Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 lutego 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 
Od wtorku jestem już w domu i naprawdę czuję się o wiele bardziej komfortowo niż w szpitalu. Co prawda dostęp do swojego pokoju mam ograniczony, bo po schodach nie wyjdę na górę za nic, ale jakoś mi to nie przeszkadza. Na dole też jest przyjemnie. Zwłaszcza w porze obiadowej, kiedy nasze cudowne kucharki zaczynają przygotowywać obiad. A w duecie w kuchni są niesamowite. Nogę mam unieruchomioną, ale przy chodzeniu i tak odczuwam ból. I pani doktor i pani Irena twierdzą, że to przejdzie. Ja tam już zdążyłem się przyzwyczaić, ale wrażenie i tak jest dokuczliwe. Plusów za to jest cale mnóstwo. Ze studiami oczywiście dałem sobie spokój i to jest chyba najlepsza decyzja jaką podjąłem przez ostatnie pół roku, więc nie muszę chodzić na uczelnię, wreszcie mogę się wyspać no i mam tyle wolnego czasu, że nie wiem co z nim robić. Wspominałem już, że po schodach nie daję rady skakać, więc Katie pozwoliła mi spać na kanapie w salonie i urządziłem tam sobie naprawdę wygodne gniazdko. Do półki z książkami blisko, a więcej niczego mi do szczęścia nie potrzeba. Szkoda tylko, że przed południem jest tak strasznie nudno, bo wszyscy siedzą w szkołach, albo - w przypadku pani Ireny - w pracy. Za to wczoraj wieczorem naprawdę się działo. Szef wrócił ze szkoły, krzycząc, że kolega pożyczył mu grę, więc on sobie na wieczór zajmuje odtwarzacz video. Troszkę mi to rujnowało plany, chciałem oglądać "Doktora House'a", ale kiedy zobaczyłem jaką grę przyniósł, stwierdziłem, że będę grać z nim. A przyniósł Wiedźmina. Kate po powrocie stwierdziła, że się do nas dołączy, bo ona też od dawna chce w to zagrać, więc wszyscy pozamykali się w pokojach, żeby jak najszybciej mieć za sobą naukę i zadania domowe. Aż się pani Irena dziwiła dlaczego w domu jest tak cicho, skoro wszyscy powinni już być. To był cudowny wieczór. Wszyscy siedzieliśmy w salonie, Szef grał w grę, potem dał mi, Kate stwierdziła, że jesteśmy niesprawiedliwi, bo dyskryminujemy kobiety, a ona też chce. No i mieliśmy gorącą czekoladę i sernik oreo na deser. I nikomu nie przeszkadzało, że siedzimy do późna, nikt nie krzyczał, że mamy się kłaść, bo jutro nie wstaniemy, wręcz przeciwnie. Oby jak najwięcej takich rodzinnych chwil.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Ale super! :D. Bardzo fajnie, że wróciłeś do domu. Noga na pewno Ci przejdzie. Ja miałam złamaną rękę i szybciutko się zrosła choć złamanie było dość nieciekawe... Wiem, że Ty tylko skręciłeś nogę i uszkodziłeś mięśnie i ścięgna, ale to też pewnie było paskudne... Fajny mieliście wieczór ^^.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

