Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 4 listopada 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
Yennefer otworzyła oczy, jęknąwszy cicho. Całe ciało miała zdrętwiałe, widoczność ograniczoną, a obraz zamazany. Zamrugała parę razy i dopiero wtedy odzyskawszy ostrość widzenia, uświadomiła sobie, że jest w jakimś pomieszczeniu. Sufit miał jasną barwę, charakterystyczną dla Aretuzy. Pod palcami wyczuła gładki materiał i oparcie niewielkiej sofy. Zaraz też poderwała się z wąskiej leżanki i spanikowana rozejrzała wokół, ciężko oddychając. Znajdowała się w komnacie rektorki Eleny, co poznała od razu. Wciąż jeszcze nie mogła uwierzyć w to, że jest teraz bezpieczna. Całkowicie bezpieczna. To, co wydarzyło się poprzedniej nocy na dziedzińcu akademii wydawało się być tylko koszmarnym snem.
- Ocknęłaś się, widzę. - odezwała się Elena, wchodząc do komnaty z kubkiem ziołowego naparu w dłoni. - Już po wszystkim, Yennefer.
- Po... Po wszystkim... - wyjąkała czarodziejka.
- Zgadza się. Musiałam ci wyciąć kawałek wątroby, ale spokojnie, da się z tym żyć. Bardziej martwi mnie twoja śledziona, przez jakiś czas musisz na siebie uważać. - Yennefer dotknęła miejsca, w którym powinien znajdować się rzeczony organ i dopiero teraz, wyczuwszy pod palcami dodatkowe warstwy materiału, zdała sobie sprawę, że w talii jest obwiązana twardymi bandażami.
- A... Katje? - odezwała się niepewnie. Elena uśmiechnęła się.
- Nic jej nie jest. Przed chwilą zajrzałam do niej, twardo śpi.
- Ona żyje? - dopytywała się czarodziejka, wpatrując się w uzdrowicielkę szeroko otwartymi oczami.
- Żyje, nic jej nie jest. Straciła co prawda sporo krwi i potrzebowała sporo czasu na dojście do siebie, ale jest cała. - Yennefer zerwała się na równe nogi, ale zaraz opadła  powrotem na miękką sofę, czując przeszywający ból, ogarniający całe jej ciało.
- Chce ją zobaczyć. Wybacz mi, ale muszę ją zobaczyć, żeby mieć pewność. Nie mogę inaczej. - Elena z uśmiechem skinęła głową i podała czarodziejce dłoń, którą Yennefer chwyciła bez wahania. Wsparła się na ramieniu uzdrowicielki, która poprowadziła ją do komnaty piętro wyżej.
- Katje... - odezwała się Yennefer, czując nieopisaną ulgę. Dziewczyna już nie Spałą, siedziała na skraju łóżka, wciąż w tej samej zakrwawionej sukience, którą miała na sobie tej nocy. Dłonie i lewy policzek również miała umazane krwią. Yennefer zerknęła na swoje dłonie. Sama wyglądała nie lepiej.
- Pani Yennefer... - odezwała się w odpowiedzi dziewczyna. - To już nie sen, prawda? - czarodziejka wyzwoliła się spod ramienia Eleny i z największym wysiłkiem wyprostowała. Potem dopadła adeptki.
- Jak ty wyglądasz dziewczyno. - zganiła ją. - Spójrz tylko na siebie, jak ty wyglądasz! Popraw włosy! Nie garb się. - Yennefer poprawiła i wygładziła jej kołnierzyk, spróbowała zetrzeć zaschniętą krew z rękawa. Dotknęła włosów. Wreszcie objęła mocno. Bardzo mocno. Katje odwdzięczyła się tak samo mocnym uściskiem. Yennefer osunęła się na podłogę, a zaraz za nią adeptka.
- Dobrze cię znowu widzieć. - westchnęła czarodziejka. - Myślałam, że cię już nie odzyskam.
- Martwiłam się, pani Yennefer. - odezwała się dziewczyna, pociągając nosem, który otarła wierzchem dłoni. Yennefer zgromiła ją spojrzeniem, sama otarła oczy.
- Ja cię już nigdy nie zostawię, kruszynko, nigdy cię nie zostawię. - odpowiedziała, zaczynając płakać. Z gardła wyrwał jej się przeciągły jęk. Katje wtuliła się w ukochaną mistrzynię.
- Nie wierzę, że po tym wszystkim możesz jeszcze płakać. - wyszeptała. - Co by na to powiedziała Tissaia de Vries? - Yennefer roześmiała się przez łzy.
- Pewnie byłaby z nas obu dumna. - odpowiedziała. Elena uśmiechnęła się, patrząc na tę rozczulającą scenę. Nie chciała im przerywać.
- Yennefer... - odezwała się mimo to. - Może pójdziecie obie do łaźni? Zmyjecie z siebie krew? Adeptki na pewno chciałyby przekonać się o tym, że ich pierwsza rektorka jest cała i zdrowa. Katje, podtrzymaj Yennefer.
- Nie trzeba mnie podtrzymywać! - zaprotestowała Yennefer, wstając z trudem, ale Katje i tak wzięła ją pod ramię.
Chwilę potem obie siedziały w ciepłej wodzie, zawzięcie szorując dłonie, twarze i całe ciała. Suknie, nienadające się już do ponownego włożenia, zostały ciśnięte gdzieś w kąt. Katje westchnęła cichutko, na co Yennefer również odpowiedziała westchnieniem. Dziewczyna spojrzała na nią.
- Co teraz? - spytała. - Znów jakimś cudem wyrwałaś się śmierci i Sabrina czeka na osąd, ale... Zamierzasz zostać w Aretuzie?
- Sama o tym zdecyduj. Czy zostać. - odpowiedziała Yennefer.
- Ale... - zaczęła znów Katje, jednak Yennefer zamknęła jej usta.
- Tym razem decyzja należy do ciebie. - powiedziała. - I czy naprawdę masz problem z jej podjęciem? - Katje uśmiechnęła się. Nie. Doskonale wiedziała, czego chce ona i czego na pewno chciałaby mistrzyni.
Katje zachichotała. Obie stały w komnacie Yennefer, wkładając na siebie czyste sukienki. Yennefer usilnie próbowała zawiązać na plecach kokardę z przepasanej w talii aksamitnej wstążki, ale w końcu doprowadzona przez uczennicę do ostateczności również wybuchła śmiechem. Wstążka wyślizgnęła jej się z palców. Katje okręciła się przed lustrem. Spódnica zafalowała.
- Daj, pomogę ci. - zaofiarowała się, biorąc w palce wstążkę i wiążąc z niej zgrabną kokardę. Yennefer znowu zachichotała, ale po chwili odkaszlnęła, milknąc.
- Nie musisz być ze mną, kiedy zapadnie wyrok. - odezwała się. - Poradzę sobie sama.
- Już raz zostawiłam cię samą. - zaprotestowała Katje. - I jak to się skończyło? - Yennefer spojrzała na nią niepewnie. - Pójdę z tobą. - dodała dziewczyna pewnie. I naprawdę czuła, że powinna być teraz z Yennefer.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Tak się cieszę, że obie przeżyły! Chyba nie strawiłabym przeciwnej sytuacji! :P.
  • awatar gość: Jaka cudowna Katje, boszsz... I wspaniała jej mistrzyni, tak bardzo oddana. <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›