Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 20 marca 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Kowalski bez większego apetytu zjadał zupę miso. Potwornie tęsknił do domu i chociaż Japonia była super i z niecierpliwością czekał na nowe atrakcje, to jednak wolałby już wrócić do Polski. Był pełen sprzeczności, ale nie mógł nic na to poradzić.
- Gdzie dzisiaj idziemy? - spytał pan Janusz.
- A musimy iść gdziekolwiek? - spytał markotnie pingwinek.
- Jest naprawdę ładna pogoda, szkoda ją zmarnować.
- To możesz coś wybrać, ja nie mam pomysłów. - odparł niechętnie Kowalski.
- Dobrze. Może w takim razie muzeum Edo-Tokio?
- Może być. - Kowalski zmarkotniał. Nie miał ochoty wychodzić na miasto, nawet do muzeum.
- Jesteś dziś jakiś przygaszony. - zauważył pan Janusz. - Coś się stało? - pingwinek pokręcił przecząco głową. - Na pewno? - Kowalski potaknął. - No dobrze. W takim razie chodźmy, bo widzę, że nawet z apetytem u ciebie kiepsko.
Droga do muzeum dłużyła się Kowalskiemu niemiłosiernie. Co z tego, że czekały na niego atrakcje w postaci repliki mostu Nihonbashi i to w skali jeden to jednego? Po prostu nie chciał tam iść. Z góry założone było, że w muzeum spędzą maksymalnie godzinę, jednak ogrom eksponatów, sposób ich zaprezentowania i ogólna atmosfera sprawiły, że pan Janusz zdecydował o dłuższym zwiedzaniu.
Pingwinek był zmęczony. Po prostu zmęczony. Kilka godzin łażenia z sali do sali potwornie go wymęczyło. Chciał się po prostu położyć i zasnąć. W dodatku zaczynał potrzebować toalety i to w trybie natychmiastowym. Kowalski podniósł wzrok na wujka. Pan Janusz ciągle jeszcze opowiadał o tym, jak bardzo podobało mu się w muzeum i po krótkim namyśle Kowalski stwierdził, że nie będzie mu przeszkadzać. Po pewnym czasie zdał sobie jednak sprawę z tego, że wujek wcale nie chce jeszcze wracać do hotelu.
- Wujku... - odezwał się zrezygnowany. - Ja muszę do toalety.
- Bardzo się chce? - pan Janusz przykucnął obok.
- Mhm. - Kowalski pokiwał głową.
- No to będzie problem, bo toalety tutaj nigdzie nie ma. Wytrzymasz jeszcze?
- Nie wiem jak długo. - odpowiedział pingwinek.
- Chodź, spróbujemy coś znaleźć. W ostateczności zawsze zostają jakieś zarośla. - Kowalski skrzywił się. Wolałby tego uniknąć. Mijały minuty, a sytuacja stawała się coraz bardziej poważna. Pingwinek mocno zaciskał skrzydło w kroczu, a kiedy pan Janusz przystanął przy planie miasta, nerwowo przestąpił z nogi na nogę.
- Daleko jeszcze? - spytał nerwowo.
- Nie. - odpowiedział wujek. - Za rogiem powinno coś być. Chodź, zobaczymy. - toaleta rzeczywiście była i chociaż pan Janusz znowu musiał mu odrobinkę pomóc, to Kowalski już się tym tak bardzo nie przejmował. Chciało mu się potwornie i był gotów na wszystko byleby tylko sobie ulżyć. Mimo to, kiedy wyszedł już z ubikacji po policzkach poleciały mu łzy. Miał dość bezcelowego włóczenia się po mieście. Pingwinek rozpłakał się.
- Możemy wrócić do hotelu? - poprosił nieśmiało.
- Coś się stało Kowalski? - spytał pan Janusz.
- Nie... - pingwinek pokręcił głową. - Ale chcę wracać. - wujek wziął Kowalskiego na ręce i mocno przytulił. Potem skierował się w stronę hotelu.
Pingwinek zwinął się w kłębek na łóżku, ledwie wszedł do pokoju. Popłakiwał cichutko, mocno przytulając do siebie kupioną poprzedniego dnia podusię onigiri. Pan Janusz usiadł obok niego.
- Co się dzieje Kowalski? - spytał, delikatnie gładząc go po piórkach. - Boli cię coś? Źle się czujesz? - pingwinek pokręcił głową przecząco. - No to co się stało?
- Chcę... Do domu. - zaszlochał rozpaczliwie pingwinek.
- Stęskniłeś się? - bardziej stwierdził niż zapytał wujek. Kowalski potaknął.
- Chodź do mnie. - pan Janusz wziął pingwinka na kolana i przytuli mocno. - Wieczorem przecież możesz zadzwonić do domu. A zostały nam jeszcze ponad cztery dni ferii. Szkoda byłoby to zmarnować. - Kowalski uśmiechnął się słabo. - Chcesz jeszcze się trochę pożalić? - pingwinek roześmiał się przez łzy, ale pokiwał głową. - Dobrze. Poleż sobie, może się nawet prześpij. Zobaczysz, że będzie ci lepiej.
 

abc.atlant
 
W moim życiu ostatnio nie dzieje się kompletnie nic ciekawego, więc jeśli macie lepsze rzeczy do roboty, to nie musicie czytać reszty posta.

Więc tak... Esej o energii odnawialnej już dawno poprawiony, oddany i wysłany. Wyniki siódmego kwietnia, więc zostaje tylko czekać i modlić się o przyzwoitą punktację. To ważny konkurs, więc nic dziwnego, że strasznie mi zależy na dobrze punktowanym miejscu. Co do konkursu recenzenckiego to recenzja też już napisana i poprawiona, ale dalej ruszyć nie bardzo się da. Od tygodnia załatwia się kamerzystę, którego chyba się nie doczekam i trzeba będzie nagrywać film komórką, co jest bardzo niefajne. Pada deszcz, więc w plener nie da się wyjść, nad czym ubolewam. A samo nagranie oto przecież mało, potem trzeba to złożyć w elegancką całość, podłożyć muzykę w tle i wkleić jakieś sensowne intro, które będzie mi współgrać z atmosferą całego filmu. A na to wszystko zostało tylko półtora tygodnia, bo termin oddawania... prac (nie bardzo mi tu pasuje to słowo) upływa trzydziestego pierwszego. I bez przerwy wychodzą sprawy, które mają większy priorytet. Boziu, ja nie zdążę! Za nic z tym nie zdążę!

A tak poza tym to jutro mam w szkole dni otwarte, jak pewnie w większości szkół średnich. Nie wiem dokładnie co będę jutro robić, ale mam się stawić o ósmej rano w strzelnicy szkolnej. Teoretycznie mamy uczyć gimnazjalistów strzelać z broni pneumatycznej. Oprócz tego ma być jeszcze coś w stylu pokazu; jak wygląda rana postrzałowa, jak się to opatruje i w ogóle co robić jak się kogoś niechcący postrzeli. Zdecydowana większość mojej klasy angażuje się za to w daktyloskopię. Wiecie, zdejmowanie odcisków paców, linie papilarne, te sprawy. I oprócz tego, że będę działać na strzelnicy, zamierzam robić za fotografa. Po cichu liczę na selfie z kolegą z klasy, który ma robić za maskotkę szkoły. Oczywiście relację zdam jutro prawie na żywo i parę zdjęć też wstawię, pod warunkiem, że będą przyzwoite.