abc.atlant
 
Katje stała przed Yennefer prawie na baczność, recytując z pamięci układ poszczególnych kości szkieletu człowieka. Czarodziejka kiwała głową dając jej do zrozumienia, że porządnie przyłożyła się do obowiązków.
- Więc jednak ominie cię karne wypracowanie. - stwierdziła. - Szkoda. Byłam ciekawa co napiszesz na temat ludzkiej anatomii.
- Ja... Ja to wypracowanie mogę napisać. - odpowiedziała dziewczyna. - Wczoraj nie byłaś ze mnie zadowolona.
- Nie trzeba. I bez tego mamy wiele do zrobienia. - kącik ust Yennefer drgnął, jakby czarodziejka chciała się uśmiechnąć. - Czym chciałabyś się dzisiaj zająć?
- Czy mogłybyśmy wyjść na zewnątrz? - poprosiła Katje. - Jest piękna pogoda. Ciri też ćwiczy dziś na dziedzińcu.
- Pod warunkiem, że weźmiesz ze sobą książki i zajmiesz się obowiązkami. - zgodziła się kobieta.
- Oczywiście, pani Yennefer! - Katje rozpromieniła się momentalnie.
Chwilę później Yennefer z westchnieniem opadła na krzesło, wykładane miękkim pluszem, które na jej prośbę jeden z wiedźminów przebywających czasowo w Kaer Morhen, wyniósł na dziedziniec i ustawił pod drzewem. Katje ułożyła na trawie stosik książek i usadowiła się tuż przy nauczycielce, sięgając po pergamin.
- Co czytasz? - spytała zaciekawiona, widząc, że Yennefer przyniosła ze sobą niewielką i bardzo starą książeczkę, którą się teraz zajęła.
- Wiesz moja droga, czasem warto wiedzieć, co na temat czarów sądzą ludzie. - odpowiedziała czarodziejka.  - Malleus Maleficarum. Opowiada o tej złej stronie magii, ale z naszego punktu widzenia jest bardziej śmieszna, aniżeli budząca strach. Nie sądzę jednak, że jest to odpowiednia książka dla każdej z nas. - Katje wywnioskowała z tej wypowiedzi, że Yennefer nie da jej przeczytać tej książki o tajemniczym tytule  i odrobinę jednak zawiedziona zajęła się swoimi podręcznikami z anatomii i zielarstwa.
Yennefer wodziła wzrokiem po tekście z coraz większym zaniepokojeniem. Była młoda, kiedy po raz ostatni czytała tą książkę i nie pamiętała o czym jest. Teraz, kiedy czytała o istnieniu magii, jej formach, a później także o sposobach wykrywania, sądzenia i pozbywania się wiedźm czuła rosnący strach i zaniepokojenie. Wspomnienia znowu zalały ją bolesną falą i choć miała ochotę jedynie cisnąć książkę daleko od siebie, nie mogła zrobić najmniejszego ruchu. Ciemny pokój bez okien, bez słonecznego blasku, siedemnastoletnia dziewczyna zwinięta na jej kolanach we śnie, później ta sama dziewczyna leżąca na ziemi z głową nienaturalnie przekręconą na bok, z twarzą zalaną krwią, wreszcie ogień. Yennefer oddychała szybko i z trudem, nie czując nawet, że po policzkach strugami lecą jej łzy. Odruchowo sięgnęła dłonią do maleńkiej blizny na karku, której nie było widać pod czarnymi puklami loków, ale jednak tam była. Była i na samo wspomnienie wydarzeń sprzed lat paliła żywym ogniem. Czarodziejka zerknęła na Katje. Dla niej Inkwizycja byłą czymś odległym, czymś co znała tylko z książek i opowieści. Dla niej...  Yennefer nerwowo przełknęła ślinę.
- Yen... - odezwał się ktoś za jej plecami i kobieta w panice zerwała się z krzesła. Pomiędzy palcami od razu błysnęły fioletowo-zielone iskierki, potem buchnęły fioletowe płomienie. Yennefer właśnie miała posłać kulę energii w napastnika, kiedy zorientowała się, że wciąż znajduje się na dziedzińcu Kaer Morhen, a przed nią stoi Geralt.
- Pani Yennefer? - odezwała się niepewnie Katje, widząc, że czarodziejka jest wytrącona z równowagi, a po jej twarzy spływają łzy. Yennefer ciągle oddychała ciężko i spazmatycznie.
- Yen, musimy porozmawiać. - powiedział Geralt, jakby do całego zajścia nigdy nie doszło.
- Tak. - czarodziejka rozluźniła dłoń i strzepnęła palcami, tym samym uwalniając skupioną energię. - Tak, już idę. - powiedziała, ocierając twarz skrawkiem czarnego szalika, który nosiła pomimo letniego ciepła. Katje odprowadziła wzrokiem oddalającą się nauczycielkę, a potem podniosła z trawy książkę, czytaną przez czarodziejkę. Kartki pożółkły i stały się delikatnie kruche, ale tekst ciągle był ostry i wyraźny.
- „Poddawane brutalnym torturom przyznawały się zwykle do winy, żeby uniknąć dalszych cierpień. Umierały, płonąc na stosie wśród wiwatującej publiczności.” - przeczytała Katje i wstrzymała oddech. Czyżby Yennefer kiedykolwiek została oskarżona o używanie czarów? Oczywiście, używała, ale czy kiedykolwiek usiłowano ją spalić na stosie? Katje jakoś nie bardzo mogła w to uwierzyć. Zbyt dobrze znała swoją mistrzynię i nauczycielkę, żeby wiedzieć, ż Yennefer nie pozwoliłaby się złapać. W takim razie może w ten okrutny sposób zginęła czarodziejka, którą kobieta znała? Dziewczyna wsunęła książkę pomiędzy swoje podręczniki. Za tym wszystkim kryła się naprawdę wielka tajemnica. W każdym razie przez najbliższych parę dni na pewno nie będzie nudno.

- Yen... - Geralt objął czarodziejkę w talii i przyciągnął do siebie. Yennefer wpatrywała się w niego oczami ciągle jeszcze wilgotnymi od łez. - Jest coś o czym powinnaś wiedzieć.
- Ty również musisz się o czymś dowiedzieć.
- Mogę skończyć? Jak zwykle mi przerywasz. - Yennefer wyswobodziła się z uścisku.
- Zgoda, mów. - odpowiedziała.
- Triss przyjeżdża do Kaer Morhen. - powiedział wiedźmin.
- Triss Merigold? - upewniła się Yennefer.
- Właśnie ona. Powinna się zjawić najdalej za tydzień. Ale nie tylko o tym chciałem ci powiedzieć. Może usiądziemy? Wydajesz się lekko oszołomiona.
- Nie jestem, ale... Usiąść możemy. - Yennefer  przycupnęła na szerokiej ławie w sali jadalnej. - Odkąd widzieliśmy się po raz ostatni minęło sporo czasu. Myślałam, ze staniesz się dla mnie obcym człowiekiem. Że spojrzę na ciebie i nie będę nic czuć. Ale wcale tak nie jest. Nic się nie zmieniło.
- A dla mnie czar prysł. Przykro mi, Yen.
- Naprawdę? Ale ja dalej czuję to samo, więc ty też powinieneś. Nic nie rozumiem... - twarz Yennefer wykrzywił grymas gniewu. - A zresztą nieważne. Niedługo będziesz miał Triss na wyłączność, tego przecież chciałeś. A ja może wreszcie o tobie zapomnę, kiedy wyjadę.
- Wyjeżdżasz? Kiedy?
- Dziś. Teraz. - Yennefer wstała z miejsca. - Nie wiem kiedy i czy w ogóle wrócę. Opiekuj się Katje, Geralt. Opiekuj się nią.
7373ca761a1b63d18d33571de024413a.jpg

PS Wreszcie udało mi się wpleść trochę akcji i już nie jest tak nudno, jak w poprzednim rozdziale. No i dostajecie trochę więcej faktów, więc już sami możecie trochę kombinować, jeśli chodzi o tytułową tajemnicę. No i jak tam sprawy uczuciowe naszego kochanego wiedźmina też możecie na razie jedynie zgadywać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›