Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 10 marca 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Czekałam na ciebie. - odezwała się Katje, siedząc na trawie przed Kaer Morhen, kiedy Yennefer wyszła na zewnątrz. Dziewczyna wstała z trawy i złożyła ręce na piersi. - Coś cię najwyraźniej zatrzymało.
- Wybacz słoneczko. - czarodziejka uśmiechnęła się ciepło. - Straciłam poczucie czasu. - Katje odwzajemniła uśmiech i w przypływie odwagi mocno przytuliła się do mistrzyni.
- A to za co? - roześmiała się Yennefer.
- Po prostu. - wyszeptała dziewczyna, wtulając twarz w czarne loki czarodziejki. - Chodźmy. - dodała po chwili.
- Nawet nie spytasz gdzie byłam? Co robiłam? - droczyła się z adeptką Yennefer.
- Przecież i tak byś odpowiedziała wymijająco. - odparła Katje.
- Prawda. - czarodziejka skinęła głową. Obie ruszyły stronę lasu.
- Kiedyś mi to przeszkadzało, te twoje tajemnice... - zaczęła rozmowę dziewczyna. - Wymagałaś od uczennic szczerości i obiecywałaś być tak samo szczera wobec nich, ale ja zawsze miałam wrażenie, że są rzeczy, które przede mną ukrywasz. Teraz wiem, że jeśli będziesz chciała mi coś powiedzieć, to powiesz bez pytania. - Yennefer uśmiechnęła się, a Katje zauważyła, że kiedy uśmiecha się w ten sposób jest jeszcze piękniejsza niż na co dzień. Nawet na twarzy jej surowej nauczycielki uśmiech wyglądał prześlicznie.

Katje zrzuciła z nóg trzewiki, ledwo znalazłszy się nad rzeką i od razu wbiegła do wody, mocząc lamówkę granatowej sukni. Yennefer usiadła na trawie przy brzegu rzeki, tak aby łagodne fale obmywały jej stopy i zatopiła się w lekturze jednego z tomów, zabranych ze sobą. Co jakiś czas spoglądała spod opuszczonych powiek na Katje. Wspólne wyjście najwyraźniej sprawiało dziewczynie sporo frajdy. Zdążyła upleść wianek z polnych kwiatów - chabry wspaniale współgrały kolorem z jej sukienką - teraz próbowała zrobić gwiazdę, ale tak jak za każdym razem, tak za tym też wylądowała na trawie. Yennefer złapała się na tym, że otwarcie obserwuje uczennicę. Dziewczyna wydawała się najszczęśliwsza właśnie tu- w Kaer Morhen. Czarodziejka przyglądała się jej roześmianej twarzy upstrzonej piegami i otoczonej łagodnymi falami czekoladowych włosów. Kobieta spojrzała w niebo, na słońce, które powoli zaczynało zachodzić. Lato przemijało, niedługo zacznie się jesień. Jak jej adeptka zareaguje na wiadomość, że będą musiały wyjechać? Oczywiście obie. Yennefer nie chciała teraz o tym myśleć, wolała odwlec te chwilę jak tylko się da. Wstała ze swojego miejsca i ułożyła się na miękkiej trawie obok Katje.
- Wzięłaś ze sobą sporo książek... - odezwała się dziewczyna. - Pracujesz nad jakimś nowym zaklęciem?
- Bynajmniej. - roześmiała się Yennefer. - To żadne grymuary, tylko zwykłe czytadła, ”Imię Orchidei”, ”Jednoroczny wdowiec”.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z panią Yennefer? - roześmiała się Katje.
- Stwierdziłam, że i mnie przyda się odrobina odpoczynku. - odpowiedziała czarodziejka.
- Zawsze myślałam, że jesteś zbyt zajęta, żeby zajmować się czymś tak niepraktycznym jak literatura piękna.
- Bo byłam zajęta. A teraz nie jestem.
- Parę tygodni temu wstałam z łóżka i zorientowałam się, że... nie wiem, co dalej. Nie mam żadnego planu, celu. i wiesz co? Spodobało mi się to. Wreszcie mogłam przestać myśleć o polityce i skupić się na tym, co jest ważne dla mnie. Podoba ci się w Kaer Morhen, prawda?
- Krajobrazy są piękne, a miasteczka urokliwe. - odpowiedziała Katje.
- Ale? - dziewczyna spojrzała na czarodziejkę.
- Ale czegoś mi tu brakuje. W świątyni matki Nenneke nigdy nie wiedziałam czego się spodziewać. - Katje podniosła się do pozycji siedzącej. - Tutaj codziennie robimy to samo. Zielarstwo, anatomia, jeszcze więcej zielarstwa. Żadnej praktyki w uzdrawianiu. Jak mam być dobrą uzdrowicielką, kiedy jeszcze nigdy nie próbowałam tego robić?
- A chcesz spróbować? - spytała Yennefer, wyjmując spomiędzy fałdów sukni nóż i zanim Katje zdążyła zaprotestować nacięła sobie skórę na nadgarstku, nawet nie syknąwszy przy tym z bólu.
- Proszę. Dobrze wiesz co masz robić, uczyłam cię tego. - dziewczyna spojrzała na kobietę, potem powoli ujęła jej dłoń w swoją, przyłożyła palce do nacięcia i wysłała swoje zmysły w głąb ciała nauczycielki. Wyczuwała przede wszystkim ból, ale ból można było łatwo złagodzić, co też zrobiła. Potem zabrała się za leczenie rany. Najpierw skłoniła tkanki do ponownego zrośnięcia się, potem to samo zrobiła ze skórą. Kiedy puściła dłoń Yennefer nie było widać nawet śladu po nacięciu nożem.
- Świetnie sobie poradziłaś. - powiedziała czarodziejka, oglądając nadgarstek. - Jesteś urodzoną uzdrowicielką. W akademii czarodziejek dostałabyś za to najwyższe noty.
- Akademii... czarodziejek?
- Owszem. Nie chciałam ci tego mówić dopóki nie będę absolutnie musiała, ale wraz z końcem lata będziemy musiały wyjechać. Na wyspę Thanedd. W Aretuzie studiuje dwanaście najwybitniejszych uczennic i dostałam polecenie stawienia się tam razem z tobą na początku semestru. Nie jestem tym specjalnie zachwycona, ale nie mam nic do powiedzenie w tej sprawie. Adeptki mają zakaz opuszczania wyspy. Jeżeli ktoś postronny ma sprawę do czarodziejek, to może się dostać jedynie do Loxii na najniższy poziom szkoły. Nie będę mogła być przy tobie całymi dniami.
- Przestaniesz być moją mistrzynią?
- Nie kruszynko. Twoją mistrzynią nie przestanę być nigdy. Po prostu nie będę cie dalej uczyć. Zastąpią mnie rektorki. Jest to dla ciebie ogromna szansa, ale... ja tego nie chciałam. Nie powinni mi cię odbierać Katje. ale decyzji rektorów nie zmienię. Wyjedziemy pierwszego dnia jesieni. - dziewczyna spuściła głowę. Chciała krzyczeć, awanturować się i płakać, ale wiedziała czego oczekuje od niej czarodziejka.
- Tak pani Yennefer. - odpowiedziała spokojnie.
  • awatar gość: Ktoś tu chyba grał w ,,krew i wino" ☺
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›