Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 kwietnia 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Katje zsunęła się z siodła i ukucnęła przy Yennefer, skulonej na trawie. Czarodziejka zwinęła się w kłębek, grymas bólu przeszedł jej ciało, wykrzywił usta.
- Katje... - odezwała się czarodziejka.
- Słucham, pani Yennefer. - Katje położyła dłoń na czole czarodziejki.
- Ty czujesz się dobrze? Żadnych wymiotów, bólu brzucha? - dziewczyna pokręciła przecząco głową. - Uważaj na siebie, bo to może być czerwonka. Nie mówiłam ci, bo nie chciałam cię martwić, ale dwa dni temu zaczęłam krwawić. To jest zakaźna choroba...
- Wiem. - odpowiedziała Katje. - Wszystko będzie dobrze. Może znajdziemy jakąś zielarkę, kogoś kto będzie umiał ci pomóc.
- Nie! - Yennefer podniosła głos i zaraz potem skręciła się z bólu. - Obiecaj, ze tego nie zrobisz. Że nie zabierzesz mnie do ludzi... - Katje westchnęła.
- Obiecuję. - odpowiedziała posłusznie. Pomogła czarodziejce ułożyć się na płaszczu, który pościeliła na ziemi i przykryła ją ciepłą skórą. Bez słowa otworzyła juki i znalazła szkatułkę czarodziejki z magicznymi eliksirami. Jęknęła w duchu. Wszystkie flakoniki były identyczne, a tajemnicze znaki na pieczęciach nic jej nie mówiły.
- Pani Yennefer, który? - spytała.
- Żaden. - jęknęła czarodziejka, trzymając się oburącz za brzuch. - Ja nie mogę... Nie mogę tego brać. Żadna czarodziejka nie może. Triss ma alergię, a cała reszta po prostu nie może brać eliksirów własnej roboty. Leczymy nimi innych, ale siebie możemy leczyć tylko amuletami.
- W takim razie gdzie masz amulet?! - krzyknęła spanikowana Katje.
- Nie wiem. - Yennefer jęknęła. - Musiałam zostawić a Kaer Morhen. Albo zgubić... - czarodziejka zaszlochała cicho, odwróciła głowę, zagryzła wargi i skuliła się jeszcze bardziej. Katje usiadła przy niej, mając nadzieję, że to tylko to na co wygląda - czyli silne zatrucie pokarmowe. Obie siedziały tak do wieczora. Kiedy zaczęło się ściemniać Yennefer zaczęła dygotać.  Miała dreszcze, momentalnie zapłonęła gorączką. Nasiliły się bóle żołądka, nie mogła nawet wstać, bo choć Katje usiłowała jej w tym pomóc, czarodziejka leciała jej przez ręce. Dziewczyna przyłożyła dłoń do czoła Yennefer. Była strasznie rozpalona.
- Pani Yennefer... - odezwała się Katje, ale czarodziejka nie odpowiedziała. Od dłuższego czasu była pogrążona w koszmarnym śnie. Dziewczyna pognała po naręcze drewna, którego nazbierały mnóstwo poprzedniego dnia i rozpaliła ognisko. Wyjęła z juków niewielki kociołek i umieściła nad ogniskiem. Wlała do niego odrobinę wody, potem sięgnęła po zioła. Tylko które były na obniżenie temperatury? Uczyła się tego, pamiętała.
- Czyściec błotny na rany, kamelia na zapalenie dziąseł, jasnota na plucie krwią, goryczka na trawieni... - szeptała do siebie. Nic z tego nie mogło pomóc Yennefer. Krwią przecież nie pluła. - Gorączka... Lipa... A na bóle brzucha bez czarny! - zawołała dziewczyna, wybierając odpowiednie rośliny ze skórzanego woreczka. Rozkruszyła je w dłoniach i wrzuciła do kociołka, skąd po chwili zaczął się wydobywać przyjemny zapach. Katje zaczerpnęła odrobinę naparu do niewielkiej czarki i wróciła do Yennefer leżącej niedaleko.
- Pani Yennefer... - odezwała się. - Śpisz? - czarodziejka pokręciła głową przecząco. Wobec tego Katje podsunęła jej pod usta czarkę z naparem, a kobieta łapczywie wypiła napar i opadła z powrotem na płaszcz. Zaraz jednak przechyliła się na bok i gwałtownie zwymiotowała wprost na trawę. Katje skrzywiła się, ale zaraz westchnęła. Miała nadzieję, że to pomoże czarodziejce. Uczyła się przecież parzenia naparów leczniczych. Yennefer skuliła się na płaszczu i jęknęła cicho, obejmując ramieniem brzuch. Katje chwyciła za krawędź płaszcza i skóry, okrywającej czarodziejkę i przeciągnęła chorą bliżej ogniska.
- Pani Yennefer... - odezwała się znowu, siadając przy niej. - Jestem tu. Jestem przy tobie. Nic się nie bój. Czujesz, jak tu ciepło? Ognisko się pali... - szeptała, nie wiedząc co ma robić dalej.
- Katje... - szepnęła z wysiłkiem Yennefer. - Przynieś... Przynieś mi wody.
- Już. - odpowiedziała dziewczyna, zrywając się z miejsca. Dała Yennefer pić i pozwoliła czarodziejce odpocząć. Sama siedziała przy ogniu, nie wiedząc co jeszcze miałaby zrobić.
Następnego dnia musiała zostawić Yennefer samą. Skończył się czarny bez, a ponieważ gorączka czarodziejki odrobinę ustąpiła, dziewczyna miała wrażenie, że to pomaga. Niedaleko było miasteczko. Katje wiedziała, że musi uważać z magią i nie ujawniać swojej prawdziwej tożsamości przed ludźmi, ale zioła musiała zdobyć. Narzuciła na ramiona płaszcz, na głowę naciągnęła kaptur i ukrywszy Yennefer pogrążoną we śnie w gęstych zaroślach, pognała w stronę miasta.
Stoisko zielarki było ulokowane zaraz na skraju miasteczka. Katje nieśmiało podeszła do stoiska i zsunęła kaptur z głowy.
- Czy... ma pani czarny bez? - spytała nieśmiało. - Albo... coś skutecznego na gorączkę?
- Mam. Ile potrzebujesz? - spytała staruszka stojąca przy stoliku zarzuconym różnymi ziołami.
- Ja... Ja nie wiem. - głos Katje zadrżał. - Ja mam chorą pod lasem, w ogóle nie powinnam jej tam zostawiać, ale nie miałam wyjścia. Podróżujemy na północ, choroba pokrzyżowała nam plany...
- Jaka choroba? - spytała łagodnie staruszka.
- Chyba czerwonka. - odpowiedziała przez łzy Katje. - Proszę, czy pani może mi pomóc?
- Może mogę. - powiedziała kobieta. - Jak dasz radę, przyprowadź ją do mnie do chaty, tam, za zagajnikiem. Najlepiej jak już słońce zajdzie, wtedy nikt na ulice nie wychodzi. Ludzie zaraz by się zwiedzieli, że w mieście wybuchła czerwonka. A tak, może uda się ją wyleczyć.
- Dziękuję. - zaszlochała Katje. - Będę wieczorem. Na pewno będę. - odpowiedziała, nie myśląc już o niczym innym jak o tym, że Yennefer wreszcie będzie miała opiekę kogoś bardziej doświadczonego niż ona sama.
not_the_last_episode_by_risel-d91n405.jpg
  • awatar gość: Skażesz Yen na śmierć?
  • awatar Kate - Writes: @gość: No co ty, Yennefer bym nie uśmierciła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›