Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 26 maja 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Na początku składam serdeczne życzenia wszystkim matkom, czy to młodym czy troszkę starszym, czy dopiero świeżo upieczonym, którym należą się serdeczne podziękowania za wysiłek i czas, który wkładają w nasze wychowanie, za to, że są przy nas w każdym momencie swojego życia i zawsze będą kochać swoje dzieci, nieważne czy w dobrych, czy w złych chwilach. Z okazji Dnia Matki zapraszam na trzy krótkie scenki - po jednej z każdego świata, o których piszę - które mam nadzieję przypadną wam do gustu. Miłego czytania.


Kate zajrzała do pokoju nauczycielskiego i pomachała do pani Ireny, siedzącej przy stole. Nauczycielka odmachała, skończyła wpisywanie ocen do dziennika i wyszła na korytarz.
- Co tam słonko? - zagadnęła.
- No bo... Mamy ostatnią biologię, prawda? - zaczęła Kate. - Zwolniłabyś mnie z ostatnich dziesięciu minut lekcji?
- Dlaczego? Przecież miałyśmy wracać razem.
- Mam coś do załatwienia na mieście. Wrócę autobusem. Proszę...
Kate podniosła się z krzesła i uśmiechnęła do pani Ireny, punktualnie dziesięć minut przed końcem zajęć. Nauczycielka uśmiechnęła się do niej. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech i skierowała się do drzwi, ale zamarła z ręką na klamce, jakby sobie o czymś przypominając. Zawróciła i podbiegła do przybranej mamy, całując ją w policzek.
- Kocham cię. - wyszeptała i wybiegła z klasy. Musiała przecież jeszcze pobiec do kwiaciarni i galerii handlowej, a za godzinę miała autobus, na który chciała zdążyć. Zupełnie już nie zwróciła uwagi na to, że nauczycielka przyłożyła dłoń do policzka rumieniąc się, a jej usta wygięły się w uśmiechu.
Godzinę później dziewczyna przemykała się do swojego pokoju. Prezent miała kupiony, musiała go jeszcze ładnie zapakować. Owinęła papierem kupioną książkę, przycięła nożyczkami wstążkę i jak najciszej mogła zajrzała do salonu, gdzie nauczycielka siedziała nad stertą papierów. Kate przechyliła się przez oparcie kanapy i pocałowała mamę w policzek, wsuwając jej w dłoń prezent.
- Wszystkiego najlepszego. - wyszeptała.


Katrin leżała w łóżku w komnacie uzdrowicielskiej, trzymając przy piersi malutką Sariel. Z ust nie schodził jej uśmiech i potrafiła wpatrywać się w maleństwo dosłownie godzinami.
- Jak się czujesz melisse? - zagadnął Legolas, zaglądając do komnaty.
- W porządku, nic mi nie jest. - zapewniła dziewczyna, uśmiechając się do niego. - Maleństwo też jest zdrowe.
- Widzę, że jesteś dziś wyjątkowo uradowana.
- Sariel jest dla mnie najpiękniejszym prezentem jaki mogłam dostać w dzień matki. - powiedziała Katrin i zaraz pospieszyła z wyjaśnieniami. - To święto obchodzone w naszym świecie, podczas którego dziękuje się matkom za ich poświęcenie.
- U was trzeba do tego specjalnego święta? - spytał elf.
- Nie, skąd. Ale to wyjątkowy dzień, spędzany zazwyczaj z rodziną. - maleństwo zakwiliło niespokojnie, przestając ssać i Legolas wziął córeczkę z ramion Katrin. Dziewczynka spojrzała na niego dużymi brązowymi oczami i zamachała rączką, pociągając za złoty kosmyk włosów. Elf poczuł dziwne ciepło w okolicach serca. Rozczulił się nad maleństwem, przytulając je do siebie.
- Będziesz wspaniałym ojcem. - zapewniła go dziewczyna, kładąc mu dłoń na ramieniu.
- A ty równie wspaniałą matką. - odwdzięczył jej się Legolas, składając na jej ustach pocałunek.


- Bo ja zupełnie nie rozumiem do czego to mi jest potrzebne. - warknęła Katje znad księgi o wszelkiego rodzaju mutacjach. - Jestem czarodziejką, nie wiedźminką.
- Przyda ci się, jeśli będziesz zmuszona leczyć człowieka, u którego wykryjesz mutację. - odpowiedziała Yennefer. - Nie wypuszczę cię stąd dopóki tego wszystkiego nie przeczytasz i nie zanotujesz najważniejszych rzeczy. Katje warknęła gniewnie.
- Och, jesteś okropna. - Yennefer uśmiechnęła się ironicznie.
- potrafię być jeszcze bardziej okropna, więc weź się proszę do roboty, jeśli nie chcesz, żeby nasze relacje uległy zmianie. Na gorsze.
- Wielkie dzięki za zepsucie mi dnia.
- To twoje obowiązki, które kiedyś będziesz musiała wykonać. Lepiej zrobić to od razu, nieprawdaż?
- Czy nie byłoby miło gdybyś choć raz zapytała mnie, czego ja chcę?
- Oczywiście. Czy chcesz żebym pokazała ci, czego dokładne masz się nauczyć?
- Jesteś niesamowita, wiesz?! Zachowujesz się jak jakaś... - Katje urwała.
- No dalej, powiedz... - warknęła Yennefer.
- Jak jakaś wiedźma!
- Wiadomość z ostatniej chwili Katje, czy to się komuś podoba czy nie, ja właśnie jestem wiedźmą! - wrzasnęła Yennefer, a Katje zerwała się z miejsca i ostentacyjnie wymaszerowała z komnaty. Zaraz za drzwiami jednak przystanęła, słysząc ciężkie westchnienie czarodziejki. Obejrzała się. Yennefer bezsilnie opadła na krzesło i ukrywszy twarz w dłoniach zaszlochała cichutko. Katje momentalnie ochłonęła. Chciała natychmiast tam wrócić i ją przeprosić, ale czarodziejka nie zechce jej teraz słuchać. Dziewczyna zaszyła się na łące koło miasteczka. Znowu się pokłóciły. Znowu z jej winy. Westchnęła ciężko. Dlaczego choć raz nie mogłaby trzymać języka za zębami?! Kolejny raz sprawiła przykrość opiekunce choć wcale tego nie chciała. Zaraz... Był dzień matki. Dla Yennefer mógł to być wyjątkowo trudny okres. Jej pierwsza adeptka była dla niej niemalże jak córka. Katje uśmiechnęła się do siebie, zaczynając zrywać delikatne dzwonki. chwilę potem wpadła do komnaty Yennefer i zgięła się wpół dysząc ciężko. Schody w Aretuzie były zabójcze. Podniosła wzrok na Yennefer, siedząca przy biurku i teraz patrzącą na nią z mieszaniną wściekłości i niepokoju.
- Przepraszam. - wydyszała Katje, wyciągając przed siebie naręcze dzwonków.
  • awatar gość: Oooo ! To z Yen jest takie słodkie :-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›