Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 7 grudnia 2017

Liczba wpisów: 2

abc.atlant
 

- Liz... - odezwał się William, podchodząc do młodej kobiety, stojącej przy burcie. - Na nas już pora. Liz po raz ostatni spojrzała na zabudowania Sant Martin i ostatni raz pogładziła burtę Czarnej Perły.
- Tak, masz rację. - odpowiedziała, odwracając się i ze zdziwieniem spostrzegła, że za plecami Willa czekają na nią także wszyscy załoganci. Uśmiechnęła się.
- Żegnaj brzdącu. - odezwał się pan Gibbs, kiedy przechodziła obok.
- Do widzenia pani Turner. - pożegnał się Barbossa. Liz odpowiedziała mu uprzejmym skinieniem głowy, ale zatrzymała się dopiero przy Jacku, opartym niedbale o burtę. Sprawiał wrażenie, jakby to wszystko w ogóle go nie interesowało.
- Jack... - odezwała się dziewczyna. - Nasz związek nie miałby szans. - kapitan uśmiechnął się.
- Powtarzaj to sobie, kochanie. - parsknął. Liz odpowiedziała uśmiechem i rzuciła mu się w ramiona.
- Dziękuję. - wyszeptała, obejmując go za szyję. Jack również ją do siebie przytulił, a kiedy dostrzegł zazdrość, malującą się na twarzy Willa, posłał mu znaczący uśmiech. "Po moim trupie" odpowiedział mu bezgłośnie tamten. "Da się załatwić" stwierdził Jack. Liz odsunęła się od Jacka.
- Zobaczę cię jeszcze? - spytała z nieukrywanym żalem.
- Szybciej niż się spodziewasz. - odpowiedział jej kapitan. - I jeszcze niejeden raz. Wypatruj mnie na horyzoncie.
- A ty wypełniaj powierzony ci obowiązek. Dobrze wiesz, że teraz to Perła będzie przewozić na tamten świat tych, co zginęli na morzu. - Jack znów się uśmiechnął, wciskając na głowę Liz swój kapitański kapelusz.
- Tak łatwo się z nim rozstajesz? - spytała dziewczyna.
- Liczę, że wkrótce mi go oddasz. A teraz sio. Nie lubię ckliwych scen pożegnania. - kapitan złożył ręce na piersi.
- Do zobaczenia... Kapitanie. - szepnęła jeszcze Liz, schodząc do szalupy. To samo zrobił Will. Wkrótce mieli zacząć nowe życie jako małżeństwo.

ciąg dalszy nastąpi...
 

