niewielkie zawiniątko z gazety. - Nie bój się o mnie. Wrócę po ciebie, a wtedy... - głos Yennefer niebezpiecznie zadrżał. - Nikomu nie dam mi cię odebrać. - czarodziejka zaszlochała cicho.
- Nie pozwól się zabić w Gors Velen. - odpowiedziała przez łzy Katje, przytulając się mocno do mistrzynie. - Nie proszę cię o nic więcej.
- Tak, tak, wzruszające. - skomentowała Margarita. - Dosyć tych żalów i szlochów. Katje, w dormitorium czekają na ciebie rówieśnice, chcące cię poznać. - Katje otarła łzy wierzchem dłoni, po raz ostatni spojrzała na Yennefer i dała się poprowadzić do dormitorium, nie oglądając się już więcej na mistrzynię. Bała się, że jeśli się obejrzy nie będzie w stanie powstrzymać łez.
W dormitorium rzeczywiście czekały na nią dziewczęta w jej wiek, niektóre były odrobinę starsze, kilka znacznie młodszych, ale dziewczyn y nie interesowało zawieranie nowych znajomości. Usiadła na łóżku, które jej przydzielono i rozejrzała się po pokoju. Surowe ściany z kamienia, żadnej wykładziny na podłodze, a łóżko twarde i zasłane szorstką białą pościelą. Dopiero po chwili przypomniała sobie o podarunku od Yennefer, który wciąż ściskała w dłoniach. Wiedziała, że skórzany woreczek zawiera podstawowy ekwipunek każdej młodej kobiety, ale paczuszka owinięta w gazetę? Dziewczyna powoli odwinęła papier. W środku znalazła szmacianą laleczkę z włosami z włóczki i ubraną w kolorową falbaniastą sukienkę, pozszywaną z najróżniejszych ścinków materiału. W oczach Katje stanęły łzy. Przypomniała sobie słowa Yennefer podczas którejś z rozmów ”Ja nie miałam nawet laleczki”. Adeptki, które już jakiś czas temu zaczęły szeptać między sobą, teraz pozwoliły sobie na głośniejsze komentarze.
- Ale dziwadło. W ogóle jej nie interesujemy.
- Przywiozła ze sobą lalkę. Ile to ma lat?!
- Mam nadzieję, że nie będę musiała z nią rozmawiać. - z różnych stron dormitorium dolatywały dziewczynę podobne uwagi, ale nie zamierzała się nimi przejmować. Nie troszcząc się o to, że brudzi prześcieradło, podciągnęła kolana pod brodę i zwinęła się w kłębek, kryjąc twarz w poduszce. Po policzkach popłynęły jej łzy, a ona zadrżała, mocno przyciskając laleczkę do piersi.
f34058b99a3e4d5fe6a07d0c9bab599.jpg
  • awatar gość: Piękną atmosferę potrafisz stworzyć, miło się czyta :) szkoda Yennefer i teochę Katje, ale nie bardzo - bo Katje sama sobie wybrała ten los, Yennefer musiala ją opuścić. Oby Katje tego nigdy nie żałowała...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›