Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 28 lutego 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Yennefer otarła oczy skrawkiem szalika i spojrzała na milczącą Katje.
- Uciekłaś im. - odezwała się dziewczyna. - Co było dalej? Ja... Przepraszam, muszę wiedzieć.
- Siły wystarczyło mi tylko na jedno zaklęcie, więc nie widziałam innego wyjścia jak teleportować się gdzieś daleko. Pech chciał, że wylądowałam w oddalonej o parę staj wsi, skąd znowu musiałam uciekać. Zaszyłam się w jakimś zagajniku i przeleżałam w krzakach trzy dni, dopóki nie znalazł mnie wiedźmin. Wtedy pierwszy raz spotkałam Geralta...

Yennefer z trudem wlokła się pomiędzy drewnianymi domami. Całe szczęście nikt nie zwracał na nią uwagi. Splątane czarne loki opadały kaskadą na twarz, nie miała siły ich odgarnąć. Połamane żebra promieniowały bólem na całe ciało przy każdym, najmniejszym nawet oddechu. Dłonie jej drżały. Nie mogła się leczyć, nawet czarami. Nie miała na to siły. Potknęła się o kamień wystający z polnej drogi i padła ciężko na trawę, nieudolnie podpierając się dłońmi. Wstać już nie mogła. Zamknęła tylko oczy, błagając siły niebieskie o śmierć.
- Vesemirze, poczekaj. - czarodziejka z trudem uniosła powieki, słysząc męski głos. Było jasno, świeciło słońce, ale nie wiedziała jak długo leżała na trawie w zarośniętym zagajniku. Pochylał się nad nią białowłosy mężczyzna, a po jego stroju poznała, że był wiedźminem. Zresztą mogła to łatwo wyczytać z jego oczu.
- Zabij mnie. - poprosiła niemalże szeptem.
- Nie. - odpowiedział wiedźmin. - Tego nie zrobię. - delikatnie wsunął dłoń pod jej plecy, drugą pod kolana i podniósł bezwładną kobietę z ziemi. Yennefer jęknęła z bólu, niemal od razu tracąc przytomność.
Jak przez mgłę pamiętała jazdę konno i obejmujące ją ramiona mężczyzny. Kiedy odzyskała jako taką świadomość leżała w szerokim łóżku w niewielkim pokoju. Przez okno wpadały promienie słoneczne. Yennefer niepewnie poruszyła palcami lewej ręki. Tutaj wszystko było w porządku. Wobec tego podniosła rękę i przesunęła palcami po klatce piersiowej. Żebra były każde na swoim miejscu. Czarodziejka gwałtownie poderwała się do pozycji siedzącej i sięgnęła dłonią do karku. Wyczuła pod palcami bliznę w znajomym kształcie krzyża i topora, ale bliznę, nie żywą skórę, lepką od krwi. Zaraz potem uświadomiła sobie, że musiała ją oglądać uzdrowicielka. Powoli wstała z łóżka i zrobiwszy kilka niepewnych kroków, zbiegła po schodach na dół i wypadła na dziedziniec. Rozejrzała się dookoła. Kaer Morhen. No tak, gdzie indziej mógłby zabrać ją wiedźmin?
- Yenna! - rudowłosa postać dopadła czarodziejki i przytuliła. - Yenna, ty żyjesz.
- Triss... - wyszeptała Yennefer. - Najdroższa... - kobieta również objęła przyjaciółkę.
- Nie wierzę, że dałaś się złapać w objęcia Inkwizycji, to do ciebie niepodobne. Gdyby nie Geralt... - Triss przyłożyła dłoń do ust. Nie chciała o tym myśleć. - Co oni ci zrobili.
- To co robią każdej wiedźmie. - odpowiedziała Yennefer.

- Po tym zdarzeniu już nigdy nic nie było takie samo. - kontynuowała opowieść Yenefer. - Nie ze świadomością, że moja adeptka umarła na moich oczach. Z Kaer Morhen wyjechałam tak szybko jak mogłam. Trafiłam na wojnę domową i zaczynałam się powoli przyzwyczajać, że takie zdarzenia się mnie trzymają. Pogrzebałam ich żywcem, tak jak oni chcieli żywcem spalić mnie na stosie.  Osiadłam w Vengerbergu, gdzie nikt nie wiedział kim naprawdę jestem. To wszystko, koniec historii.
- Zaraz, a Triss? - spytała Katje. - Wyraźnie zaznaczyłaś, że była twoją przyjaciółką, a teraz ma przyjechać do Kaer Morhen i nie przejawiasz zbytniej radości z powodu tej wizyty.
- A to już inna opowieść. - odpowiedziała czarodziejka. - Tej nie usłyszysz. A przynajmniej nie z moich ust. Późno już, wracamy. - dodała, przybierając swoją zwykłą barwę głosu.

Yennefer stała na dziedzińcu Kaer Morhen, obejmując ramieniem Katje. Obok stała Ciri z Geraltem, a jeszcze dalej Vesemir.
- No proszę, jakie miłe powitanie. - odezwała się Triss Merigold, wjeżdżając na dziedziniec i zsuwając się z siodła. - Jakże miło was znowu zobaczyć. Yennefer... - czarodziejka ledwo zauważalnie skinęła głową i to samo zrobiła jej rudowłosa przyjaciółka, krzywiąc się. - Katje, siostrzyczko. - Triss znowu rozjaśniła się w uśmiechu i mocno przytuliła do siebie dziewczynę, która wydawała się być średnio tym zachwycona. Potem spojrzała na Geralta, uśmiechając się. Yennefer posłała im ponure spojrzenie.
- Chcecie chwilę dla siebie? - spytała.
- Przepraszam, nie chcieliśmy cię... - zaczął Geralt, ale czarodziejka mu przerwała.
- Wiem, po prostu pytam. Chcecie chwilę dla siebie? - powtórzyła.
- Tylko, jeśli naprawdę nie masz nic przeciwko. - Yennefer odwróciła się i dostojnym krokiem przeszła kawałek dalej, cały czas miała jednak na oku wiedźmina i słyszała każde słowo. Katje podreptała za nią. Czekały na nią codzienne obowiązki, a towarzystwo rudowłosej nie było wcale miłe. Dziewczyna nie miała pojęcia, co zaszło między czarodziejkami, ale przecież w końcu się tego dowie. Ciri wydawała się wiedzieć coś więcej i Katje postanowiła gruntownie ją wieczorem przepytać.
- Mówiłeś jej? - odezwała się Triss. - Nieźle to przyjęła. Albo po prostu chce, żebyśmy tak myśleli.
- Długo cię tu nie było, co? - odezwał się Geralt.
- Za długo. Jak komnata gościnna? Coś się zmieniło?
- Łóżko. Łóżko się popsuło.
- Nie szkodzi. - uśmiechnęła się Triss. - Możemy spać na podłodze. Rozłożymy sobie skóry i... - czarodziejka przerwała, kiedy Yennefer postanowiła zasymulować nagły atak kaszlu.
- Lepiej już chodźmy. - powiedział Geralt. Triss uśmiechnęła się cierpko i skierowała się w stronę wejścia do twierdzy, po drodze obrzucając Yennefer niemalże morderczym wzrokiem.
ilya-dykov-untitled-1.jpg
  • awatar Iwona: Przeczytałam Twoje opowiadanie od poczatku. Nie mogę doczekać sie rozwikłania tajemnic :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Choć Triss wygląda na miłą, tak jak widziałam ją na fanartach i innych grafikach, to już nie bardzo ją lubię :P.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›