Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 20 lutego 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Kobieta odziana w czarny płaszcz galopowała konno pomiędzy walczącymi mężczyznami. Nie wiedziała czy byli to przedstawiciele państw w stanie wojny, czy w którymś z okolicznych państewek wybuchła wojna domowa. Na wściekłych rolników na pewno nie wyglądali. Mieli na sobie grube zbroje, w rękach dzierżyli ciężkie miecze. Jeden z nich ryknął rozdzierająco i gniewnie. Odrąbał głowę wierzchowca, kiedy kobieta przejeżdżała obok. Koń natychmiast runął na ziemię, a ona przekoziołkowała w powietrzu i ciężko wylądowała na ziemi. Odsunęła się, widząc, że mężczyzna zbliża się do niej. Po ostrzu miecza spływała końska posoka. Nie bała się. Zagwizdała krótko, a zaraz potem czarny kruk, zjawiwszy się dosłownie znikąd wbił pazury w oczy mężczyzny. Miecz wypadł mu z dłoni, a on sam padł twarzą w dół na trawę martwy. Kobieta wbiegła między drzewa. Odtrącona w pośpiechu gałąź smagnęła ją po policzku. W miejscu uderzenia powstała krwawa smuga. Kaptur zsunął się z głowy, odsłaniając czarne, splątane loki. Biegła na oślep, dopóki nie zderzyła się z człowiekiem biegnącym z naprzeciwka. Ledwie obrzucił ją wzrokiem, uciekł wrzeszcząc ”Wiedźma!”. W jej stronę natychmiast poleciały płonące strzały. Również konni zdążyli ją dogonić. To było logiczne. Pieszo daleko by nie uciekła. Zamknęła oczy koncentrując się wśród łoskotu kopyt i wrzasku jeźdźców. Pomiędzy jej palcami błysnęły niebiesko-zielone iskierki. Cisnęła w ich stronę kulę światła, która wybuchła w zetknięciu z ziemią. Jeźdźcy zniknęli za zasłoną dymu, pyłu i grudek ziemi. Kiedy wszystko ucichło żadnego nie było już widać. Ziemia, po której stąpali stała się ich grobem. Czarnowłosa powoli wstała i z powrotem naciągnęła kaptur na oczy. Cudownym zrządzeniem losu przetrwał jeden z koni, którego natychmiast dosiadła. Mknęła przez las, oglądając się co chwilę. Ci, który przetrwali musieli gdzieś tam być. I dałaby głowę, że teraz chcieli nie tylko spalić ją na stosie, ale także pomścić towarzyszy.

- Pani Yennefer? Pani Yennefer! - kobieta odwróciła się od okna wieży w twierdzy Kaer Morhen, słysząc głos adeptki. Dziewczyna spoglądała na nią z niepokojem, znad zwojów pergaminu i ksiąg.
- Tak? - odezwała się, nie dając po sobie poznać, że zamyśliła się i to tak bardzo, że straciłą kontakt  rzeczywistością.
- Skończyłam, pani Yennefer. - odpowiedziała dziewczyna, odkładając pióro.
- Świetnie. Przepisz teraz z tej księgi, która leży na dole stosu właściwości i zastosowania ziół.
- Już to przepisywałam, dwa dni temu. - zaprotestowała nieśmiało adeptka.
- To przepiszesz jeszcze raz! - odpowiedziała szorstko Yennefer. - Do roboty! Kiedy wrócę, wszystko ma być ładnie przepisane, bo sprawdzę. - dodała, otwierając drzwi komnaty i zostawiła dziewczynę samą. Szybkim krokiem zeszłą po schodach, na dziedzińcu minęła Ciri i Geralta i bez słowa wyjaśnienia zagłębiła się miedzy drzewa. Wspomnienia otoczyły ją ciasnym kołem. Pamiętała jak dziś tamto starcie. Tak jak pierwsze spotkanie z Geraltem. I pierwsze rozstanie. Tak samo jak pamiętała próbę uczynienia z Cirilli czarodziejki i wreszcie przygarniecie do siebie nowej adeptki.
- Pani Yennefer? - czarodziejka odwróciła się, słysząc głos podopiecznej.
- Prosiłam cię o coś Katje. - powiedziała, starając się, żeby jej głos zabrzmiał taj jak zwykle.
- Martwiłam się. - odpowiedziała dziewczyna, zakładając za ucho niesforny kosmyk włosów. - Jesteś dziś dziwnie zamyślona. I nieswoja. W ogóle... inna.
- Jeśli myślisz, że z tak błahego powodu odwołam twoje zajęcia to grubo się mylisz.
- Nie, ja tylko... - Katje zarumieniła się. No dobrze, musiała przyznać nawet sama przed sobą, że po cichu liczyła na odwołanie lekcji. Yennefer uśmiechnęła się lekko.
- Chodź tutaj, usiądź przy mnie. - poprosiła, sadowiąc się pod drzewem, a adeptka bez chwili wahania dołączyła do nauczycielki.
- Nie myślisz chyba o wyjeździe, pani Yennefer. - odezwała się Katje.
- Nie. - odpowiedziała czarodziejka. - Rozmyślam. O przeszłości.
- O tym jak cię poznałam też?
- Owszem. Nie lubiłaś mnie.
- Nie. - przytaknęła Katje. - Nie lubiłam...

