Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 2 marca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Ładnie się porobiło, co? - odezwała się Ciri, znad ostrzonego miecza. Geralt podniósł głowę znad swojego ostrza.
- Co masz na myśli? - sytał.
- Ty i Triss... Szczerze mówiąc nie spodziewałam się.
- Cóż, życie bywa zaskakujące. - wiedźmin odłożył miecz i wstał z miejsca.
- To... Co takiego się stało, że... - zaczęła Ciri.
- Jesteśmy razem? - dziewczyna pokiwała głową. - Hmm... Z Yennefer to była ciągła walka, spory, wybuchające emocje... Nie mówię, że to było złe, ale...
-Ale co? - Ciri odrzuciła ostrze na trawę.
- Bywało męczące. A z Triss się nie męczę. Wreszcie czuję harmonię. Spokój. Czuję, że jest tak, jak powinno być.
- A uczucia Yennefer cię nie obchodzą? - dziewczyna poderwała się z trawy. - Nie obchodzi cię, ze Triss tak naprawdę nie darzy cie żadnym uczuciem? Szuka tylko emocji. Jesteś dla niej jednym z wielu, którego spławi jeśli tylko nadarzy się okazja. Aż tak ci z nią dobrze, że postanowiłeś ranić Yenefer jeszcze bardziej? Brzydzę się tobą. - powiedziała, kierując się w stronę twierdzy. Kiedy biegła po schodach na górę, wpadła na Katje, właśnie schodzącą na dół.
- Widziałaś dzisiaj Yennefer? - spytała Ciri.
- Skąd, siedzi zamknięta u siebie, zadała mi tylko wypracowanie. Czemu pytasz? - odpowiedziała pytaniem Katje.
- Geralt to skończony dupek. - stwierdziła Ciri, składając ramiona na piersi. - Skoro nie widzi jak bardzo ją krzywdzi, to po prostu na nią nie zasługuje. Ale dałam mu do myślenia. Poza tym chyba jeszcze nigdy nie widziałam cię tak zbuntowanej jak wczoraj. - Katje uśmiechnęła się.
- To prawda. Jeszcze nigdy nie postawiłam się Yennefer tak na poważnie. Kłóciłyśmy się, owszem, ale nigdy tak.
- Ten piorun kulisty to też twoja wina? - spytała Ciri, kiedy obie ramie w ramię, schodziły na dół.
- Biedny Vesemir. - roześmiała się Katje. - Dopiero naprawił tę ścianę.
- Ach, gdyby tylko Geralt zrozumiał, jak ogromny błąd popełnia. - westchnęła ze złością Ciri. - Gdyby zrozumiał, że on i Yennefer są sobie przeznaczeni, może wreszcie by się zeszli. Ale wiesz, tak na dobre. - Katje przystanęła. Twarz rozjaśnił jej uśmiech.
- Chyba mam pomysł. - powiedziała. - Chodź, wszystko ci opowiem.

Yennefer siedziała na kamiennym murku fontanny, na tyłach Kaer Morhen. Suknię miała przemoczoną, czarne loki kleiły jej się do twarzy. Nie chciała się stąd ruszać. Musiałaby wrócić do twierdzy, oglądać Triss i oczywiście wysłuchiwać pytań dlaczego jest mokra. A odpowiedź, że siedziała w fontannie nikogo by raczej nie zadowoliła. Czarodziejka dotknęła pulsującej skroni. Wcześniej sporo wypiła i teraz miała zawroty głowy. Zaraz potem zadrżała. Wieczór robił się chłodny i kobieta chcąc nie chcąc musiała wrócić do środka. Z trudem wstała i powlokła się do swojej komnaty, zostawiając za sobą mokry ślad, z ociekającej wodą sukienki. Przystanęła przy komnacie gościnnej. Łatwo mogła sobie wyobrazić co się działo za drzwiami. Tak jak wtedy kiedy przyłapała Geralta na miłosnych igraszkach z Triss. Ale teraz nie miała ochoty o tym myśleć. Zamknęła za sobą drzwi swojej komnaty i w oczy od razu rzucił jej się zapisany skrawek pergaminu, leżący na stole. Momentalnie otrzeźwiała i z mocno bijącym sercem podniosła ze stołu list. ”Najdroższa Yennefer, spotkajmy się późnym wieczorem pod Kaer Morhen. Twój Geralt” przeczytała, niemalże ucałowała papier i rzuciła się do kufra wybierać suknię na spotkanie. Wieczór był już późny jak cholera. W tym samym czasie Geralt przeglądał się w lustrze wstawionym do jego pokoju, czego dawno już nie robił. Chciał mieć pewność, że będzie dobrze wyglądał. Na jego łóżku leżał dokładnie taki sam list, podpisany przez Yennefer.

