Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 27 lutego 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Katje podniosła głowę znad notatek, słysząc tętent końskich kopyt na żwirowej dróżce, prowadzącej do Kaer Morhen. Odłożyła pióro i zamknęła książkę o Inkwizycji, kupioną na targu, bliżej podsuwając sobie podręcznik z anatomii. Spodziewała się za chwilę zobaczyć czarnego konia Yennefer i samą nauczycielkę i nie pomyliła się. Chwilę potem na dziedziniec rzeczywiście wpadła klacz czarodziejki, a kobieta zwinnie zeskoczyła z końskiego grzbietu. Katje natychmiast poderwała się z trawy i pognała w stronę Yennefer. Chciała krzyczeć i wołać nauczycielkę, ale w gardle dławiły ją łzy, które też nie dały jej wykrztusić najmniejszego nawet słowa. Yennefer pogładziła klacz po miękkich chrapach i zdjęła siodło z jej grzbietu, a w następnej chwili stęknęła, bo zderzyła się z nią drobna postać, która biegła ku niej. Ktoś objął ją w talii ramionami; szlochając i wyrzucając z siebie słowa pozbawione sensu, Katje witała w ten sposób swoją mistrzynię, nauczycielkę i przyjaciółkę. Yennefer poklepała ją łagodnie po plecach, a stwierdziła przy tym, ku własnemu zdziwieniu, że i po jej policzku spłynęła łza.
- Już jestem, kruszynko. - wyszeptała, obejmując Katje i przytulając mocno. - No już, puść mnie, jedyne o czym teraz marzę to kąpiel. - powiedziała, zdejmując z siebie ubłocony i poszarpany płaszcz. - No i winna ci jestem wyjaśnienia. Jutro chyba wybierzemy się nad rzekę, co ty na to? Malutka?
- Tak, dobrze. - Katje otarła łzy. - Ale więcej już nie wyjedziesz?
- Nie. - obiecała Yennefer. - Coś mi się zdaje, ze obie potrzebujemy dnia wolnego od zajęć i obowiązków. - dziewczyna uśmiechnęła się. Oj tak, potrzebowała. A to, że pod nieobecność czarodziejki nauka jej nie szła... To nie musiała przecież przyznawać się do tego przed kobietą.

Katje biegła przez las z torbą pełną książek, przerzuconą przez ramię. Wśród podręczników i książek o zielarstwie, znajdował się też dobrze ukryty tom o wiedźmach i czarach. Miała nadzieję przeczytać choć kilka stron, a przy odrobinie szczęścia Yennefer uzna, że dziewczynę bez reszty pochłonęło zielarstwo, albo ludzka anatomia. Czarodziejka szła dostojnym krokiem kawałek za nią, niosąc kosz pełen jeszcze ciepłych bułek, sera, wina i winogron. Rzeka nie była daleko, właściwie był to niewielki strumień, ale już sam szum wody uspokajał i nastrajał do rozmowy. Katje natychmiast rzuciła torbę z książkami pod najbliższe drzewo i zrzuciwszy z nóg trzewiki, wbiegła do strumienia. Yennefer postawiła kosz na trawie i po krótkim namyśle zrobiła to samo. Celowo zrezygnowała z wysokich sznurowanych butów na rzecz prostych i lekkich trzewików. Woda była orzeźwiająco chłodna i miło było chwilę pobrodzić przy brzegu. Katje zajęła się splataniem wianków z polnych kwiatów i chwilę potem jeden z nich wsunęła na głowę nauczycielce.
- Jesteś śliczna. - stwierdziła dziewczyna. - Zawsze jesteś.
- Czy ty mnie próbujesz jakoś podejść? -spytała Yennefer. - Lepiej od razu powiedz czego ode mnie chcesz, bo takie podchody zwyczajnie mnie nudzą. Zresztą nie muszę wcale pytać, widziałam jaki książki cię ostatnio interesują. Naprawdę chcesz to wszystko wiedzieć?
- Chcę wiedzieć wszystko o tobie. - odpowiedziała stanowczo Katje. - Ile ty właściwie masz lat?
- Dziewięćdziesiąt cztery. - odpowiedziała czarodziejka. Dziewczyna zamilkła i uważniej przyjrzała się twarzy nauczycielki. Wcale na tyle nie wyglądała.
- Wiem nad czym się zastanawiasz. To magia utrzymuje ciała czarodziejek wiecznie młode. Wiesz przecież o tym, że żyjemy dłużej niż zwykli ludzie. Ale nie o tym chcesz słuchać, prawda? - Katje skinęła głową. - Ciri wcale nie była moją pierwszą adeptką. To było dawno i czasy są teraz inne, ale miałam wcześniej jeszcze jedną uczennicę. Mówili do nie wtedy szanowna Yennefer. Chcieli, żebym doradzała królowi.
- To ostatnie zmyśliłaś. - odezwała się Katje. Czarodziejka roześmiała się.
- Oczywiście, ze tak. - odpowiedziała i zaraz na nowo spoważniała. - Ostrzegam, że to straszna historia, ale jeśli masz ochotę słuchać, to posłuchaj.

Siedemnastoletnia dziewczyna w czarnym płaszczu, przemykała ulicami miasta, wymarłego, jak codziennie po zmroku. Wreszcie stanęła przed drzwiami starej, zaniedbanej kamienicy i zsunąwszy kaptur z głowy weszła do środka.
- Nikt cię nie widział mam nadzieję. - odezwała się kobieta, stojąca przy oknie.
- Oczywiście, że nie, pani Yennefer. - dziewczyna zdjęła płaszcz. - Wzywałaś mnie.
