Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 12 maja 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Dziękuję za wszystko, co dla nas zrobiłaś. - powiedziała Yennefer, żegnając się ze starą zielarką. - Że nie wydałaś nas chłopom we wsi, wiedząc kim jesteśmy.
- Wiesz, dlaczego tego nie zrobiłam. - odpowiedziała staruszka, a upewniwszy się, że Katje jest bez reszty zajęta siodłaniem swojego konia, ściszyła głos. - Widziałam cię mając dziesięć lat. Wtedy kiedy z dnia na dzień zmieniłaś się z szanowanej kobiety w wiedźmę. Widziałam jak byłaś bita, torturowana... Przy naznaczeniu też byłam. Dlatego mam dla ciebie jeszcze jedną, ostatnią radę. Uważaj, komu ufasz Yennefer. Szczególnie uważajcie przejeżdżając przez Gors Velen.
- Jeszcze raz dziękuję. - czarodziejka uściskała staruszkę i dosiadła swojej klaczy. - Mam nadzieję, że nigdy więcej się nie zobaczymy. - dodała.
- I ja mam taką nadzieję. - odpowiedziała zielarka z uśmiechem.
Czarodziejki kłusowały przez las, kierując się na wschód. Katje spoglądała na mistrzynię, nie wiedząc jak zacząć rozmowę, ale Yennefer nie wydawała się chętna do pogawędek. Dziewczyna uśmiechnęła się, przyglądając się nauczycielce i starszej przyjaciółce. Potem przeniosła wzrok na wioskę widoczną między drzewami.
- Już niedaleko... Prawda? - spytała, podnosząc wzrok z powrotem na Yennefer.
- Tak. - odpowiedziała czarodziejka bezbarwnym tonem, tym samym dając Katje do zrozumienia, że rzeczywiście nie ma ochoty na kontynuowanie dyskusji. Usiłowała ukryć przed adeptką niepokój i strach pod maską obojętności, drżące dłonie mocno zaciskała na lejcach. Bała się rozstania z uczennicą. Obiecała Katje, że zawsze będzie przy niej. Ale w tej chwili były to jedynie puste słowa. Margarita nie zgodzi się, żeby Yennefer przekroczyła próg akademii. Nie po tym, jak popadła w niełaskę. Nie wpuszczą jej dalej niż do Loxii, nie dadzą się pożegnać z adeptką. Czarodziejka opuściła głowę, pozwalając, żeby czarne loki ukryły za zasłoną jej twarz. Rzadko pozwalała sobie na chwile słabości, ale teraz działo się z nią coś dziwnego. Twarda i szorstka kobieta, którą przecież była, teraz nie mogła powstrzymać łez.
- Katje, zaczekaj. - Yennefer z cichym jękiem zsiadła z konia, kierując się w przydrożne zarośla. Dziewczyna powiodła za nią wzrokiem, ale nie odezwała się ani słowem. Katje poderwała głowę, słysząc podejrzany szelest w zaroślach. Między drzewami mignęła jej strzecha rudych włosów. Mogłaby przysiąc, że widziała postać w czarnym płaszczu, tą samą, która szła za nimi aż do chatyny zielarki. Na razie postanowiła jednak nie martwić Yennefer tą obserwacją. Mogła przecież się mylić, a postać nie musiała wcale ich śledzić.
- Coś się stało, pani Yennefer? - odezwała się, kiedy czarodziejka po dłuższej chwili wyłoniła się z krzaków.
- Mam mały problem z nerkami. Nic, z czym nie mogłabym sobie poradzić. - odpowiedziała. - Będę potrzebowała tylko częstszych postojów. A skoro już tu jesteśmy, możemy zjeść obiad. Już najwyższy czas na to.
Rozpaliły niewielkie ognisko, nagrzały wody w malutkim kociołku, a z resztek ziemniaków, które im zostały i kaszy ugotowały zupę. Katje znalazła trochę warzyw, które też wylądowały we wrzątku.
- Opowiedz jeszcze raz. - poprosiła dziewczyna. - O Aretuzie. O tym, jak tam jest.