Wiedźmin przechadzał się w tę i z powrotem po dziedzińcu Kaer Morhen, oczekując Yennefer. Zaraz potem odwrócił się, słysząc stukot obcasów na schodach. Czarodziejka wybiegła z twierdzy. Suknia w kolorze ciemnej zieleni podkreślała jej kobiece kształty na tyle ile trzeba było, a czarny szalik, który przewiązała na szyi tylko dodawał jej uroku.
- Yen... - wykrztusił Geralt. Czarodziejka skinęła głową. Przez chwilę panowało niezręczne milczenie.
- Geralcie... Jestem. - zaczęła Yennefer. - Nadszedł czas na przeprosiny, nie sądzisz?
- Masz rację. - przytaknął wiedźmin. - W końcu jedno z nas nie zachowało się należycie. Przepraszam?
- Jest za co. - rzuciła czarodziejka.
- Słucham? - zdziwił się Geralt.
- Nie jest mi łatwo wybaczyć, ale... - zaczęła Yennefer.
- Jak im idzie? - spytała Katje, wychylając się zza rogu ściany i zaraz została uciszona przez Ciri.
- Chyba się dogadają. - odpowiedziała jej przyjaciółka. - Skoro jeszcze nie zaczęli wrzeszczeć jest dobrze.
- Wybaczyć mnie? - Geralt podniósł głos. - Yennefer, o czym ty mówisz?
- Daruj sobie gierki Geralt! Przecież chciałeś się ze mną widzieć!
- To ty chciałaś mnie zobaczyć. - Geralt rozwinął pergamin, który miał przy sobie i podsunął Yennefer. Czarodziejka wyjęła z fałd sukni swój list. Wiedźmin spojrzał na nią nieprzeniknionym wzrokiem.
- To Katje. - odezwała się Yennefer, kręcąc głową.
- Ciri. - powiedział w tym samym momencie Geralt. - Niech ja ją tylko znajdę! - czarodziejka potrząsnęła głową i złożyła ręce na piersi, odwracając się. Nawet ze znacznej odległości Katje dostrzegła, że w jej oczach lśnią łzy.
- Yen... Dobrze się czujesz? - odezwał się Geralt.
- Nic mi nie jest. - czarodziejka otarła oczy skrawkiem szalika.
- Przede mną nie musisz udawać twardszej niż jesteś.
- Nie wiem czego się spodziewałam. - odpowiedziała Yennefer.- Pójdę już. - Geralt złapał kobiete, za ramię.
- Poczekaj. - poprosił. - Kiedy mówiłem, że czar prysł... Kłamałem. Myślałem, ze z Triss będzie mi lepiej. O wiele lepiej. Ale nic się nie zmieniło. Kocham cię, Yen.
- A ja ciebie. - odpowiedziała czarodziejka, uśmiechając sie przez łzy. Wiedźmin objął czarodziejkę ramieniem i pochylił nad nią, składają na jej ustach pocałunek - obietnicę nowego początku. Yennefer odwzajemniła pocałunek. Ukryte za załomem ściany nastolatki pisnęły cicho z radości. Wszystko poszło zgodnie z planem.
- Dziwne... Robiliśmy to już tyle razy, a czuję się jakby to był pierwszy pocałunek. - odezwał się Geralt.
- W pewnym sensie był. - odpowiedziała Yennefer. - Poza tym kiedy powiesz ”kocham” pocałunek smakuje inaczej. Trochę jednak żałuję.
- Chcesz mi powiedzieć, że...
- Żałuję, ze nie porozmawialiśmy wcześniej. Dużo wcześniej.
- Myślisz, że rzadziej byśmy się kłocili?
- Wręcz przeciwnie. Ale inne rzeczy też byłyby bardziej intensywne. Tak jak teraz... - Yennefer znowu musnęła wargami usta Geralta.
  • awatar gość: Początek dotknął czegoś we mnie bardzo boleśnie.. ale końcówka spokojna i bardzo optymistyczna - że w końcu udało się im dogadać.
  • awatar gość: Geralt potężnie rani Yennefer i odchodzi do Triss, a następnie - po prostu wraca i wyznaje milość Yennefer tak po prostu, jak gdyby nigdy nic?! Jakby miał czyste konto? I nikt nikogo za nic nie przeprasza? Hm.. Chyba zgubiłam wątek ;)
  • awatar gość: Boże, jak ja uwielbiam tę parę - cudownie, że się w końcu pogodzili! <3 dziękuję za tyle przyjemności z czytania! :***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›