Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 24 lutego 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Yennefer wyszła z powrotem na dziedziniec Kaer Morhen przebrana w strój do jazdy konnej i wyprowadziła ze stajni swojego wierzchowca. Katje momentalnie znalazła się przy niej, ze stertą podręczników w ramionach i ukrytą pomiędzy nimi niewielką książeczką o Inkwizycji.
- Gdzie jedziesz? - spytała.
- Nie wiem. - odpowiedziała szorstko czarodziejka. - Gdzieś daleko. Tutaj nie wytrzymam ani chwili dłużej.
- Mogę z tobą? - Yennefer bez słowa usiadła w siodle i spięła wierzchowca.
- Przepraszam Katje. - powiedziała łagodnie i pogalopowała przed siebie.
- Pani Yennefer! - zawołała za nią dziewczyna. Podręczniki wylądowały na ziemi, a Katje pobiegła kawałek za czarodziejką. - Pani Yennefer! - krzyknęła znowu, zaczynając płakać. Drżała targana spazmami płaczu, ciągle wpatrując się w ścianę lasu, gdzie zniknęła Yennefer, jakby miała nadzieję, że kobieta za chwilę wyjdzie  zza drzew z uśmiechem na twarzy i poinformuje dziewczynę, że wreszcie udało jej się z niej zażartować. Prawdę mówiąc sama w to nie wierzyła. Katje ukryła twarz w dłoniach, szlochając żałośnie. Dlaczego Yennefer ją przepraszała? W ogóle... Dlaczego wyjechała? Czy to przez nią? A może wszystkiemu winien był złośliwy los? Katje uspokajała się powoli, a wreszcie podkasała suknię i pognała prosto do swojej komnaty, gdzie zabarykadowała się na resztę popołudnia.
- Katje... - odezwała się Ciri, stając w drzwiach komnaty w porze obiadowej. - Katje, zejdziesz coś zjeść? - spytała. Dziewczyna nie odpowiedziała. Zwinęła się tylko w jeszcze ciaśniejszy kłębek na łóżku.
- Katje, Yennefer na pewno...
- Przestań. - przerwała jej przyjaciółka. - Idź sobie. Nie chcę obiadu, zjem dopiero kolację.
- W porządku. - odpowiedziała Ciri i wyszła, zamykając za sobą drzwi komnaty. Katje przewróciła się na drugi bok i spojrzała na stos podręczników, które Ciri pozbierała z trawy i przyniosła jej do pokoju. Mała książeczka o Inkwizycji też była miedzy nimi. Dziewczyna wbrew sobie wzięła ją do ręki i przesunęła palcami po literach tytułu. Co takiego było w tej książce, że Yennefer... po prostu uciekła. Katje otworzyła delikatną i kruchą książeczkę na pierwszej stronie i zaczęła czytać. Wiedziała, że jej mistrzyni by tego nie pochwaliła. Dała jej wyraźnie do zrozumienia, ze nie jest to lektura dla niej, niemniej dziewczyna musiała wiedzieć co takiego działo się w życiu jej nauczycielki i mistrzyni, ale także... starszej przyjaciółki. I miała nadzieję, że ta książka jej w tym pomoże.
Na niebie już dawno pojawił się księżyc, ale Katje nada - mimo zmęczenia - wodziła wzrokiem po niewielkich literach. W niektórych miejscach ciężko było je odczytać, ale przekaz był dla niej jasny. Książka ukazywała kobiety posługujące się czarami jako wiedźmy - istoty półdemoiniczne, kobiety mająca związek ze złymi mocami. W chrześcijańskich wierzeniach ludowych przyjmowano, że zdolność czarowania nabywa się przez podpisanie umowy z szatanem. Katje prychnęła. Przecież to zwykła bzdura! Wiedźmy najczęściej ginęły w wyniku procesu o czary. A jeśli taki proces przeżyły w większości były spalane na stosach. Katje gwałtownie zatrzasnęła książkę. Samo czytanie o tym sprawiało, że się bała. Co w takim razie czuła Yennefer? Widziała przecież reakcję czarodziejki, kiedy podszedł do niej Geralt. Czy Yennefer naprawdę przeżyła coś takiego? Najlepszym wyjściem było by zapytanie jej o to wprost, ale to było przecież trudne pytanie. Katje jęknęła. Potrafiła wyobrazić sobie reakcję nauczycielki. Albo by się na nią rozzłościła i kazała napisać dodatkowy referat, albo szybko odpowiedziałaby, ze to nie jej sprawa i skierowała rozmowę na inne tory. Katje ułożyła się wygodnie na łóżku. Co mogła zrobić, żeby czarodziejka się przed nią otworzyła? Ufała jej najbardziej ze wszystkich, była przecież jej mistrzynią, ale nie była pewna, czy Yennefer ufa jej równie mocno. wreszcie zmęczona rozmyślaniami, zasnęła.

- Chciałabym dzisiaj pojechać do miasta. - odezwała się Katje przy śniadaniu. - Jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko temu. - dziewczyna podniosła wzrok na Geralta.
- Możesz jechać. - odpowiedział wiedźmin. - Pod warunkiem, że nie będziesz używać czarów. Wiesz, że ludzie tego nie lubią.
- Tak, wiem. - odpowiedziała Katje. ”Aż za dobrze.” dodała w myślach, wspominając książkę ukrytą bezpiecznie pod poduszką. Zaraz po śniadaniu osiodłała konia i obiecawszy opiekunom, że będzie na siebie uważać pocwałowała w stronę miasta. Chciała poszukać książek z których mogłaby się uczyć, a przy okazji kupić trochę ziół, gdyby któryś  z wiedźminów po powrocie chciał znać powód tego nagłego wyjazdu do miasteczka.
Katje powoli przechadzała się pomiędzy straganami, szukając tego, który widziała ostatnio, podczas pobytu w mieście z Geraltem i Ciri. Wreszcie przystanęła przy starszej kobiecie, przed którą wprost na ziemi leżało całe mnóstwo książek.
- Taką panienkę jak ty pewnie interesują przygody. - odezwała się kobiecina. - I romanse, mam rację?
- Interesują mnie książki o inkwizycji. - odpowiedziała Katje. - Dostanę takie?
- Mam trzy. - powiedziała staruszka. - Panienka w twoim wieku nie powinna interesować się wiedźmami i magią.
- Wezmę wszystkie trzy. - przerwała jej Katje, odpinając od paska sakiewkę pełną monet. dostawała pieniądze od Yennefer, ale do tej pory nie miała na co je wydać, dzięki czemu teraz mogła kupić książki. Staruszka mamrotała coś jeszcze pod nosem, ale przyjęła pieniądze i Katje wzięła od niej trzy tomy. Potem powędrowała przez rynek w poszukiwaniu stoiska zielarza. Nie rozglądała  się zbyt uważnie, ale w pewnym momencie jej uwagę przykuła postać w czarnym płaszczu. Był środek lata, zdecydowanie za ciepło na płaszcz. Katje gwałtownie wciągnęła powietrze, dostrzegając także kilka czarnych loków, wysuwających się spod kaptura. Miała ochotę krzyczeć i rzucić się nauczycielce na szyję, ale powstrzymała się, słysząc w głowie głos Yennefer. ”Nie podchodź do mnie. Wiem, że tak nagle wyjechałam. Postaram się wszystko ci wytłumaczyć po powrocie.” Katje uśmiechnęła się lekko i skinęła głową. ”Tak, pani Yennefer.” wysłała w odpowiedzi i spojrzała na kobiecą sylwetkę w czarnym płaszczu, która właśnie znikała za rogiem jednego z nielicznych budynków.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›