Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 marca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski przysypiał oparty o pana Janusza. Obaj siedzieli w autokarze, jadącym do Nagasaki, gdzie mieli spędzić ostatnie dwa dni pobytu w Japonii. Wujek przeglądał przewodnik. Na dzisiaj planował wyjście do Parku Pokoju i na punkt widokowy na górze Inasa. A po południu pochodzenie po straganach. Następnego dnia chciał wziąć Kowalskiego na walentynkowy festyn. Ach tak, jeszcze park rozrywki w Sasebo - Huis Ten Bosh. Pingwinek przeciągnął się.
- Już prawie jesteśmy. - odezwał się pan Janusz. - Wyspałeś się? - Kowalski pokiwał głową, mimo to, ze ciągle był śpiący. Zaraz jednak oprzytomniał. Byli już w Nagasaki.
Park Pokoju był jedynym miejscem, które przypominało o straszliwej historii Nagasaki. Kowalski w zamyśleniu przyglądał się pomnikom. Skipper pewnie czułby się tu jeszcze gorzej niż on sam. Pingwinek wpatrywał się w ogień pokoju. Mówiło się, że zostanie zgaszony kiedy ze świata zniknie wszelka broń atomowa. Poza tym można tu było zobaczyć pomnik pamięci dzieci, dzwon pokoju i Atomic Bomb Dome, kiedyś budynek wystawowy prefektury Nagasaki. Poza parkiem było to zwyczajne miasto japońskie, oczywiście odbudowane po wybuchu.
W Huis Ten Bosh trwało zwiedzanie pałacu i otaczających go ogrodów. Pałac był wzorowany na holenderskich budowlach, a jego wnętrza wręcz zapierały dech w piersiach i Kowalski nie mógł się powstrzymać przed zrobieniem kilku zdjęć. To wszystko na pewno spodobałoby się pani Irenie.
- Ni jesteś głodny? - spytał pan Janusz.
- Odrobinkę. - odpowiedział pingwinek. - Co będziemy jeść?
- Specjalnością Nagasaki jest Chanpon. Może poszukamy jakiejś restauracji jakiejś restauracji serwującej właśnie to?
- Co to jest chanpon?
- Zupa podobna do ramenu z makaronem, smażonym mięsem wieprzowym, owocami morza i warzywami.
- Brzmi smacznie. - stwierdził Kowalski.
Chanpon był nie tylko pyszny, ale i pożywny. Kowalski odłożył łyżkę, choć dotarł tylko do połowy porcji. Czuł, że nie zmieści już ani odrobiny więcej.
- Najadłeś się? - spytał pan Janusz.
- Tak. - pingwinek pokiwał głową. - Mam ochotę na więcej, ale z drugiej strony więcej naprawdę nie mogę.
- Co teraz? Poszukamy pamiątek? - Kowalski potaknął.
- Tylko... Chodźmy najpierw do toalety. - poprosił, kiedy obaj wyszli już z restauracji.
- Dobrze. - pan Janusz pokiwał głową. - A wiesz, że gdzieś tutaj jest jedno światełko w chodniku w kształcie serduszka? - pingwinek zapatrzył się pod nogi i nawet nie zauważył kiedy zderzył się z idącą naprzeciwko Japonką.
- Uważaj. - uśmiechnął się pan Janusz, kiedy Kowalski przepraszał kobietę z wypiekami na policzkach. - Chodź, nic się nie stało.
Po skorzystaniu z toalety pingwinek zaciągnął wujka do straganów i budek z pamiątkami. Wokół unosił się zapach ciasta.
- Masz ochotę na mochi? - spytał pan Janusz.
- Ale morelowe. - odpowiedział Kowalski.
- Szukasz czegoś specjalnego? - spytał wujek chwilę potem, podając pingwinkowi morelowe ciastko.
- Poza tą figurką dla Skippera nie mam nic dla chłopaków. Myślałem nad jakimiś breloczkami. - Kowalski w zamyśleniu skubał mochi. - A może coś takiego? - zastanowił się. - Breloczki z wygrawerowanymi imionami. Akurat cztery w komplecie. Po połączeniu tworzą koniczynkę i króliczki Ramune będą trzymać się za łapki.
- Uważam, że to świetny pomysł Kowalski. - uśmiechnął się pan Janusz. Pingwinek płacił już za gotowe breloczki, kiedy przy kasie rzuciły mu się w oczy inne zawieszki. Natychmiast pomyślał o Kate i pani Irenie i uśmiechnął się do siebie.
- To wszystko? - spytała sprzedawczyni.
- Jeszcze takie. - poprosił Kowalski, pokazując jej odpowiednie zawieszki.
- Też zrobić grawer? - spytała kobieta. Pingwinek potaknął.
- Długo ci zeszło. - odezwał się pan Janusz, czekający pod sklepem. Kowalski spojrzał na niego ze skruchą.
- Musiałem kupić coś jeszcze. - odpowiedział.