Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 kwietnia 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Las był spowity w ciemność. Katje powoli szła za Yennefer, usiłując nie stracić czarodziejki z oczu, co było dość trudne, zważywszy na to, że mistrzyni cała była spowita w czerń.
- Pani Yennefer... - zaczęła wreszcie dziewczyna. - Mówiłaś, że w Aretuzie nie cieszysz się zbytnią sympatią. I zastanawiałam się dlaczego.
- Bo rektorki są tak samo podatne na manipulacje jak Triss. Zresztą to ona powiedziała im o tym, co zrobiła ze mną Inkwizycja. - odpowiedziała szorstko Yennefer, zrywając źdźbło trawy.
- Ty się... boisz. - powiedziała Katje. Czarodziejka odwróciła się do niej.
- Tak. Tak, boję się. - odparła. - Boję się, że ludzie nie zmienili się ani trochę od tamtego czasu. Że w końcu mnie znajda i będą chcieli dokończyć to, co zaczęli. Całe życie w strachu i oczekiwaniu aż wisząca nad tobą klątwa wreszcie się o ciebie upomni. Ja nie chcę tak żyć Katje. Chcę móc zasypiać spokojnie, bez lęku, że zostanę zabita we śnie. Chcę nie musieć podróżować w ukryciu, omijając szerokim łukiem wszelkie miasta i wioski. Boję się. Boję się ludzi, którzy nienawidzą magii i czarów. Którzy już dawno by nas wymordowali gdybyśmy im tylko pozwolili. A rektorki... SA takie same jak oni. Nie wiem jak znalazły mnie w Kaer Morhen. To jedyne miejsce prócz Vengerbergu, w którym mogłam się łudzić, że jestem bezpieczna. A teraz... Co mi pozostało?
- Skąd możesz wiedzieć, że ludzie nadal są tacy, jak ich zapamiętałaś? Minęło wiele lat. Lat, które spędziłaś otoczona tylko czarodziejkami i wiedźminami. - Yennefer patrzyła na nią w milczeniu.
- To... skomplikowane. - powiedziała w końcu. - Nie potrafię ci tego wytłumaczyć.
- Nie chce jechać do Aretuzy. - głos Katje zadrżał. - Wiem, że już ci to mówiłam, zresztą niejeden raz i pewnie zaraz znowu się na mnie zezłościsz i zaczniesz krzyczeć. Ale ja nie chcę tam jechać, bo wiem, że kiedy mnie tam zostawisz, nigdy więcej cię nie zobaczę. - dziewczyna zaszlochała. - Ciri mi opowiadała. Do Akademii wstęp mają tylko adeptki i nie wolno im opuszczać miasta, ty nie będziesz mogła ze mną zostać. Nie pozwolą ci. Ja nie chcę cię stracić. Pani Yennefer... - Katje rozpłakała się na dobre i ukryła twarz w dłoniach, wiedząc co zaraz zrobi Yennefer. Powie jej, żeby nie zachowywała się jak dziecko, że rozstania to również część drogi, zwanej życiem, że przecież nie spędzi w Aretuzie reszty swojego życia. A potem się rozzłości, bo nienawidzi użalania się nad sobą. Dziewczyna była przygotowana na pouczenia i gniew mistrzyni, może nawet na kolejną awanturę, dlatego wstrzymała oddech, kiedy Yennefer objęła ją i mocno uściskała.
- Nie lubię kiedy płaczesz. - odezwała się łagodnie czarodziejka. - Może dlatego, że łzy to jedyna rzecz, która jeszcze porusza tę część mojego serca, która nie stwardniała.
- Przepraszam... - zaszlochała Katje.
- Za co mnie przepraszasz? - zdziwiła się Yennefer. - Rozumiesz przecież jak wygląda sytuacja. Skoro rektorki znalazły mnie w Kaer Morhen, znajdą gdziekolwiek bym nie pojechała. W Aretuzie musimy się stawić, wraz z pierwszym dniem jesieni. I masz racje, mówiąc, że nie będę mogła zostać przy tobie w Akademii. Ale nie zamierzam zostawić cię na pastwę rektorek, które pewnie będą chciały żywcem cię pożreć. Na pewno będę w pobliżu kiedy będziesz mnie potrzebować. - Katje podniosła wzrok mi otarła oczy.
- Dziękuję. - odpowiedziała.
- Taka w końcu rola mistrzyni. - uśmiechnęła się Yennefer. - No... - czarodziejka wzięła się pod boki. - Najwyższy czas już spać. Chyba, że nie wyjaśniłyśmy sobie jeszcze wszystkiego. Jakieś wątpliwości?
- Nie. - Katje roześmiała się przez łzy.

Następny dzień wstał piękny i słoneczny. Katje usiadła w siodle z uśmiechem. Owszem, musiała stawić się w Akademii Czarodziejek, ale do jesieni było jeszcze daleko, a na podróży miało upłynąć właściwie całe lato. Kolejne dni upłynęły na przemierzaniu lasów, łąk i wzgórz pokrytych zieloną murawą. Miasteczka i wsie oczywiście były omijane, a kiedy zaczynały kończyć się zapasy, to Katje była wysyłana po zakupy i to tylko do mniejszych wiosek. Nierzadko obie spędzały całe dnie nad rzeką, kiedy Yennefer decydowała, że należy im się dłuższa chwila odpoczynku. Chlapały się w strumieniach, nucąc ulubione ballady i piosenki. Katje uwielbiała chwile, kiedy obie dziadziały na brzegu rzeki, albo brodziły w jej nurtach. Czuła wtedy nieprzeniknioną więź z otaczającą je przyrodą, a co ważniejsze miała poczucie, że jej ukochana mistrzyni, którą kochała jak matkę, jest blisko niej i długo jeszcze jej nie opuści.
Yennefer z każdym dniem podróży czuła się jednak coraz gorzej. Przed adeptką udawała, że wszystko jest w najlepszym porządku, ale podróż często zdawała jej się teraz być gorsza niż koszmarny sen. Miewała napady duszności. Wiele razy była bliska omdlenia. Słodki zapach kwiatów przyprawiał ją nieomal o mdłości. Bała się śmiertelnie, że Katje domyśli się jej złego samopoczucia. Którejś nocy odkryła, że jej bielizna jest zaplamiona krwią, chociaż nie nadszedł jeszcze czas na comiesięczne krwawienie.
Czarodziejka z trudem utrzymywała równowagę w siodle wierzchowca. Głowę pochyliła jak mogła najniżej. Była blada jak kreda. Katje opowiadała jej jakąś historię, nie mogąc przy tym powstrzymać uśmiechu, ale czarodziejka właściwie jej nie słuchała i nie miała pojęcia o czym mówi adeptka. Yennefer już wiedziała, że jest poważnie chora. Początkowo wyglądało to paskudnie, ale niezbyt groźnie, przypominało zwykły rozstrój żołądka. Nie była już w stanie utrzymać się w siodle.
- Katje... - odezwała się, a zaraz potem zsunęła się z końskiego grzbietu i ciężko runęła na trawę.
c8ff8a6d80bde46c1c0cb8e0275e113d.jpg
  • awatar gość: Umrze?
  • awatar Hanti: Nie czytałam poprzednich części, ale chyba będę musiała to nadrobić :D
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: O masakra... Tylko nie w takim momencie! Katje będzie musiała pokazać na co ją stać w tej sytuacji...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›