Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 8 listopada 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Jack szedł przez pokład Czarnej Perły, pokrzykując na załogantów. To samo robił Barbossa.
- Co robisz?! - wrzasnął w końcu Jack, stając przed nim.
- Nie, co ty robisz? - odpowiedział mu pytaniem Barbossa?
- A co ty robisz? Statkiem dowodzi kapitan. Mój statek, wiec jestem dowódcą. - Jack złożył ręce na piersi.
- A to są moje mapy. - odparł Barbossa.
- Więc jesteś... Mapoludem.
- Dobra, dosyć tego! - wrzasnęła Liz, wchodząc między nich. - Zamknąć mordy. Obydwaj. To rozkaz, zrozumiano? Jack... - dziewczyna wyjęła z dłoni Barbossy mapy i podała Jackowi. - Na mostek kapitański w tej chwili. Za ster. Ani słowa! - wrzasnęła, słysząc protesty ze strony Barbossy.
- Tak, panno Harrington. - Jack Sparrow ukłonił się, wsunął na głowę Liz swój kapelusz i posłusznie pognał na mostek.

Will zszedł pod pokład. Oparł się o ścianę kajuty, widząc siedzącą na schodach Elizabeth.
- Rzuciłaś jacka na pastwę krakenowi. - odezwał się.
- Ale go wyratowaliśmy. - zaprotestowała kobieta. - Will... - dodała, zrywając się ze schodka. - Nie mogłam inaczej.
- Mogłaś mi powiedzieć. - Wil podszedł do niej.
- Nie. - Elizabeth pokręciła głową. - To nie było twoje brzemię. Ty... Myślałeś, że się w nim zakochałam. - kobieta spojrzała na niego z wyrzutem i odwróciła się, chcąc odejść, ale mężczyzna natychmiast przyciągnął ją do siebie z powrotem.
- Skoro sama dokonujesz wyborów, jak mogę ci ufać? - spytał.
- Nie możesz. - stwierdziła Elizabeth, patrząc mu głęboko w oczy i wyszarpnęła ramię z uścisku. Wybiegła z powrotem na pokład. Liz podniosła głowę znad szorowanych desek, widząc Elizabeth zalewającą się łzami. Odłożyła szczotkę.
- Will... - odezwała się, zaglądając pod pokład. Mężczyzna odwrócił się ku niej. - Coś się stało?
- Ja i Elizabeth... - zaczął William. - To co było między nami... Uleciało. Nie czuję się za nią odpowiedzialny.
- To moja wina, prawda? - spytała Liz. - To przeze mnie.
- Nie. - zaprotestował Will. - Już wcześniej nam się nie układało. - powiedział, obejmując dziewczynę ramieniem. Wtuliła się w pierś mężczyzny, mimo wszystko czując palące wyrzuty sumienia.

Liz opierała się łokciami o burtę, wpatrując się w czarne jak noc morze. Większość załogi pewnie spała, ale ona nie mogła zasnąć. Niepokoiły ją widmowe sylwetki, widoczne na dnie oceanu. I łodzie, opływające Perłę. W każdej siedział człowiek z płonącą latarnią na kolanach.
- Powinien się nimi zająć Davy Jones. - odezwała się Tia Dalme, stając obok niej. - Taki obowiązek został na niego nałożony przez boginie Calypso. Przewozić tych, co zginęli na morzu, na drugą stronę. A raz na dziesięć lat mógł przybić do brzegu, by odwiedzić tę, która go kocha, Ale ten człowiek stał się potworem. - Liz wpatrywała się w twarz kapłanki, a potem odwróciła wzrok, opierając głowę na dłoni.
- Ty wiesz jak można go zabić. - stwierdziła. Tia Dalme skinęła głową z uśmiechem.
Pan Gibbs wychylił się przez burtę, dobywając strzelby. Położył palec na spuście, ale natychmiast doskoczył do niego Will.
- Nie stanowią dla nas zagrożenia... - odezwał się. - Mam rację?
- Jesteśmy dla nich tylko duchami. - odpowiedziała Tia Dalme.
- Lepiej zostawmy ich w spokoju. - dodała Liz, ale chwilę potem jej serce zabiło szybciej. Powoli podniosła się ze swojego miejsca, wpatrując się w ciemność. W jednej z łodzi dostrzegła mężczyznę. Czarnowłosego, w okularach z drucianymi oprawkami. Ubranego w starą, zniszczoną kurtkę i łatane spodnie. Tyle razy widywała go pracującego, pogrążonego w obliczeniach. Genialnego matematyka.
- Tato! - krzyknęła, wychylając się za burtę. - Tato, spójrz na mnie! Tato... - ostatnie słowo zamieniło się w jęk, kiedy z oczu poleciały jej łzy.
- Liz... - Will natychmiast dopadł do dziewczyny, zamykając ją w uścisku. Dziewczyna szlochała, wtulona w jego pierś. Will kurczowo trzymał ją w objęciach, nie pozwalając odwrócić głowy. Tylko on dostrzegł spojrzenie mężczyzny, utkwione w Perle.
- Liz, już dobrze... - wyszeptał. - Słyszysz?
- To mój ojciec. - wykrzyczała dziewczyna przez łzy. - To mój ojciec... - powtórzyła, szarpiąc się. Will trzymał ją mocno.
- Jest jakiś sposób? - spytał, patrząc na Tię Dalme. Kapłanka pokręciła głową przecząco.
- Już znalazł spokój. - odpowiedziała. Liz padła na kolana. Kuliła się na deskach pokładu, szlochając gorączkowo. Nie docierały do niej ani głos Willa, ani jego dotyk.
  • awatar Hanti: JUż nie wem kto lepszy dla Willa. Liz czy Elizabeth? Obie są wyjątkowo denerwujące. Mam nadzieje, że będzie happy end w tej nowej historii, w której Barbossa i tak jest najlepszy <3
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Will i Elizabeth powinni ze sobą poważnie porozmawiać... Poza tym, mam wrażenie, że Will nie miałby problemu ze zdradzeniem dziewczyny, z którą jest... Nie przepadam za takim czymś u ludzi, nie ważne jakiej płci... Szkoda mi Liz... Przykro mi z powodu jej ojca; wiem co czuje...
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: * przecinek zamiast średnika miał być.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›