Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 kwietnia 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Katje pomogła wdrapać się na siodło Yennefer i powoli ruszyła przed siebie, mocno ściskając w dłoni uzdę wierzchowca czarodziejki. Yennefer z trudem utrzymywała się w siodle, momentami wydawało się dziewczynie, że zaraz zsunie się na ziemię i usiłowała podtrzymywać czarodziejkę w siodle jak tylko mogła. Cierpliwie znosiła wymuszane przez dolegliwości kobiety przymusowe postoje. Yennefer wymiotowała, krztusiła się, a gorączka odrobinę złagodzona poprzedniego dnia, znowu się podniosła. Yennefer, blada jak śmierć, sperlona potem i boleśnie wykrzywiona, próbowała kontynuować jazdę jeszcze przez kilka godzin, ale koło wieczora po spędzeniu w przydrożnych zaroślach nienormalnie długiego czasu nie była już w stanie dosiąść konia. Katje chciała jej pomóc, ale dało to kiepski efekt - czarodziejka niezdolna utrzymać się grzywy, omsknęła się po boku wierzchowca i zwaliła na ziemię, gdzie natychmiast skuliła się z bólu.
- Jeszcze kawałek. - odezwała się Katje, biorąc ją pod ramię i dźwigając z wysiłkiem. Yennefer całym ciężarem swojego ciała oparła się na uczennicy.
- Zostaw... - wyszeptała z wysiłkiem. - Widocznie pora już na mnie...
- Nie, ja nie pozwolę ci umrzeć. - odpowiedziała zdecydowanie Katje. - Coś mi obiecałaś, pamiętasz? Jeszcze kawałek. - powtórzyła, powoli schodząc  ze wzgórza. Już widać było chatę starej zielarki. Powoli, krok za krokiem dziewczyna zbliżała się do drzwi, aż w końcu wyciągnęła rękę i zapukała gorączkowo. Drzwi natychmiast stanęły otworem.
- Wejdź dziecko, byle prędko. - powiedziała zielarka. - A chorą od razu kładź na łóżko. - Katje ostrożnie ułożyła Yennefer na wersalce zaścielonej kołdrą i kocem, a sama klapnęła na podłogę, skąd przyglądała się krzątaninie staruszki wokół Yennefer. Kobieta przyłożyła jej dłoń do czoła, obejrzała drobniutką wysypkę na przedramionach i bezwstydnie zadarła jej suknię do góry. Katje zerwała się z miejsca i spojrzała niespokojnie na zielarkę. Bielizna czarodziejki byłą przesiąknięta krwią, co raczej nie było normalne. Chcąc nie chcąc Katje wiedziała kiedy Yennefer miesiączkuje i to na pewno nie była ta pora miesiąca.
- Jak długo jest chora? - spytała zielarka.
- Cztery dni z kawałkiem. - odpowiedziała Katje. - A przynajmniej tak mi się zdaje. - dodała.
- Nie będę ci mydlić oczu, są nikłe szanse, że dożyje jutrzejszego dnia. - kobieta wsunęła do ust Yennefer liście zioła, którego Katje nie rozpoznała i zmusiła ja do przygryzienia.
- Nie. - szepnęła dziewczyna. - Nie, błagam, nie. Przecież musi być jakiś sposób, to...
- To czerwonka.  - przerwała jej staruszka. - Niewiele mogę tutaj zrobić. - do oczu Katje napłynęły łzy, które potem poleciały po policzkach, a chwilę potem cichy płacz przeszedł w gorączkowy szloch.
- Nie mazgaj mi się, przecie mówię, że zrobię co będę mogła. Idź no zabierz konie z obejścia, bo przykuwają niepożądane spojrzenia. - Katje otarła oczy, usiłując wmówić sobie, że musi być silna, zwłaszcza teraz i wyszła na dwór, żeby zająć się wierzchowcami. Zdejmowała siodło z klaczy Yennefer kiedy jej uwagę przykuła postać na skraju lasu owinięta ciemnym płaszczem. Niewiele było widać, mimo to Katje mogła przysiąc, że spod kaptura wysunęło się kilka rudych kosmyków.