- Wzywałam, bo oni już wiedzą. - Yennefer odwróciła się od okna. - Nie wolno ci się ze mną więcej widywać, rozumiesz? Ja to robię dla twojego dobra. A nic dobrego nie przyjdzie ci z tego, że zostaniesz zaszlachtowana w jakimś ciemnym zaułku. - czarodziejka przerwała, wyglądając zza firanki. Przed kamienicą właśnie zbierał się tłum mieszczan z pochodniami, widłami i krzyżami w dłoniach. - Musisz stąd iść. Wyjdź tylnym wejściem, nikt nie powinien cię wtedy zobaczyć. Nie chcę cię tu widzieć! Uciekaj! - czarodziejka popchnęła dziewczynę w stronę wejścia kuchennego, a sama wzięła głęboki oddech i wyszła przed dom, prosto w tłum z pochodniami. Chwilę potem wśród płomieni pojawiło się kilka fioletowych iskierek, które jednak szybko zgasły. Rudowłosa dziewczyna biegła przed siebie, co jakiś czas oglądając się na mistrzynię, dopóki nie wpadła na przypadkowego przychodnia, który jak się okazało, wcale przypadkowy nie był
- Co teraz, mała wiedźmo? - odezwał się. Yennefer podniosłą głowę, kiedy przez zamieszanie na placu, przebił się rozpaczliwy krzyk jej adeptki i suchy dźwięk łamanych kości. Czarodziejka rzuciła się w stronę skąd dochodziły wrzaski i krzyki. Wreszcie dopadła nieruchomego ciała uczennicy i opadła przy nim na kolana. Dziewczyna oddychała, ale spustoszenia w jej organizmie nie dało się już naprawić, nawet mocą uzdrowicielską. Czarodziejka pochyliła głowę w niemej żałobie, kiedy serce dziewczyny przestało bić. Po jej policzku spłynęła łza.
- Tu jest, brać ją! - natychmiast poderwała głowę, słysząc zbliżających się mieszczan. Jeden z nich dopadł do niej, boleśnie wykręcając jej ręce do tyłu. Yennefer krzyknęła. - To ona zabiła niewinną dziewczynę! - krzyknął znowu ten sam mężczyzna. - Wszyscy wiemy, że to wiedźma na usługach diabła! Na stos z nią! - czarodziejka usiłowała się wyrwać. Żeby użyć przeciwko mieszczanom czarów musiała mieć wolne ręce, a oni o tym wiedzieli. Jeden z nich uderzył ją w twarz. Czarne loki zafalowały i opadły na policzki. Poprowadzili ją do piwnicy jednego z ich domów, a ona nie próbowała się już opierać. Łzy strumieniami spływały po policzkach, a ona nie zareagowała nawet, kiedy brutalnie zrzucili ją ze schodów i torturowali. Połamane żebra, palce i bezlitosne kopanie było niczym w porównaniu z utratą niewinności i godności. Podtapianie było próbą sprowokowania jej do użycia czarów, żeby mogli zyskać jakiś konkretny dowód na to, że jest wiedźmą. Nie zamierzała im go dać. Po pięciu dniach przestała płakać nad adeptką, zabitą przez jednego z nich. I tak nie mogła jej w żaden sposób pomóc. Po dziesięciu dniach przestała czuć ból, po około piętnastu przestali ją torturować. Jeden z nich wszedł do piwnicy  towarzystwie dwóch innych, niosąc rozpalony do czerwoności drut. Odgarnął jej włosy z karku. Yennefer zawyła rozpaczliwie, kiedy metal dotknął jej skóry, ale zaraz zatkali jej usta brudną szmatą. Znowu zaczęła płakać i szarpać się, usiłując im uciec, albo chociaż odczołgać się w jakiś bezpieczny kąt. Nic z tego.
- Dziś wieczorem, wiedźmo. - odezwał się mężczyzna. - Całe miasto przyjdzie oglądać jak zdychasz. - przyszli po nią wieczorem. Nie opierała się. Dała się im prowadzić przez rynek pełen ludzi, rzucając im tylko spojrzenia pełne pogardy i nienawiści. Stos drewna polali oliwą i kiedy już stała przykuta za kostki do drewnianego pala, podpalili. Wcześniej rozwiązali jej ręce i skuli łańcuchem. To był ich błąd. Mogła o wiele swobodniej poruszać nadgarstkami. A na jedno zaklęcie siły jej jeszcze starczyło.
Yennefer kończyła opowiadać, zalewając się łzami.
- Umarła na moich rękach. - powiedziała, ocierając twarz czarnym szalikiem. - A mnie - ich szanowną Yennefer - usiłowali spalić na stosie, wcześnie torturując aż do utraty przytomności. Chociażby ze względu na mnie, nigdy nie popełnij mojego błędu. Nie zaufaj zwykłemu człowiekowi na tyle, żeby mógł cię w jakikolwiek sposób skrzywdzić. - Katje nie odpowiedziała. Nie potrafiła. Yennefer odgarnęła włosy z karku i pokazała uczennicy wyraźnie widoczną bliznę w kształcie krzyża splecionego z toporem. - To pamiątka po czasach Inkwizycji. - powiedziała jeszcze Yennefer. Katje odwróciła wzrok. Wyraźnie czuła ból pozostały po tamtych latach, choć czasy Inkwizycji dawno minęły.
d1ee2c517395d360a2bde4588e8e63de.jpg
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: No to Katje w końcu dowiedziała się tego co chciała... Szkoda, że akurat w takim momencie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›