Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 marca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski okręcił się prze lustrem w yukacie, którą kupił, kiedy spędzał wakacje w Japonii z Kate i chłopakami. Dalej miał wątpliwości czy powinien tak wyjść. Wstydził się. Ale festyn walentynkowy nie był przecież zwykłym wyjściem do miasta. W pewnym sensie była to część jego prezentu urodzinowego. Pingwinek rozłożył skrzydła.
- O! Założyłeś yukatę? - odezwał się pan Janusz.
- Dziwnie wyglądam, prawda? - spytał Kowalski.
- Nie. Dobrze ci w niej. - pingwinek rozpromienił się. - chodźmy już. Nie możemy zmarnować ostatniego dnia w Japonii na stanie przed lustrem.
- Kupimy sobie kakigori? - spytał Kowalski, kiedy obaj szli już między straganami. Pan Janusz kiwnął głową. chwilę potem pingwinek uśmiechnął się, wkładając do dzioba łyżeczkę deseru przypominającego konsystencją budyń. Podniósł wzrok na wujka.
- Jaki smak sobie wziąłeś? - spytał.
- Calpis. - odpowiedział pan Janusz, a widząc, że Kowalski nie bardzo rozumie, wyjaśnił. - Niegazowany napój przypominający smakiem jogurt.
- Mogę spróbować? Dam ci trochę swojego. - wujek przykucnął przy pingwinku, a Kowalski zanurzył łyżeczkę w jego kubeczku z deserem. Oba były pyszne.
- Daj mi jeszcze trochę. - pan Janusz uśmiechnął się.
Pingwinek rozglądał się z ciekawością po stoiskach z pamiątkami. Prawie zapomniał o tym, że ma na sobie yukatę i już nie przeszkadzały mu zaciekawione spojrzenia ludzi. Zaraz jednak stwierdził, że nie bardzo wie gdzie idzie, a uświadomił to sobie potknąwszy się o kamień. Kowalski jęknął z bólu, upadając ciężko na żwirowe podłoże.
- Nic ci nie jest? - spytał wujek, pomagając mu wstać.
- Nie, nie! - pingwinek obejrzał otarte skrzydła. - Wszystko gra, w porządku.
- Chodź, usiądziemy na ławce, trochę odpoczniesz.
- O której zaczyna się pokaz fajerwerków?
- O siódmej, więc już niedługo. W porządku?
- Tak. - Kowalski skrzywił się. Otarcia bolały, a skrzydła zaczynały drżeć. - Nie mogę się już doczekać.
- Nie jesteś głodny? - spytał pan Janusz. - Nie jedliśmy obiadu, a zbliża się już pora kolacji. Pójść po coś do jedzenia?
- Dla mnie smażony makaron i frankfurterka. - uśmiechnął się pingwinek. Umierał z głodu.
Kowalski szedł za panem Januszem coraz bardziej zniechęcony. Otarcia na skrzydłach piekły, mało tego, zaczynała boleć go noga. W oczach stanęły mu łzy.
- Aua... - jęknął pingwinek, stając na prawej nodze.
- Coś się stało Kowalski? - spytał wujek.
- Nie, nic. Chyba obtarłem sobie nogę. Przystaniemy? Przykleję sobie plaster.
- Tak, jasne. - Kowalski wyjął plaster i obejrzał podeszwę łapki. Była rozcięta. Pingwinek przykucnął i spróbował przykleić sobie plaster, ale yukata krępowała mu ruchy. Kowalski wstał i poluzował pas. Pan Janusz spojrzał na niego.
- Jeszcze chwilkę. - wujek kucnął przy pingwinku.
- Daj, pomogę ci. Przykleję. - Kowalski stanął prosto.
- Przepraszam, nie powinienem był zakładać yukaty.
- Co ty wygadujesz? Przecież to strój na takie właśnie okazje. Nie przejmuj się. - pingwinek uśmiechnął się.
- Możemy jeszcze pójść do toalety przed pokazem? - spytał.
- Pewnie, że tak. - odpowiedział pan Janusz. - Akurat zdążymy. - kiedy było już po wszystkim obaj zajęli strategiczne miejsca na ławce. Pierwsze fajerwerki wybuchły punktualnie o siódmej. Mieniły się najróżniejszymi kolorami, a Kowalski zauważył, że są zupełnie inne niż w Polsce. A może po prostu egzotyka tego miejsca sprawiała, że wyglądały tak niesamowicie. W oczach pingwinka stanęły łzy. Chciał, żeby Kate też tu była. Żeby też mogła to wszystko zobaczyć.
- I jak? Zadowolony? - spytał pan Janusz, kiedy wracali już do hotelu. Pingwinek pokiwał głową, ocierając łzy. - super. No to teraz spać, bo już późno, a jutro o siódmej rano mamy samolot do Polski.
- Czekaj! - Kowalski przystanął. - Przez całe dwa tygodnie nie kupiliśmy nic ani Kate, ani pani Irenie.