Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 9 listopada 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Liz siedziała skulona na schodkach, prowadzących na mostek kapitański. Nie mogła dojść do siebie po ujrzeniu ojca przebywającego w krainie zmarłych. Zarejestrowała, ze Will wsunął jej w dłonie kubek czegoś ciepłego. Podniosłą głowę, patrząc mu prosto w oczy.
- Jak się czujesz? - spytał.
- Dobrze, w porządku. - Liz skinęła głową. - Jego śmierć nie byłą dla mnie niczym nowym, po prostu znowu zobaczyłam go takiego, jakim był za życia. I chyba właśnie to najbardziej mną wstrząsnęło.
- Możliwe, że już niedługo do niego dołączysz. - odezwał się pan Gibbs. - Jeśli przed nocą nie wypłyniemy z tego pasa ciszy, znajdziemy się na wodach, na które nikt się nie zapuszcza. Skazani na żeglugę na pograniczu obu światów. Przez wieczność... - Liz umilkła. Nie uśmiechała jej się taka perspektywa. Jeśli oni zostaną uwiezieni w tym miejscu, kto zajmie się Davy'm Jonesem?
- Najgorsze jest to, ze Jack niewiele robi, żeby to zmienić. - rzuciła Elizabeth, przechodząc obok. Liz rzuciła okiem na kapitana. Jack Sparrow siedział przy prowizorycznym stole, pochylony nad mapą. Wydawał się nią bez reszty pochłonięty.
- Żadnego w tym sensu. A zielony błysk przychodzi o zmierzchu, nie o świcie. - szeptał do siebie. - Góra to dół. Frustrująco mało to pomocne. Czemu wskazówki nigdy nie są przejrzyste? Żegluj przez morze po wieczność. Uwielbiam morze. A porty? Od portu wolę rum. Raz na dziesięć lat... Dziesięć lat to szmat czasu... Zwłaszcza gdy nie ma rumu. Ale wieczność dłuży się jeszcze bardziej. Jak chcesz ją spędzić? Jako trup? Czy też nie? Nieśmiertelny Jack Sparrow... Dobre... - kapitan znowu spojrzał na mapę. - Słońce... Świt zachodzi... - wyszeptał, odwracając środkową część mapy do góry nogami. Wtedy go olśniło. Zerwał się ze swojego miejsca i dopadł do burty, wyraźnie czegoś wyglądając. Zaciekawiona załoga spojrzała na niego.
- Co to? - zawołał Jack, rzucając się ku przeciwnej burcie. Załoganci pobiegli za nim, zastanawiając się, co też znowu strzeliło do głowy staremu Jackowi. Will również do nich dołączył, choć nie widział sensu w poczynaniach pirata.
- Co się dzieje? - spytała Liz, zrywając się ze schodka.
- Biegiem! - pogonił ją kapitan, lekko popychając. Pan Gibbs wykrzywił usta w uśmiechu.
- Chce rozbujać statek... - odezwał się. Dziewczyna westchnęła głęboko, nareszcie rozumiejąc. Barbossa pochylił się nad mapą.
- Tak! - zawołał. - Rozgryzł zagadkę! Zgrajcie to z ruchem fal! - rzucił do załogi jak szalona biegającej w tę i z powrotem, p czym zszedł pod pokład. - - Odwiązać działa, wy szczury lądowe! Odształować ładunek! Niech się suwa! - Czarna Perłą kołysała się coraz bardziej, przechylając to na jedną, to na drugą stronę, aż wreszcie przechyliła się za bardzo. I o to właśnie chodziło Jackowie. Liz wzięła głęboki wdech, kiedy statek odwrócił się do góry dnem, a oni zostali uwięzieni pod wodą. Kurczowo trzymała się burty, ale odważyła się otworzyć oczy. Włosy falowały wokół jej twarzy. Widziała słońce dotykające wody. I rozbłysk zielonego światła. A potem siła grawitacji znowu zaczęła działać i Czarna Perła wynurzyła się na powierzchnię. Dziewczyna z trudem pozbierała się z pokładu i oparła o burtę.
- Kochane zachodnie wiatry... - usłyszała obok pana Gibbsa. - Wróciliśmy.
- Wschód słońca... - wyszeptała. - Dziękuję. - dodała, kiedy Will zarzucił jej koc na ramiona. Odpowiedział uśmiechem.
- No dobrze... - zaczął Barbossa. - Trybunał Braci zbiera się w Zatoce Rozbitków. I obaj się tam wybieramy, bez gadania. - powiedział, patrząc na Jacka.
- A ja pogadam. - odpowiedział mu kapitan. - Skoro zbierają się piraci, biorę kurs w przeciwną stronę.
- Chcą walczyć z Becketem. - zaprotestowała Elizabeth. - Sam jesteś piratem. - dodała, po chwili zastanowienia.
- Walcz lub nie, ale nie uciekniesz. - odparł Will.
- Jeśli nie połączymy sił, wybiją nas, a ty zostaniesz sam jeden. - Jack uśmiechnął się.
- Nawet nieźle mi to brzmi. Jack Sparrow, ostatni pirat. - Barbossa prychnął.
- Tak. I sam staniesz do walki z Jonesem. Nie pokrzyżuje ci to szyków? - mina Jacka zrzedła.
- Jeszcze tego nie rozgryzłem. - przyznał. Will sięgnął po mapy, które rozłożył na stole i wskazał na wyspę, majaczącą w oddali.
- Na wyspie jest źródło. Odnówmy zapad wody.
- Zejdziesz na ląd, a ja będę pilnował mojej łajby. - odezwał się Jack.
- Nie oddam ci swojego statku pod rozkazy. - zaprotestował Barbossa. Liz westchnęła w duchu.
- Może obaj zejdziecie na ląd, oddając statek pod moje rozkazy? - zaproponował Will. - Tymczasowo... - dodał natychmiast, widząc, że obaj piorunują go wzrokiem.
- Świetnie, idziemy? - Liz poprawiła na głowie kapelusz Jacka. - Mam powyżej uszu waszych kłótni. - rzuciła, schodząc do szalupy.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Nie potrafię długo wytrzymać pod wodą, zawsze zaczyna mi brakować powietrza... Zazdroszczę im ;). A sprzeczki między Barbossą i Jack'iem mnie bawią xD.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›