Kiedy dziewczyna wróciła do chaty w kominku płonął ogień, rzucając na ściany tajemnicze cienie. Yennefer leżała okryta kocem, pogrążona w głębokim śnie. Katje ukucnęła przy niej. Czy to, że czarodziejka wreszcie usnęła było dobrym znakiem? Przez ostatnie dni w podróży niewiele spała.
- Masz, jedz. - zielarka podała jej miskę kaszy. - Zrobiłam co mogłam. Jeśli jutro jeszcze zastaniesz ja przy życiu, powoli ozdrowieje.
- Dziękuję. - odpowiedziała Katje. - Że mi pani pomogła.
- To teraz może powiesz mi coś więcej. Skąd jedziecie i dokąd zmierzacie? Kim jest dla ciebie ta kobieta? I co właściwie robiłyście w lesie? Dystyngowane panny podróżują brukowanymi ulicami.
- Ja... Nie mogę powiedzieć. - zająknęła się dziewczyna. - Naprawdę nie mogę.
- Skoro nie możesz to nie możesz, wasza sprawa. - stwierdziła staruszka. - Ale siła, która bije od tej kobiety jest niesamowita. Nie będę ukrywać, że jestem ciekawa kim jest... lub raczej kim była.
- Yennefer? - nieopatrznie palnęła Katrin. Zielarka zerwała się z miejsca przy stole, przewracając przy tym mnóstwo buteleczek z lekami. Sakiewka pełna ziół wylądowała na podłodze.
- Jesteś czarownicą. - powiedziała, kierując się ku drzwiom.
- Tak, tak jestem. - odpowiedziała dziewczyna, również podrywając się z podłogi. - Niech się pani nie boi. Ani ja, ani moja mistrzyni nie zamierzamy nikogo krzywdzić. Pani wierzy w te pogłoski o wiedźmach. Yennefer mnie ostrzegała, ale nie chciałam wierzyć. Proszę... Proszę uwierzyć, że nie robimy nic złego. Podróżujemy z Kaer Morhen, ze starej szkoły wiedźmińskiego cechu, a  zmierzamy do Aretuzy. Ja się mam uczyć a Akademii. Właściwie to... Powinnyśmy już tam być, ale moja opiekunka jak pani wie, złapała czerwonkę. Wyda nas pani? - bardziej stwierdziła niż zapytała dziewczyna, tracąc resztki nadziei.
- Stwierdziłaś, że wierzę w plotki. Ludzie różne rzeczy gadają, a o tym, że wiedźmy są niebezpieczne przekonałam się sama, będąc dzieckiem. Nie wydam was nikomu. Twoja mistrzyni cierpi, więc ją wyleczymy, a potem ruszycie w swoją stronę.
- Właściwie to... Dlaczego? - spytała Katje.
- Przybiegłaś do mnie z ogniem w oczach, prosząc o pomoc, której nie mogłam odmówić. Nie mogłabym sobie wybaczyć gdyby ta kobieta umarła, bo odmówiłam jej uczennicy.
- Nie rozumiem... - stwierdziła dziewczyna.
- Yennefer. Dwa razy wypowiedziałaś to imię, nie mam więc wątpliwości, że ta kobieta jest rzeczywiście tą, która była kiedyś powszechnie szanowaną. To długa historia i nie jest ci pisane usłyszeć ją z moich ust. Jedno jest pewne, nie damy twojej mistrzyni umrzeć. Idź teraz spać, zasłużyłaś na solidny odpoczynek.
0MOwzEv.jpg
  • awatar gość: Triss?
  • awatar Hanti: Yarpen Zigrin wiedziałby co robić :D
  • awatar Kate - Writes: @Hanti: Yarpen Zigrin wymiata.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›