Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 5 listopada 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Yennefer włożyła ostatnie drobiazgi do torby, którą miała za chwilę zanieść do juków na grzebiecie swojego konia. W duchu pogratulowała Kate wspaniałej decyzji. Sama również nie miała ochoty zostawać w Aretuzie ani chwili dłużej niż to będzie konieczne.
Poprzedniego wieczoru zdążyła jeszcze zerwać amulet z szyi Sabriny, tym samym odbierając jej przynależność do magicznego półświatka i wyrzucić Dorotheę z Akademii, a także odbyć poważną rozmowę z jej rodzicami, którzy zaalarmowani o nagłym wydaleniu córki ze szkoły, którą dla niej opłacali, przyjechali natychmiast w bardzo złych humorach, a w gabinecie Yennefer przez bitą godzinę rzucali obelgami i zapowiadali, że na tym to się nie skończy.
Czarodziejka westchnęła, wspominając spotkanie z tamtą dwójką. Była jednak pewna, że choć raz wykazała się jako pierwsza rektorka Aretuzy. Teraz stanowisko po niej miała objąć inna czarodziejka.
- Więc wyjeżdżacie? - odezwała się Elena, zaglądając do komnaty.
- Tak. - Yennefer, zdjęła z półki ostatnie księgi, które czekały na spakowanie. - Naprawdę mi przykro, ale nie mogłabym...
- Rozumiem. - przerwała jej uzdrowicielka. - Wszystko rozumiem. Ale w takim razie, komu zamierzasz przekazać stanowisko?
- Tobie. - odpowiedziała Yennefer, na co Elena natychmiast zareagowała mieszaniną niedowierzania i oczywistej radości. - Aretuza zasługuje na porządną pierwszą rektorkę, a ty moja droga spełniasz wszystkie kryteria. - Yennefer podała uzdrowicielce pęk kluczy. - To tylko symbolicznie, ale niech ci dobrze służą.
- Dziękuję. - odpowiedziała z westchnieniem Elena. - Ale jesteś pewna, że ja...
- Jestem pewna. - odpowiedziała Yennefer z uśmiechem. - Ale jako twoja przełożona mam do ciebie ostatnią prośbę. Zbierz adeptki na dziedzińcu, chcę... Pożegnać się z nimi.
- Jesteś gotowa? - spytała Katje, wchodząc do komnaty. Elena wyszła chwilę temu i Yennefer w spokoju kończyła zbieranie swoich rzeczy.
- Tak. - odpowiedziała, podnosząc torbę z łóżka. - Ścięłaś warkoczyk? - spytała w następnej kolejności, zauważając zmianę, jaka zaszła w wyglądzie jej adeptki. Katje musnęła palcami krótką fryzurę, którą teraz miała na głowie.
- Tak. - odpowiedziała. - Uznałam, że powinnam. A ty co o tym myślisz?
- Pasuje ci. - stwierdziła czarodziejka, schodząc po schodach. Katje uśmiechnęła się, biegnąc za nią. Te dwa słowa rzucone od niechcenia dużo dla niej znaczyły, rzadko była przez mistrzynię chwalona.
Yennefer włożyła swoje rzeczy do juków na końskim grzebiecie i odwróciła się od wierzchowca, słysząc kroki wielu osób na dziedzińcu i nerwowe szepty. Z Akademii wychodziła Elena, prowadząc za sobą cały sznur adeptek. Czarodziejka uśmiechnęła się. Pierwsza podbiegła do niej dziewczyna z najstarszego roku. Spojrzała jej w oczy, jakby chcąc coś powiedzieć, ale potem już tylko przytuliła ją mocno. Yennefer rozejrzała się wokół, kiedy kolejne adeptki podbiegały do niej, przyłączając się do zbiorowego tulenia. Elena uśmiechnęła się na ten widok. Katje, siedząca już w siodle, tylko spoglądała na to z niedowierzaniem. Dopiero teraz zrozumiała, jak wielkim poważaniem wśród uczennic cieszyła się jej mistrzyni.
- Dziewczęta... - odezwała się Elena. - Dość czułości. Yennefer na pewno chce jak najszybciej ruszyć w drogę. - czarodziejka podziękowała jej spojrzeniem, a kiedy adeptki wreszcie odstąpiły od niej, zgrabnie wskoczyła na siodło. Spięła konia, który zarżał radośnie, stając dęba, a w następnej sekundzie pogalopował przed siebie. Katje pośpieszyła za nią. Adeptki wykrzykiwały za nimi słowa pożegnania i nadziei na rychłe zobaczenie, ale żadna z nich się nie odwróciła.
- To co teraz robimy? - zagadnęła Katje, kiedy zostawiły Aretuzę daleko ze sobą.
- Nie będę teraz o tym myśleć. - odpowiedziała jej Yennefer. - Jestem wolna, jak jeszcze nigdy dotąd i nie chcę się teraz niczym martwić. Na razie jedźmy. Przed siebie. Później... Może dołączymy na szlaku do Geralta. A zresztą, kto to wie. - czarodziejka wbiła pięty w boki wierzchowca, wyrywając się do przodu w dzikim pędzie.
Gnały jak szalone, na złamanie karku. Jechały przez lasy, które zaczynały się złocić, jechały przez pola, z których zbierano plony. Konie niosły je cwałem, a ludzie, prostując zgięte nad rolą karki i plecy, spoglądali za nimi, niepewni, co widzieli. Jechały przez tętniące życiem wioski, zielone polany, przeskakiwały nad rwącymi strumieniami, zatrzymując się tylko po to, by przespać kolejną noc pod gołym niebem. Mistrzyni i Uczennica na wiecznym wygnaniu.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Jak ja się cieszę, że wszystko się dobrze skończyło! Już się bałam, że koniec będzie smutny... Szkoda, że to już koniec "Mistrzyni i Uczennicy". Bardzo dobrze czytało mi się to opowiadanie i za każdym razem, kiedy przeczytałam nowy rozdział, to czekałam na kolejny. Teraz czekam na "Piratów z Karaibów" oraz na jakieś Twoje nowe opowiadania ;). PS Jeżeli kiedyś wydasz książkę, od razu mówię, że chcę egzemplarz z Twoim autografem wypisanym ręcznie, nie wydrukowanym :P.
  • awatar Hanti: Dobrze, że to tak się skończyło. Aretuza to nie było właściwe miejsce dla Kate i Yennefer.
  • awatar gość: Piękne zakończenie, jak w bajce ;) oby już na zawsze były razem <3 PS. Fajny był pomysł z tym, że dziewczyny tak pędziły, że ludzie nie byli pewni, co widzieli xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›