- Opowiadałam ci to już mnóstwo razy. - odpowiedziała Yennefer.
- Wiem. - odpowiedziała Katje, siadając przy mistrzyni. - Ale ciągle chcę się łudzić, że naprawdę wygląda to tak, jak ludzie opowiadają.
- Mówi się, że Aretuzę wybudowały elfy. A wyspa Thanedd, na której znajduje się twoja akademia należy jednak do czarodziejów. Można się tam dostać lądem, tamtędy właśnie pojedziemy. Jest most łączący brzeg zatoki z wyspą. Prowadzi do pałacu, do Loxii. Tylko przez Loxię można dojść do drogi prowadzącej na górne tarasy... Tam znajduje się szkoła dla młodych czarodziejek. To właśnie Aretuza, o którą wciąż pytasz. Uczennic akademii nikt jednak nie widuje. Im nie wolno opuszczać wyspy i wychodzić do miasta. A na teren szkoły nikt nie ma wstępu. Nawet szlacheccy panowie, jeśli mają sprawę do czarodziejek, mogą iść tylko do Loxii. Na najniższy poziom.
- To nie szkoła, lecz więzienie. Na wyspie, na skale, nad przepaścią. Więzienie i koniec. - powiedziała w zamyśleniu Katje.
- Trochę tak. - przyznała Yennefer po chwili namysłu. - Stamtąd raczej trudno wyjść... Ale nie, to nie jest tak, jak w więzieniu. Adeptki to przecież młode dziewczyny. Trzeba ich strzec...
- Ty pójdziesz ze mną, prawda? - spytała Katje. - Do Aretuzy. Jesteś czarodziejką, jedną z nich. - Yennefer bez słowa patrzyła w ufne oczy adeptki, nie wiedząc co odpowiedzieć. Dziewczyna wpatrywała się w nią z ufnością i wiarą w to, że mistrzyni dotrzyma obietnicy. A ona nie mogła. Odwróciła wzrok. Pomyślała o tym, że źle zrobiła trzymając Katje tak długo przy sobie. Dziewczyna zdążyła się do niej przywiązać, uwierzyć, że dopóki mistrzyni będzie przy niej, nic złego jej się nie stanie. Kochała ją zbyt mocno.
- Zobaczymy co na to powie Margarita. - odpowiedziała pokrętnie czarodziejka i wstała z miejsca, zaglądając do kociołka, w którym bulgotała zupa.
Posiłek nie był wcale wyszukany, ale ugotowana na szybko zupa wcale nie smakowała źle i napełniwszy żołądki czarodziejki ruszyły w dalszą drogę. Postoje zajmowały im teraz więcej czasu ze względu na przypadłość Yennefer, ale w końcu w oddali Katje dostrzegła niewielkie miasteczko.
- Zobacz, to już tutaj! - zawołała podekscytowana. - Jesteśmy prawie na miejscu! Już blisko!
- Tak, masz rację. - odpowiedziała spokojnie Yennefer i uniosła się w strzemionach. Błyskawica bólu przeszyła jej dół pleców, a ona nie zdążyła stłumić krzyku bólu. Opadła z powrotem na siodło i pochyliła, przyciskając dłoń do nerek. Oddychała ciężko, usiłując nie krzyczeć z bólu, przeszywającego kręgosłup.
- Co się dzieje? - spytała Katje, zawracając wierzchowca. - Pani Yennefer...
- Nic mi nie jest. Mówiłam, że sobie poradzę! - odpowiedziała ostro, podnosząc głos. - Przenocujemy na skraju lasu, a jutro... Jutro będziemy już w Loxii. - dziewczyna posłusznie skinęła głową, choć w głębi duszy czuła, że za wcześnie pożegnały się ze starą zielarką. Yennefer wciąż była osłabiona po przebytej czerwonce. A spanie na gołej ziemi najwyraźniej wcale nie wyszło jej na dobre.
tumblr_nxtjildOiV1s3dxu4o1_500.jpg
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Współczuję Katje... A co do nerek, to wiem co Yennefer czuje... Okropność...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›