Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 21 marca 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Kowalski usiadł w pościeli i ziewnął szeroko. Musiał usnąć, zmęczony płaczem, bo piórka miał nastroszone, a poduszkę odciśniętą na policzku. Oczka miał zaczerwienione, a na policzkach ciągle lśniły ślady łez.
- Zbudziłeś się. - uśmiechnął się pan Janusz. - Chodź, ktoś do ciebie. - wujek wziął pingwinka na ręce i posadził na kanapie, przed laptopem.
- Kate! - Kowalski uśmiechnął się, widząc dziewczynę w okienku komunikatora internetowego, ale zaraz potem do oczu napłynęły mu łzy.
- Hej, no co ty... Płaczesz? - spytała Kate.
- Tęsknie do was. - zaszlochał pingwinek.
- Oj, oj, no co ty... Przecież za pięć dni znowu się zobaczymy. Nie ma co płakać, Kowalski.
- Kowalski, ty nie masz tam płakać tylko dobrze się bawić. - obok Kate usiadła pani Irena. - Zostało ci pięć dni, chyba wypadałoby dobrze je wykorzystać. - pingwinek mocniej ścisnął podusię onigiri. Nauczycielka jak zwykle miała rację.
- Kowalski, kupiłeś mi figurkę? - na kolana do pani Ireny władował się Skipper. Kowalski pokręcił głową.
- No to masz powód żeby zostać, bo nie pokazuj się tu bez Mikasy! - pingwinek roześmiał się i otarł łzy skrzydłem, ale śmiech na powrót przeszedł w szloch.
- Oj biedaku. - westchnął Skipper. - Gdybym miał moc przenikania przez monitory, to już bym tam był i mocno cię ściskał. - Kowalski ukrył mordkę w skrzydłach usiłując się uspokoić, a chwilę potem znowu otarł łzy.
- Ni płacz, te pięć dni zleci w mgnieniu oka, zobaczysz. - powiedziała.
- Będziemy codziennie dzwonić. - obiecała pani Irena.
- Mhm. - pingwinek kiwnął głową i pomachał kiedy Kate się rozłączyła.

- Gdzie dzisiaj idziemy? - spytał pan Janusz następnego dnia przy śniadaniu. - Jakieś pomysły?
- Targ rybny, Pałac Cesarski i Akihabara. - odpowiedział bez zastanowienia Kowalski.
- Ambitne plany. - uśmiechnął się wujek. - Może być.
Targ rybny był cudowny, zwłaszcza dla Kowalskiego, który chyba jeszcze nigdy nie zjadł tylu ryb naraz. Później zgodnie z planem odbyło się zwiedzanie Pałacu Cesarskiego. Kowalski oczywiście kojarzył ten widok - staw, most i górującą nad nim białą twierdzę z szarym dachem. To przecież miejsce, w którym mieszka rodzina cesarska. Ale aż tak pięknego widoku się nie spodziewał. Po obejrzeniu okolic Pałacu warto było przejść do Ogrodów Cesarskich, do których wejście wiodło przez bramę Otemon. Pan Janusz stwierdził jednak, ze jeśli chcą skoczyć jeszcze do Akihabary, nie bardzo jest na to czas. Po chwili odpoczynku w parku fontann Wadakura wujek zdecydował, że najwyższy czas na obiad.
Po południu przyszedł czas na Akihabarę. O tej porze dzielnica dosłownie tętniła życiem. Wszędzie było pełno spacerujących ludzi i w każdym sklepie trzeba było przeciskać się pośród licznych klientów. Jednak było warto, bo takich widoków nie można było spotka w żadnym miejscu w Polsce.
- Chyba zabłądziliśmy. - stwierdził pan Janusz, kiedy obaj nieświadomie trafili do księgarni z mangą gatunku hentai. Kowalski spłonął rumieńcem i pociągnął wujka do wyjścia.
- Mieliśmy kupić figurkę. - przypomniał. - To obok. - sklep z figurkami robił naprawdę duże wrażenie. Można było w nim kupić miniaturową podobiznę praktycznie każdego bohatera, który kiedykolwiek pojawił się w anime. Pingwinek rozglądał się z zaciekawieniem, aż wreszcie podszedł do lady.
- Dostanę nendoroida Mikasę Ackermann? - spytał.
- Oczywiście. - odpowiedziała sprzedawczyni. - "Attac on Titan"?
- Tak. A Yuri Katsuki z "YuriI on Ice"?
- Też. Zapakować? - Kowalski pokiwał głową z uśmiechem, a chwilę potem zapłacił i odebrał torbę z figurkami. I przekonał się, ze w Akihabarze rzeczywiście dostanie podobiznę każdej animowanej postaci.
 

abc.atlant
 
Te dzisiejsze dni otwarte chyba nie mogły być lepsze. Na początku niewiele było roboty i tylko bez celu łaziłam po szkole nie mogąc sobie miejsca znaleźć, ale później jak się tych gimnazjów nazłaziło, to mieliśmy grupę za grupą, a nawet jedną na drugiej. Obsługiwałam strzelnicę. To wcale nie jest takie proste jakby się mogło wydawać i uwierzcie - przeładowywanie pistoletów po pewnym czasie może się znudzić. Co nie zmienia faktu, że z ludźmi, którzy zastanawiają się nad wyborem szkoły, do której chodzisz naprawdę fajnie się rozmawiało. Z kolegą, który przez większość czasu jest kompletnie nie do zniesienia (Juhu, Arturku!) też fajnie się współpracowało. Co prawda potem się wkręcił taki jeden na krzywy ryj i w ogóle nie mogłam załapać co on robi na strzelnicy ani w ogóle dlaczego tu jest. Hello, miał oprowadzać gimnazjalistów po szkole, to niech oprowadza, a nie włazi komuś z butami w interes.

Potem jak już te wszystkie gimbazy przeszły to do pistoletów dorwaliśmy się my, czyli mundurowi. Taki Karol z drugiej klasy fajnie strzela, mi też dobrze poszło. A moja pani z biologii jak się dorwała do pistoletu, to potem nie chciała oddać. A strzela po prostu jak szatan, poważnie szacun. Też chcę tak umieć. Ciekawe czy mnie nauczy jak poproszę.

Tak poza tym to mieliśmy jeszcze mnóstwo innych atrakcji jakby ktoś pytał. Moja klasa prowadziła badania daktyloskopijne, wiecie odciski palców, linie papilarne, te sprawy. Mieliśmy salę do pierwszej pomocy i były pokazy, były puszczane prezentacje z wyjazdów i wycieczek, slajdy ze zdjęciami, na sali gimnastycznej pokaz kick-boxingu i innych technik samoobrony. Klasy z technikum stworzył prawdziwą kawiarenkę, gdzie się można było najeść - za drobną opłatą oczywiście. No a jak się komuś znudziło zamieszanie to mógł sobie pójść do kina na strychu, gdzie non stop buły wyświetlane filmy.

Jednym słowem dzień pełen wrażeń. Szkoda tylko, że nie mam ani jednego normalnego zdjęcia, bo zawsze ktoś mi wlazł w kadr. Ja bym chciała jeszcze raz...
  • awatar gość: O, to faktycznie ciekawie było xd miłego dnia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›