Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 3 kwietnia 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Katje, pośpiesz się, mamy przed sobą cały dzień drogi, a jazda konna potrafi być uciążliwa. - Yennefer poganiała adeptkę, jednocześnie siodłając swojego wierzchowca i wkładając do juków rzeczy potrzebne im w podróży.
- Już idę! - odkrzyknęła dziewczyna, sznurując wysokie buty i wstała ze schodka, na którym siedziała, przy okazji wygładzając granatową suknię. Potem rzuciła się biegiem w stronę czarodziejki po drodze porywając z trawy resztę podręczników, które włożyła do toreb przymocowanych do jej siodła.
- Jak długo was nie będzie? - spytał Geralt, wychodząc na dziedziniec Kaer Morhen.
- Tak długo jak będzie trzeba. - odpowiedziała Yennefer, podchodząc do wiedźmina. - Nie martw się, wrócę do ciebie. Czasy kiedy wyjeżdżałam bez słowa już dawno minęły. Wrócę i bądź pewien, że jeśli ta ruda małpa tknie cię chociażby palcem, osobiście wypruję jej flaki. - rzuciła, nie przebierając w słowach.
- Zrozumiałem. - odpowiedział wiedźmin, uśmiechając się lekko.
- Będę tęsknić. - głos Yennefer złagodniał, a czarodziejka objęła Geralta za szyję i wtuliła się w niego mocno. Potem złożyła delikatny pocałunek na jego ustach. Katje zerknęła na nauczycielkę, sadowiąc się w siodle. Nie miała ochoty ruszać się z Kaer Morhen na krok. Yennefer wreszcie dołączyła do niej i z gracją wspięła się na grzbiet swojego konia.
- Gotowa? - spytała, posyłając adeptce uśmiech. Katje w zamyśleniu pokiwała głową i wbiła pięty w boki konia, popędzając go do galopu. Po raz ostatni obejrzała się przez ramie na miejsce, w którym spędziła ostatnie dwa lata, studiując zielarstwo i anatomię pod czujnym okiem Yennefer. Żal jej było wyjeżdżać, ale czarodziejka opowiadała jej o rektorkach z Aretuzy - akademii dla czarodziejek. Wszystkie były niezwykle wymagające, a złamanie któregoś z ich poleceń wiązało się z konsekwencjami, często surowymi. Dziewczyna spuściła głowę, wbijając wzrok z łęk siodła. Do oczu napłynęły jej łzy, ale nie chciała, żeby zauważyła to Yennefer. Zaraz potem drgnęła, czując, że czarodziejka obejmuje ją ramieniem. Katje zamrugała, odpędzając łzy i podniosła wzrok na czarodziejkę, która wpatrywała się w nią z namysłem.
Zaczynało się już ściemniać, kiedy Yennefer stwierdziła, że najwyższy czas na odpoczynek. Na skraju lasu można było bez obaw rozpalić ognisko. Ryzyko, że gałęzie drzew zajmą się ogniem było znikome, a jednocześnie w okolicy nie było żadnego miasteczka ani wsi, więc ludzie też nie mogli ich dostrzec.  Katje siedziała plecami do ognia, rysując długim patykiem wzory na ziemi. Była rozżalona, zła i smutna, ale starała się nie okazywać emocji. Nie chciała rozgniewać Yennefer, która również byłą dziwnie milcząca.
- Pani Yennefer... - odezwała się jednak po dłuższej chwili milczenia.
- Tak? - czarodziejka podniosła wzrok na adeptkę. Wcześniej wpatrywała się prosto w ogień i w jej spojrzeniu dawało się dostrzec coś nowego, czego Katje nigdy jeszcze nie widziała w jej oczach.
- Nie, właściwie już nic... - odpowiedziała dziewczyna, wracając do swojego zajęcia. Yennefer wygrzebała spomiędzy płonących drew dwa pieczone ziemniaki i jeden z nich zaniosła uczennicy, siadając obok niej.
