Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 20 maja 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Yennefer z jękiem bólu usadowiła się w siodle, jeszcze parę razy zmieniła pozycję i obejrzała się na adeptkę.
- Jesteś gotowa? - spytała, widząc, że Kate też już siedzi w siodle.
- Tak. - odpowiedziała dziewczyna. - Naprawdę musimy przejechać przez miasto? Nie ma innej drogi? - spytała.
- Niestety, ale to do Aretuzy jedyna ścieżka. - Yennefer naciągnęła kaptur na głowę. - I lepiej żeby nikt mnie tam nie rozpoznał. - dodała, zaciskając drżące dłonie na lejcach. Katje wydała z siebie nieokreślony pomruk. Widziała jak bardzo czarodziejka się denerwuje, choć usiłowała nie dać tego po sobie poznać. Widziała też jak wiele bólu i strachu kosztuje ją ponowne wkroczenie między ludzi, od których doświadczyła tylko cierpienia. Bała się. Ale nie o siebie, o mistrzynię. Co będzie, jeśli ktoś rozpozna kim jest odziana w czerń kobieta? Yennefer spuściła głowę jak najniżej, jeszcze bardziej nasunęła kaptur na oczy, a twarz ukryła za zasłoną loków. Zdecydowanie wbiła pięty w boki swojego wierzchowca i ruszyła naprzód. Katje pokierowała swojego konia w ślad za nauczycielką.
Dziewczyna dyskretnie obserwowała ludzi, których mijały, przejeżdżając przez rynek. Chłopi rzucali im nieufne spojrzenia, ale widząc gdzie się kierują zaraz odwracali wzrok. No tak... Wszyscy tu wierzyli, że Aretuza to miejsce nauki wysoko urodzonych dziewcząt. Że tam robi się z nich prawdziwe damy. Poniekąd była to prawda, co Katje musiała przyznać z nieukrywaną niechęcią. Yennefer krzywiła się, usiłując wygodniej usadowić się w siodle. Chore nerki wcale nie ułatwiały jej podróży konno. Dziewczyna zrównała się z mistrzynią i dyskretnie zerknęła na jej twarz, którą wykrzywiał właśnie grymas bólu.
- W porządku? - spytała szeptem. - Boli cię coś? Pani Yennefer... - dziewczyna urwała, słysząc stukot na brukowanej uliczce czegoś innego niż końskich kopyt. Obejrzała się i natychmiast wsunęła dłoń między fałdy sukienki. Tam gdzie powinna znajdować się kupiona poprzedniego dnia książka, była tylko pustka. Za to księga o czarnej magii leżała teraz na bruku, a właśnie podnosił ją jeden z chłopów. Przerzucił kilka kartek i podniósł wzrok na dziewczynę. Katje nie była w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Mężczyzna popatrzył jej w oczy, potem znów przeniósł wzrok na księgę.
- Wiedźma! - wrzasnął. - Ludzie, wiedźma, młoda wiedźma! Brać ją! - Yennefer odrzuciła kaptur, oglądając się za siebie.
- Katje, w galop, już! - krzyknęła. Dziewczyna wreszcie odzyskała panowanie nad swoim ciałem i wbiła pięty w boki wierzchowca, popędzając go do galopu. Za nimi gnali już chłopi z widłami, choć z wyćwiczonymi wierzchowcami nie mieli szans. W niczym to nie przeszkadzało. Wiedzieli, gdzie się kierują. Czarodziejka wjechała na dziedziniec Loxii i posłała za siebie piorun kulisty, powodując, że najbliższa kamienica rozpadła się w gruzy, skutecznie zagradzające drogę. Zerwała się z siodła, krzywiąc się, ale zupełnie zignorowała błyskawicę bólu w dole kręgosłupa i zeskoczyła na ziemię. Zaraz też opadła na kolana i z krzykiem bólu, którego nie mogła powstrzymać, przycisnęła obie dłonie do podbrzusza. Katje momentalnie znalazła się przy niej i podała jej rękę. Yennefer podniosła głowę i z trudem podniosła się z klęczek, opierając się na adeptce. Drzwi pałacu otworzyły się i na zewnątrz wyjrzała blond czarodziejka.