abc.atlant
 
Kate wyglądała na mijane kamienice przez okno samochodu sunącego przez warszawskie ulice i skrzyżowania. Od tego dnia miała mieszkać właśnie tutaj. W Warszawie. Dziewczyna westchnęła. Wcale nie chciała opuszczać swojego poprzedniego miejsca zamieszkania, gdzie w miarę dobrze dogadywała się z innymi wychowankami domu dziecka, a wychowawczynie były naprawdę miłe, ale to właśnie tutaj miała chodzić do szkoły średniej. I było już za późno na zmianę decyzji. Z drugiej strony... Nie było wiadomo czy dostała się do wymarzonej szkoły. Na wymarzony profil. Znowu westchnęła.
- Przestań wzdychać. - odezwała się kobieta, siedząca za kierownicą. - Zobaczysz, że ci się tam spodoba. Pani Agata trzyma swoich podopiecznych twardą ręką, to prawda, ale...
- Ale co? - przerwała jej Kate. - Mam już dość ciągłego przenoszenia się z miejsca na miejsce.
- A ja mam dość twojego narzekania. Przestań użalać się nad sobą, nie ty jedna straciłaś rodziców. - Kate posłusznie umilkła, jednak miała niemalże pewność, że kolejny sierociniec będzie taki sam jak poprzednie. Smutny i wypełniony dziecięcą tęsknotą. Jak mógłby być inny? Znów wyjrzała przez okno, na Warszawę tonącą w strugach deszczu, a zaraz potem obrzuciła krytycznym wzrokiem szary budynek, przy którym zatrzymał się samochód.
- Jesteśmy. - odezwała się kobieta. - To twój nowy dom. - Państwowy Dom Dziecka, pod którym zaparkowała kobieta nie wyglądał ani dobrze, ani źle. Taki tam trochę odrapany budynek, ale w sumie z zewnątrz prezentował się nie najgorzej. Chyba, bo prawdę mówiąc, Kate wcale mu się tak dobrze nie przyglądała. Posłusznie wysiadła z samochodu i nie korzystając z pomocy kuratorki, wyjęła z bagażnika jedną jedyną torbę ze swoimi rzeczami i - z największą ostrożnością - futerał z gitarą. Jedyną rzeczą, jaka została jej po mamie.
Kuratorka zostawiła ją przy drzwiach i poszła do gabinetu dyrektorki. Po chwili wyszły razem - kuratorka i jakaś szczupła kobieta w średnim wieku. Ta druga uśmiechnęła się i przyjrzała dziewczynie uważnie zza cienkich okularów.
- Dzień dobry, panno Evans! - odezwała się, wyciągając do niej rękę.
- Wolę Kate. - odpowiedziała stanowczo dziewczyna, ściskając dłoń kobiety.
- A więc Kate. Nazywam się Agata Rozenek i jestem dyrektorką naszego domu. Za chwilę przedstawię ci regulamin i zaprowadzę do pokoju. Dodam, ze regulaminu przestrzegamy z największą dokładnością, a każde nieposłuszeństwo jest brane pod uwagę. - kuratorka nie odezwała się ani słowem, a pani Agata wzięła dziewczynę pod ramię i lekko pociągnęła za sobą. Kate podążyła za nią bez najmniejszego oporu.
Dyrektorka oprowadzała ją, opowiadając  o regulaminie i zwyczajach panujących w domu dziecka i cały czas używała słowa ”dom”, co zwróciło uwagę Kate. Był moment, że chciała nawet jej coś złośliwego odpowiedzieć, ale kobieta byłą naprawdę miła i dziewczyna dała sobie spokój z okazywaniem wrogości. Ostatecznie uznała, że nie warto warczeć na tę sympatyczną dyrektorkę, która przecież nic złego jej nie zrobiła. Na koniec pokazała jej niektóre sypialnie. O tej porze dnia przeważnie puste. Wychowankowie korzystali z wakacji spotykając się ze znajomymi, albo włócząc po mieście.
Wreszcie kobieta otworzyła drzwi pokoju znajdującego się na końcu korytarza. Był nieduży, mniejszy niż pozostałe sale. W środku znajdowały się dwa tapczany, szafa, stolik, biurko i niewielki regalik na książki, ale nie było w nim niczyich rzeczy i wyglądało na to, ze pokój nie ma żadnego lokatora.
- Zamieszkasz tutaj. - powiedziała pani Agata. - Na razie będziesz sama, bo w naszym domu nie ma kompletu mieszkańców. Jak widziałaś, dziewczynki mieszkają przeważnie w trzyosobowych pokojach, ale te starsze staramy się przenosić do dwójek, żeby mogły spokojnie się uczyć. Słyszałam, ze jesteś dobrą uczennicą? - Kate nie odpowiedziała. Uważnie przyglądała się pokojowi, aż wreszcie położyła na jednym z tapczanów futerał z gitarą. Dyrektorka uśmiechnęła się.
- Możesz się teraz rozpakować. - powiedziała. - Gdybyś miała jakieś pytania lub wątpliwości, będę w gabinecie z twoją kuratorką. - Kate usiadła na łóżku. Nie miała zbyt wiele do rozpakowywania. Jej garderoba składała się z kilku par spodni, kilku bluzek i czarnej bluzy z kapturem, a do tego starych i znoszonych tenisówek. Nie potrzebowała niczego więcej. Dziewczyna spojrzała na lustro, które wisiało mniej więcej na wprost jej łóżka. Obrzuciła spojrzeniem swoje długie czarne włosy, za którymi chowała się jak za zasłoną, zielone tęczówki odziedziczone po mamie i kilka piegów. Nic specjalnego... Dziewczyna wsunęła dłoń do jednej z kieszonek torby, żeby po chwili wyjąć stamtąd starą fotografię.
- Widzisz mamo? Staram się. - wyszeptała, spoglądając na śliczną kobietę o subtelnej urodzie, która uśmiechała się do niej ze zdjęcia.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Współczuję Kate... Dlaczego nie może zostać w jednym domu dziecka do końca? Mam nadzieję, że uda jej się zaaklimatyzować w nowym miejscu :).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›