Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 19 maja 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
"Koe no Katachi" w pierwotnym zamyśle miało być one-shotem jednak doczekało się kontynuacji autorstwa Yoshitoki Ooimy, aktualnie liczy siedem tomów i posiada status mangi zakończonej. Nakładem wydawnictwa Kotori w Polsce pod koniec kwietnia ukazał się tom pierwszy. Teoretycznie w tym miejscu powinna być recenzja "Wieży Jaskółki", bo skończyłam czytać kolejnego Wiedźmina, ale ten komiks urzekł mnie tak mocno, że z lekkim tylko bólem serca oddaję mu pierwszeństwo.
pizap.com14952164689041.jpg


"Koe no Katachi" opowiada historię Shoya Ishidy, który będąc w podstawówce dręczył niesłyszącą Shoko Nishimiyę. Celem dwunastoletniego chłopaka było wówczas wygranie z nudą, a swoje zachowanie motywował chęcią zabawienia się, a także zyskania  oczach rówieśników, nieświadom konsekwencji, które przyjdzie mu ponieść. Pięć lat później, będąc w ostatniej klasie liceum postanawia jeszcze raz spotkać się z Shoko, przeprosić ją za swe zachowanie i prosić o wybaczenie.

Ta publikacja to obowiązkowa pozycja nie tylko dla wszystkich fanów mangi i anime. To głęboka i mądra opowieść o tolerancji i akceptacji, nie tylko jeśli chodzi o osoby niepełnosprawne, ale także o samego siebie. Mimo iż od wydarzeń z podstawówki minęły lata, to co zrobił Shoya ciągnęło się za nim przez cały czas, coraz mocniej wybijając na nim piętno dręczyciela. Bo chociaż nie on jeden uprzykrzał życie niesłyszącej koleżance, cała odpowiedzialność koniec końców na niego spadła.

Najbardziej problematycznym elementem mangi są zdecydowanie główni bohaterowie. Shoya budzi skrajne emocje i łatwo go znienawidzić już od pierwszego rozdziału. Słusznie – był pozbawionym empatii dzieckiem. Bawiło go cierpienie innych i znęcanie się nad zwierzętami, a całe dnie wypełniały mu walka z nudą i próby popisania się odwagą. Jak to często bywa, refleksja przyszła o wiele za późno. Można by uznać, że dostał to, na co sobie zasłużył, ale czy bycie regularnie bitym i ośmieszanym faktycznie można uznać za sprawiedliwą karę? W dodatku, choć nie jest to początkowo oczywiste nawet dla niego samego, bardzo się zmienił w ciągu tych pięciu lat. Zaczął przykładać się do nauki, pomaga w opiece nad siostrzenicą, a po szkole pracuje dorywczo, aby wspomóc domowy budżet. Największe zmiany zaszły jednak w nim samym i pomimo kompletnego braku umiejętności społecznych stał się o wiele lepszym człowiekiem. Pełnym pokory, zdolnym do współczucia i troski o innych. Jest bohaterem udowadniającym coś, w co wielu ludzi nie wierzy – że można się zmienić na lepsze, nawet bez pomocy i wsparcia ze strony innych osób.

Równie specyficzną bohaterką okazuje się Shoko, co jest o tyle dziwne, że cały czas pozostaje jedną z nielicznych w pełni pozytywnych postaci. Problem polega na tym, że niebezpiecznie zbliża się do chodzącego ideału. Nie potrafi się poważnie złościć ani obronić się przed zwykłą, codzienną ludzką podłością. Przeprasza, nawet gdy nie zrobiła nic złego, a wszystkie negatywne uczucia maskuje, zmuszając się do uśmiechu. To wszystko, w połączeniu z bardzo silnym pragnieniem akceptacji i bycia potrzebną, jest toksyczną mieszanką. Zaryzykowałabym nawet twierdzenie, że jej osobowość sprawia jej znacznie większą problemy niż głuchota, z którą przecież nauczyła się żyć. Ponieważ poznajemy Shoko głównie z punktu widzenia Shoyi, trudno powiedzieć, co ją ukształtowało. Można by pomyśleć, że na tle innych bohaterów jest jednowymiarową postacią, ale autorce ewidentnie przyświecał inny cel. Shoko jest bowiem nierozumiana nie tylko przez innych bohaterów, ale także przez czytelników. Sama z kolei nie do końca rozumie, co myślą inni i nie zna niepisanych zasad ustanowionych przez społeczeństwo, w którym żyje.

Oprócz emocji głównego bohatera poznajemy także uczucia niektórych jego kolegów z klasy i rodziców. Obserwujemy tak bardzo niepełnosprawność Nishimiyi wpływała na całe otoczenie i na nią samą. Mamy tu kalejdoskop uczuć od przyjaźni i miłości po złość i nienawiść. Podczas czytania mangi również mnie samej towarzyszyły naprawdę silne emocje. Może dlatego, że sama byłam prześladowana. Znęcanie się nad inną osobą jest samo w sobie okrutne, ale znęcanie się nad osoba niepełnosprawną lub w jakiś sposób upośledzoną jest po prostu obrzydliwe. Główny bohater sam zdając sobie z tego wreszcie sprawę sam staje się obiektem drwin, co pomaga mu postawić się na miejscu dręczonej Shoko. Zaczynając trzecią klasę odnajduje dziewczynę, ale wnioskując po tym, że manga ma siedem tomów, a także bazując na własnych przemyśleniach, przypuszczam, że to dopiero początek walki z demonami przeszłości.

Warstwa techniczna komiksu zaskakuje na wiele sposobów. Przede wszystkich muszę pochwalić tła, pojawiające się na zaskakująco dużej liczbie kadrów, a zarazem nieprzytłaczające liczbą szczegółów i dobrze komponujące się z projektami bohaterów. Zarówno wnętrza budynków, jak i ulice i krajobrazy wyglądają naturalnie. Postacie są rysowane delikatną kreską, ale z mocno zaznaczonymi tuszem konturami. Na ogół są drobno zbudowane, o pięknych dziecięcych twarzach, co sprawia, że nastoletni bohaterowie wyglądają raczej na gimnazjalistów niż licealistów. Najciekawiej wypada jednak bardzo rozbudowana mimika i gestykulacja, wymuszona obecnością języka migowego. Dlatego też wiele kadrów pokazuje postacie od pasa w górę lub wręcz koncentruje się na dłoniach. Problem pojawia się głównie, gdy autorka próbuje oddać skrajne emocje, ponieważ twarze zaczynają się wtedy karykaturalnie wykrzywiać i przypominają niedopracowany szkic.

"Koe no Katachi" to naprawdę ważna manga. Podejście dzieci, nastolatków, czy samych dorosłych do osób z niepełnosprawnością - jakąkolwiek - często wciąż pozostawia wiele do życzenia, więc ten tytuł pomaga spojrzeć na to także z innej strony. Manga doczekała się ekranizacji i już we wrześniu ubiegłego roku do japońskich kin trafił film pełnometrażowy. Oglądając zwiastuny widziałam, że tam oprócz mądrej i ważnej historii czeka nas także przepiękny odbiór wizualny. Osobiście gorąco was zachęcam jak i do przeczytania tej mangi tak i do obejrzenia filmu, na który w wersji z angielskimi czy polskimi napisami przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Jednakże można go już obejrzeć w japońskim oryginale.