Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 16 marca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kowalski przeskakiwał z płyty chodnikowej na płytę, starając się nie stanąć na łączeniu między nimi. Pan Janusz nie był zbyt optymistycznie nastawiony na wizytę w Tokyo Disneyland, ale się zgodził i to było najważniejsze. Nie zmieniało to faktu, że do Disneylandu było dość daleko. Kowalski przystanął. Był zmęczony.
- Już zdążyłeś się zmęczyć? - roześmiał się nauczyciel.
- Mmm... - pingwinek pokiwał głową. - Muszę do toalety.
- Nie ma problemu. - pan Janusz wziął Kowalskiego za skrzydło. - Kawałek wcześniej była toaleta publiczna. Chodź, wrócimy się. - pingwinek zarumienił się zawstydzony. Nie chciał sprawiać kłopotu...
- Poradzisz sobie? - upewnił się pan Janusz, otwierając drzwi ubikacji. Kowalski potaknął i zamknął się w kabinie. Zaraz potem jęknął w duchu. Nigdy jeszcze nie widział na oczy toalety kucznej. Oczywiście znał ideę korzystania z takiej ubikacji, ale nie był pewien czy da sobie radę. Niepewnie obszedł "sedes" dookoła i spróbował jakkolwiek załatwić potrzebę, ale omal się nie wywrócił. Nie potrafił stanąć w tak szerokim rozkroku, a co dopiero kucnąć. Pingwinek nerwowo przestąpił z nogi na nogę. Nie był pewien ile jeszcze wytrzyma, ale po krótkim namyśle wrócił do pana Janusza. Wujek uśmiechnął się.
- Już? - spytał. Kowalski otworzył dziób, chcąc powiedzieć, że wcale nie już, ale tylko pokiwał głową.
- To poczekaj na mnie i pójdziemy dalej, ok? - pingwinek znowu potaknął i uprzedziwszy wujka, ze będzie czekał na zewnątrz, wyszedł z ubikacji.
- Nie jesteś głodny? - zagadnął chwilę później pan Janusz.
- No... Może trochę... - odpowiedział pingwinek.
- A na co masz ochotę?
- Dzisiaj ty wybierz. - wymigał się Kowalski.
- Tu blisko jest knajpka sieci "Mos Burger". Co ty na to? - spytał wujek.
- Może być. - odpowiedział pingwinek. Pewnie miałby ogromną ochotę na hamburgera, gdyby tak bardzo nie chciało mu się siku.
Kowalski smętnie dreptał za panem Januszem. Cały czas czuł, że musi skorzystać z toalety. Mimo to lekceważył potrzebę i robił dobrą minę do zlej gry, nie dawał po sobie poznać, że musi do łazienki. Z minuty na minutę chciało mu się coraz bardziej. Wreszcie pingwinek wysunął skrzydło z dłoni wujka i zacisnął w kroczu, przystając. Zdążył już popuścić.
- Zmęczony? - spytał pan Janusz. - Chodź, siądziemy na chwilę na ławce, odpoczniesz sobie. - Kowalski w roztargnieniu skinął głową. Tego, że w pobliżu akurat jest niewielki placyk z fontanną nie mógł przewidzieć. Pingwinek siedział na ławce sztywno, starając się nie wykonywać nawet najmniejszych ruchów. Czuł ucisk w podbrzuszu, powoli przeradzający się w ból, a szum fontanny tylko potęgował uczucie potrzeby natychmiastowego skorzystania z toalety. Skrzydła pingwinka drżały, w oczach zbierały się powstrzymywane łzy.
- Kowalski, chcesz coś do picia? - zagadnął go pan Janusz. Pingwinek pokręcił głową. - Na pewno?
- Naprawdę, nie chcę. - odpowiedział Kowalski, starając się, żeby głos mu nie zadrżał, ale zdradziły go łzy lecące po policzku.
- Kowalski, płaczesz? Co się stało? - pingwinek wybuchnął nerwowym szlochem. Cały się trząsł, nie był w stanie odpowiedzieć na zadane przez wujka pytanie.
- Czy... Możemy poszukać toalety? - poprosił wreszcie.
- Przecież byłeś w ubikacji ledwie pół godziny temu.
- Tak, tylko ja wtedy nic nie.. - Kowalski przerwał. - Proszę... - dodał spanikowany.
- Chodź. - pan Janusz wyciągnął dłoń do Kowalskiego.  - Wytrzymasz jeszcze chwilkę? - pingwinek pokręcił przecząco głową. Naprawdę był już na skraju wytrzymałości. Wujek wziął Kowalskiego na ręce mimo nieśmiałych protestów i chwilę potem zamknął za sobą drzwi toalety publicznej, która na szczęście znalazła się w pobliżu. Ku przerażeniu pingwinka wszedł z nim do kabiny i kucnął nad "sedesem", przytrzymując Kowalskiego nad toaletą. Pingwinek obejrzał się na pana Janusza coraz bardziej zawstydzony.
- Nie będę patrzeć. - obiecał wujek. Kowalski ciągle popłakiwał cichutko. Ból w podbrzuszu był okropny, nie mógł wziąć głębszego oddechu. Poleciało mu i w pierwszej chwili nawet nie próbował się powstrzymywać, ale po chwili zacisnął oba skrzydła w kroczu i rozpłakał na dobre.
- Nie mogę... - zaszlochał rozpaczliwie. - Wstydzę się.
- Kowalski, wiesz, że mnie się wstydzić nie musisz.
- Wiem, ale... nie potrafię... - zaszlochał pingwinek. Odetchnął głęboko, starając przekonać samego siebie, że naprawdę nie ma się czym przejmować. Spróbował się rozluźnić i do sedesu poleciała obita struga. Kowalski spłonął rumieńcem, mając wrażenie, że zaraz spali się ze wstydu. Ale z drugiej strony ulga była niemalże zbawienna.