- Przecież od dawna chcesz mnie o coś zapytać. - powiedziała czarodziejka.
- Zauważyłaś... - stwierdziła Katje, odgryzając kęs ziemniaka.
- Owszem, zauważyłam. - Yennefer skinęła głową. - I chciałabym wiedzieć co się dzieje w twojej głowie. Pytaj.
- Jak tam jest? W tej Aretuzie? - spytała wreszcie Katje, nie patrząc jednak na czarodziejkę.
- Dawno tam nie byłam. - odpowiedziała Yennefer. - Nie studiowałam tam. Wszystko, co umiem zawdzięczam mojej mistrzyni, która jednak od dawna już nie żyje. Objęcia Inkwizycji dopadły i ją, zresztą wiesz dużo na ten temat. Przed śmiercią uczyniła ze mnie czarodziejkę, którą teraz jestem. W Aretuzie byłam raz, dawno temu, na bankiecie i to miejsce nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia. Zresztą nie cieszę się tam zbyt wielką sympatią. Mówi się, że adeptki żyją tam jak księżniczki, ale tak mówią tylko ci, którzy nigdy nie widzieli prawdziwego życia w akademii.
- Dlaczego wiec mnie tam zabierasz? Triss mówiła, że chcesz się mnie po prostu pozbyć. Bo jestem dla ciebie niewygodna. - Katje ściszyła głos i ukryła twarz w ramionach.
- A ty oczywiście jej uwierzyłaś. - uśmiechnęła się Yennefer. - Jesteś niemądra. Katje, spójrz na mnie. - dziewczyna powoli podniosłą głowę, ze wstydem spoglądając w ciepłe fiołkowe oczy czarodziejki. - Triss kłamała. Nie ma dla mnie nikogo ważniejszego niż moja adeptka. A ty właśnie nią jesteś.
- Ciri też była. - przerwała jej dziewczyna. - Dlaczego przestałaś ją uczyć?
- To ona zrezygnowała z moich nauk. Nauczyłam ją tego, czego potrzebowała, kontroli i mądrego używania magii. Ale cechy wiedźmińskie zrobiły swoje.
- W takim razie dlaczego? - powtórzyła pytanie Katje.
- Jak każda czarodziejka podlegam Radzie. Może ci się wydawać, że tak nie jest, że jestem niezależna i całkowicie wolna, ale nawet ja... Po prostu nie mogę kwestionować postanowień Rady. A rektorki z akademii zdecydowały, że mam cię przysłać do Aretuzy. I chyba mają rację. Przy nich nauczysz się o wiele więcej niż ode mnie. - Katje wpatrywała się w Yennefer szeroko otwartymi oczami. Mogłyby przecież uciec gdzieś daleko, tylko we dwie. Nawet rektorki z akademii nie mogłyby ich przecież wytropić. Gdyby tylko zechciały... Czarodziejka założyła jej za ucho kosmyk włosów, które teraz - obcięte przez Ciri - sięgały niewiele wyżej niż do ramienia.
- Niestety, ucieczka nie wchodzi w grę. - powiedziała.
- Odczytywałaś moje myśli. - rzuciła Katje z odrobiną żalu w głosie.
- Były tak wyraźne, że nie mogłam się powstrzymać. - roześmiała się Yennefer. - Przykro mi, że tak się stało. Ale ani ty, ani ja nic na to nie poradzimy. - czarodziejka wstała z trawy. - Połóż się już i prześpij. Mamy do przejechania naprawdę długą drogę, założę się, że jeśli porządnie się wyśpisz, inaczej spojrzysz na całą tę sytuację.
- Po prostu uważam, że to niesprawiedliwe. - powiedziała jeszcze Katje.
- Ja też. - szepnęła ledwie dosłyszalnie Yennefer. - Nie wiesz nawet jak bardzo kruszynko.
  • awatar gość: "Ja też" .. takie czułe, kochane :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No niestety, czasem trzeba opuścić dotychczasowe miejsce i spróbować czegoś nowego...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›