Wspomnienia znowu napłynęły nową falą, ale tym razem były to przyjemne wspomnienia. Yennefer uśmiechnęła się, wspominając tamtą czternastoletnią dziewczynkę, którą zobaczyła po raz pierwszy w Świątyni Melitele. Matka Nenneke doniosła jej, że u jednej z dziewcząt objawił się talent magiczny i czarodziejka musiała to sprawdzić. Zignorowanie tak ważnych wieści nie leżało jej w naturze. Pamiętała, jak dziewczynka wpatrywała się w nią w gabinecie matki Nenneke - z przestrachem, ale też ciekawością.
- Podobno umiesz posługiwać się magią. - zaczęła Yennefer. Dziewczynka powoli pokiwała głową. W dłoni kobiety rozbłysły zielonkawe płomienie. - Potrafisz tak? - kolejne potaknięcie. - Pokaż. - dziewczynka wzięła głęboki wdech, wyraźnie się koncentrując i zbierając myśli. Złożyła dłoń tak jak Yennefer i spróbowała przywołać do siebie płomień. Zaraz potem skuliła się wystraszona kiedy biblioteczka przełożonej stanęła w płomieniach. Matka Nenneke wydała z siebie nerwowy okrzyk, ale zaraz została uciszona.
- To się zdarza. - uspokoiła ją Yennefer. Potem pochyliła się nad dziewczynką, patrząc jej w oczy. - Jesteś Katje, prawda? - dziewczynka potaknęła. - Pojedziesz ze mną do Kaer Morhem. Wiesz co to jest prawda? Stara wiedźmińska szkoła cechu, obecnie siedlisko wiedźminów. Wiem od matki Nenneke, że przyjaźniłaś się z Ciri. Ona też tam przebywa, nie powinnaś więc czuć się samotna. Nie bój się mnie, nie zamierzam cię pożreć. Chcę nauczyć cię po prostu paru rzeczy, które mogą ci się przydać. Potem zdecydujesz czy chcesz być moją adeptką. Zgoda?- Katje kiwnęła głową. Czarodziejka napawała ją lękiem, ale z drugiej strony dziewczynka była ciekawa nowej nauczycielki. Nie sprawiała wrażenia sympatycznej, ale wyniosłej i surowej. Ale Katje naprawdę chciała się nauczyć magii. Zwłaszcza, że w ostatnim czasie, w jej obecności często wybuchały nagłe i niekontrolowane pożary. A decyzja o tym czy chce się dalej uczyć będzie przecież zależała tylko od niej, prawda? Czarodziejka wyraźnie to przed chwilą powiedziała.
- Cieszę się, ze się rozumiemy. - na ustach Yennefer zakwitł delikatny uśmiech. - Jutro o świcie wyruszamy, masz więc dużo czas, żeby przygotować się do podróży.

- Bałam się ciebie. - odezwała się Katje, przerywając chwilę rozmyślania.
- Mnie? - zdziwiła się Yennefer. - Mówiłam przecież, że nie zamierzam cię pożreć.
- Tak, to prawda. Ale wtedy wydawałaś mi się przerażająca. Nie miałam pewności czy mówisz prawdę.
- Ja zawsze mówię prawdę. - głos Yennefer znowu zabrzmiał szorstko. - Mało tego, mam doskonałą pamięć. I jeśli dobrze pamiętam w pokoju czeka na ciebie zastosowanie ziół do przepisania. Na górę, migiem.
yennefer_by_shalizeh-d96qk0j.jpg

PS Szczere opinie, bardzo proszę. Jak wyszło? To dopiero pierwszy rozdział i wszystko jest pogmatwane, ale zależało mi, żeby jako tako przybliżyć postać Katje, a przynajmniej to w jaki sposób znalazła się pod opieką Yennefer. No i już na początku zasiałam wam tajemnicę, więc do następnego rozdziału.
  • awatar gość: To jest przegenialne <3 Z niecierpliwością czekam na kolejne części (a Katje zafascynowała mnie od początku). Masz talent dziewczyno :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Super! Z resztą jak większość Twoich opowiadań :D. Moim zdaniem wyszło genialnie :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›