- Margarita, błagam wpuść nas. - wydyszała Yennefer. - Widziałaś, co się dzieje. Mnie znasz, to jest Katje. Potrzebujemy pomocy, a ja... A ja uzdrowicielki. Coś we mnie pękło. - czarodziejka zgięła się wpół, oddychając z trudem i pojękując z bólu. Na brukowany dziedziniec spod sukni czarodziejki powoli leciały krople krwi.
Katje stała pod ścianą komnaty z opuszczoną głową, udając, że w ogóle jej tu nie ma i spod opuszczonych powiek obserwując jak Margarita Laux-Antille dokładnie bada jej mistrzynię za pomocą magii. Twarz Yennefer wciąż wykrzywiał grymas bólu, ale udało się już zatamować paskudny krwotok, a ta druga czarodziejka wysyłała teraz w głąb ciała Yennefer impulsy, które powoli łagodziły ból i naprawiały spustoszenie w nerkach. Jej mistrzyni zaczynała oddychać wolniej i spokojniej.
- Dziękuję. - odezwała się Yennefer. - Dziękuję Margarita.
- Nie dziękuj, bo w ten sposób nie zyskasz na powrót mojej przyjaźni. - odparła szorstko tamta czarodziejka.
- Nie oczekuję przyjaźni. - sprostowała Yennefer. - Poleciłaś mi przyprowadzić tu Katje wraz z początkiem jesieni. Jesteśmy więc, odrobinę tylko spóźnione. Ile teraz płaci się rocznie czesnego w Aretuzie? - Katje podniosła głowę uważnie słuchając obu czarodziejek.
- Tysiąc dwieście novigradzkich koron - powiedziała Margarita. - Dla nowej adeptki dochodzi immatrykulacja, coś koło dwustu.
- Podrożało, cholera.
- Wszystko podrożało. Adeptkom niczego się nie żałujemy, żyją w Aretuzie jak królewny. A z nich żyje połowa miasta, krawcy, szewcy, cukiernicy, dostawcy... Dziewczyna ma już miejsce w dormitorium, dla ciebie przygotowałyśmy komnatę tutaj, w Loxii, ale dłużej niż trzy dni nie możemy cię gościć. Najdalej za trzy doby musisz stąd odjechać. Teraz obie udajcie się do łaźni. Twoja suknia Yennefer, do niczego się nie nadaje. Dostaniesz nową. Czystą, całą i bez śladów krwi.
Katje zdjęła z siebie sukienkę i położyła ją obok czystej, na brzegu ogromnej wanny. Wślizgnęła się do ciepłej wody, czując jak jej mięśnie powoli się rozluźniają, zmęczone długa jazdą konną. Yennefer już od dłuższego czasu wylegiwała się w wodzie, Katje została najpierw posłana do dormitorium, gdzie miała zostawić wszystkie swoje rzeczy. Nie było tam żadnej z adeptek, których dziewczyna była bardzo ciekawa. Wszystkie miały teraz zajęcia, ale to bardzo Katje odpowiadało. Musiałaby znosić zaciekawione spojrzenia i różne - niekoniecznie przychylne - komentarze pod jej adresem. Zerknęła na Yennefer, która teraz zawzięcie szorowała całe ciało jakimś przyjemnie pachnącym płynem.
- Naprawdę będziesz musiała wyjechać? - spytała, siadając obok niej, na brzegu wanny i jednocześnie wyżymając mokry warkocz.
- Tak. - westchnęła czarodziejka. - Jak widzisz nie jestem tu mile widziana.
- Ale przecież... Obiecałaś mi... Że zawsze będziesz przy mnie.
- I będę kruszynko. Tutaj. - powiedziała, dotykając nagiej skóry pod lewą piersią dziewczyny, gdzie biło serce. - Nie mogę ci tego teraz wytłumaczyć. Teraz bardziej ci się należy kilka mocnych słów za to co spowodowałaś w Gors Velen. - dodała szorstko.
6267b439d194575c552f9a668a3e03ef.jpg