Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 11 kwietnia 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Yennefer zamrugała czując, wdzierające się pod powieki światło słoneczne i otworzyła oczy. Odwróciła głowę na bok i natychmiast podchwyciła spojrzenie Katje, czuwającej przy łóżku mistrzyni.
- Ty żyjesz! - krzyknęła dziewczyna, rzucając się czarodziejce na szyję i podduszając ją przy tym poduszką.
- Katje... - odezwała się Yennefer. - Przynieś mi wody...
- Już! - dziewczyna zerwała się z miejsca i chwilę potem pomogła się czarodziejce napić. Kobieta wodziła wzrokiem za staruszką, krzątającą się po chacie.
- Katje... - odezwała się znowu. - Mówiłam ci tyle razy, nie zabieraj mnie do ludzi. - mimo, że byłą osłabiona w jej głosie słychać było gniew i strach.
- Ona jest w porządku. - odpowiedziała Katje. - Wiem co robię, pani Yennefer! Proszę, zaufaj mi... - Yennefer spojrzała na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy, a zaraz potem skręciła się z bólu.
- Leż... Leż spokojnie. - poprosiła Katje.
- Ja muszę... Oooch... - czarodziejka wydała z siebie przeciągły jęk. Zielarka, do tej pory siedząca w kącie, ze stukotem postawiła na stole kubek.
- Katje, zabierz swoją mistrzynię do wygódki. Za chatą, wiesz gdzie. - dziewczyna potaknęła, że owszem, wie i pomogła Yennefer wstać. Czarodziejka zachwiała się i oparła na adeptce, ale nie przewróciła i obie powoli wyszły na zewnątrz.
- Czy mogę zagrzać trochę wody? - spytała Katje chwilę później. - Pani Yennefer chce się umyć.
- Grzej. -zgodziła się zielarka. - Daj kociołek, Katje. Dorzuć do ognia. Woda szybciej się zagrzeje. A odlej trochę na wrzątek. Zaparzymy jeszcze szafranu z makownikiem. Dzisiaj chyba jest jej już lepiej, co? - Katje potaknęła.
Yennefer nie miała już wysokiej gorączki, ale była potwornie osłabiona. Katje pomogła jej się rozebrać, szybko też nauczyła się hamować jej ambitne, ale niewykonalne na razie zapędy do samodzielności. Szło im nad wyraz sprawnie. Chwilę potem czarodziejka była odświeżona i przebrana w czystą suknię, którą Katje przyniosła jej z końskich juków, a włosy już nie kleiły się do spoconego karku. Dziewczyna podała mistrzyni grzebień. Yennefer domagała się czesania, a Katje wiedziała, że tej przyjemności nie może jej odebrać. Czesanie włosów było dla Yennefer swego rodzaju rytuałem.
- Gorączka wkrótce całkiem ustąpi. - powiedziała zielarka stając obok i podała Yennefer czarkę z naparem z szafranu. - Mimo to minie trochę czasu, zanim będziecie mogły ruszyć w dalszą drogę. - czarodziejka bez słowa skończyła układać włosy i wzięła od kobiety naczynie. - Katje, pomożesz i przygotować obiad. - dziewczyna posłusznie wstała z miejsca i usiadła przy stole, na którym zielarka postawiła kosz z warzywami. - Pokrój rzodkiew. A kiedy skończysz idź wziąć kąpiel przed obiadem.
Yennefer dyskretnie przyglądała się zielarce, siekającej warzywa, kiedy Katje zniknęła już za kotarą, oddzielającą pomieszczenie przeznaczone na kąpiel od niewielkiej izby mieszkalnej.
- Dziękuję, że zechciała nas pani przyjąć, mimo że jesteśmy tym kim jesteśmy. - odezwała się czarodziejka.
- Nie wybaczyłabym sobie, gdybym zostawiła chorą na czerwonkę na pastwę losu. - zielarka odwróciła się od stołu i czubkiem noża wskazała Yennefer. - Nosisz na karku znak Inkwizycji. - czarodziejka odruchowo poprawiła szalik i szczelniej się nim otuliła.
- Skąd tyle o mnie wiesz? - spytała szorstko.
- Jesteś Yennefer z Vengerbergu. Kiedyś powszechnie szanowana kobieta, udzielająca pomocy potrzebującym, dziś czarodziejka na wiecznym wygnaniu.
- Zadałam ci pytanie! - Yennefer podniosłą głos.
- Od naszego ostatniego spotkania minęło ponad siedemdziesiąt lat. Możesz mnie nie pamiętać, ale ja pamiętam ciebie. Byłam zaledwie dziesięcioletnią dziewczynką, kiedy nasi ojcowie chcieli spalić cie na stosie. Nie mieli żadnych dowodów na to, że posługujesz się magią, a jednak nie mieli skrupułów przed torturowaniem cię i wreszcie usiłowaniem zabicia. Znienawidziłam ich patrząc jak jesteś bita, poniżana i mieszana z błotem. Widziałam moment, kiedy stałaś na szczycie płonącego stosu, widziałam jak szepczesz słowa zaklęcia i nagle znikasz. - zielarka pstryknęła palcami. - Próbowałam ich powstrzymać, ale dziesięcioletniego dziecka nikt przecież nie słucha. Zrobię wszystko, żeby ci pomóc Yennefer. Widzę w twoich oczach strach. Za bardzo się boisz, żeby otworzyć się na świat i zamieszkujących go ludzi. Ale twojej uczennicy może się to udać. To dziecko posiada niezwykły dar. Nie raz cię jeszcze zaskoczy i jestem pewna, że dokona wielu rzeczy, przed którymi ty się wzbraniałaś. - Yennefer zdała sobie sprawę, że cały czas zaciska pace na rąbku szalika, wiec powoli rozwarła dłoń i złożyła ręce na podołku.
- Obiecałam jej, że będę przy niej ilekroć będzie mnie potrzebować.
- Wiem, że dotrzymasz obietnicy. - uśmiechnęła się zielarka. - Muszę cię jednak ostrzec. Dobrze robiłaś wybierając szlaki przez leśne ostępy i unikanie większych miast. Ludzie nie zmienili się ani o jotę. Wciąż boją się magii i czarów, nie znają tych pojęć, a skoro ich nie znają, usiłują wyprzeć ze świadomości ich istnienie. Nadal byliby w stanie cię zabić, gdyby nadarzyła się okazja. Nawet do mnie odnoszą się z nieufnością, a jestem tylko zwykłą zielarką. - kobieta przerwała, bo zza kotary wynurzyła się Katje wykąpana i podobnie jak jej mistrzyni przebrana w czystą suknię.
We trzy siadły do obiadu. Katje zerkała to na zielarkę, to na Yennefer, pomiędzy którymi wyczuwało się dziwne napięcie. Czarodziejka mało zjadła, a od razu po obiedzie położyła się znów do łóżka. Katje przysiadła przy chorej mistrzyni, kładąc głowę na krawędzi łóżka. Yennefer znowu wydawała się odległa i niedostępna.
d4f5cf2d2c9348e2e9241842c5a0d19a.jpg