Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 23 listopada 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
- Pierwszy Trybunał uwięził Calypso. - podjął Barbossa. - My powinniśmy zwrócić jej wolność. A wtedy z wdzięczności obsypie nas klejnotami łask. - Jack prychnął pogardliwie.
- Możemy się tu zamknąć z prowiantem i bronią. - odezwał się. - W miesiąc zostanie z nas połowa. Lub też... Jak mój uczony przedmówca naiwnie proponował, możemy uwolnić Calypso i modlić się, by była miłosierna. W co bardzo wątpię. Zostaje nam tylko jedna opcja. Przyznaję rację... Sam nie wierzę, ze te słowa wychodząc z mych ust... Kapitan Swann. Trzeba walczyć.
- Zawsze stroniłeś od walki! - krzyknął Barbossa.
- Nieprawda! - Jack udał zdziwionego.
- Prawda! Dobrze wiesz! - upierał się przy swoim Hektor.
- Pozostaję wierny szlachetnej i przedwiecznej pirackiej tradycji. I twierdzę, że tu i teraz powinniśmy podtrzymać ją wszyscy. Musimy walczyć, by móc uciec.
- Według kodeksu, wypowiedzieć wojnę - czyli to co sugerujesz - może tylko król piratów. - zaprotestował Barbossa.
- Wyssałeś to z palca.- Jack złożył ręce na piersi.
- Czyżby? - Hektor uśmiechnął się. - Wzywam strażnika kodeksu!
- W cholerę z kodeksem! - wrzasnął ktoś i zaraz padł martwy, kiedy w jego sercu utkwiła kula.
- Kodeks to prawo. - odezwał się stary pirat, podchodząc do zgromadzonych. Z hukiem położył na stole ogromną, ciężką księgę. Powoli wsunął klucz do zamka kłódki, spinającej okładki. Otworzył księgę. Przekartkował, aż wreszcie znalazł odpowiednią stronę. - Barbossa ma rację. - powiedział.
- Jedną chwilkę. - Jack przepchnął się do przodu. Powiódł wzrokiem po tekście. - Obowiązki króla... Wypowiadać wojnę, pertraktować ze wspólnym wrogiem... - kapitan skrzywił się. W myślach dopisał punkt do konta Barbossy.
- Od czasów pierwszego kapitana nie było króla. - odezwał się stary pirat, zatrzaskując księgę z kodeksem. - I to się raczej nie zmieni.
- Dlaczego? - Liz zwróciła się do pana Gibbsa.
- Król piratów jest elekcyjny. - wyjaśnił tamten. - A każdy pirat głosuje tylko i wyłącznie na siebie.
- Proszę zarządzić głosowanie. - poprosił Jack. Z różnych zakątków sali posypały się najróżniejsze propozycje. Liz spoglądała po nich, aż wreszcie wzruszyła ramionami stwierdzając, że niewiele ma do stracenia.
- Liz Harrington. - odezwała się.
- Liz Harrington. - powtórzył za nią Jack. Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem, a w sali wybuchła jedna wielka awantura.
- Ciekawostka, prawda? - odezwał się Jack, przekrzykując tłum. - Wiec mam rozumieć, że postąpicie wbrew kodeksowi? - brać natychmiast ucichła. Słychać było jedynie nieliczne szepty.
- Doskonale. - jedyna na sali kobieta podniosła się z miejsca. - Co nam rozkażesz... Królu piratów? - Liz zerknęła na Elizabeth.
- Przygotować wszystkie pływające jednostki. - zdecydowała. - O świecie rozpoczniemy wojnę.
- A zatem przystępujemy do wojny. - westchnął Barbossa. Sala zawrzała z podniecenia. Piraci zaczynali dyskutować zawzięcie o podjętej decyzji. Stary strażnik kodeksu westchnął zrezygnowany. Jack Sparrow natychmiast odwrócił się ku niemu.
- No co? - odezwał się. - Przeszedłeś przez to wszystko. Przetrwałeś.
- To nie sztuka żyć wiecznie Jackie. - odpowiedział mu tamten. - Sęk w tym jak żyć wiecznie z samym sobą.

Czarna Perła sunęła gładko przez ocean, na czele kolumny pirackich statków. Na pokładzie panowała bezwzględna cisza. W oddali, we mgle zamajaczył zarys angielskiego żaglowca.
- Widzę nieprzyjaciela! - wrzasnął jeden z załogantów. - Do ataku1 - po pokładzie Perły poniósł się wojowniczy okrzyk, który jednak natychmiast ucichł, gdy z mgły powoli wyłaniały się kolejne pływające jednostki. Liz nerwowo wciągnęła powietrze. Szła na nich cała flota. Załoganci ucichli. Spojrzenia większości skierowały się ku Jackowi. Kapitan uśmiechnął się.
- Pertraktujemy? - spytał.
Chwilę potem Liz szła przez piaszczystą wyspę w asyście Jacka i Barbossy. Kawałek od brzegu czekał na nich Becket, po swojej lewej mający Davy'ego Jonesa, po prawej... Willa.
- To ty jesteś kundlem, który wpuścił wilki do naszej zagrody. - odezwał się Barbossa.
- Nie wiń Turnera. - odpowiedział Becket. - Był jedynie narzędziem zdrady. Jeśli chcesz ujrzeć jej architekta, odwróć głowę w lewo. - Liz spojrzała na Jacka, który natychmiast uniósł dłonie w obronnym geście.
- Moje ręce są czyste. - zapewnił. - W przenośnym sensie. - dodał, spoglądając krytycznie na brud za paznokciami.
- Działałem samopas. - odparł Will. - Jack nie brał w tym udziału.
- Piękne słowa. Słuchaj narzędzia. - podchwycił kapitan.
- Skoro Turner nie działał w twoim imieniu, to dlaczego mi to wręczył? - Becket uniósł do góry busolę Jacka. - Zawarłeś ze mną układ Jack. Że wydasz mi piratów. Są tutaj. Nie krępuj się. Upomnij się o nagrodę.
- Wciąż nie spłaciłeś długu, który u mnie zaciągnąłeś. - powiedział Davy Jones. - Sto lat służby na pokładzie Holendra. Na początek. - Jack skrzywił się niechętnie.
- Ten dług spłaciłem. - przypomniał.
- Uciekłeś. - to zamknęło kapitanowi usta, ale tylko na chwilę.
- Formalnie rzecz biorąc... - Liz westchnęła ciężko.
- Proponuję wymianę. - przerwała mu. - Will popłynie z nami, ty weźmiesz Jacka.
- Zgoda. - Becket uśmiechnął się.
- To jeden z dziewięciu pirackich władców. Nie masz prawa. - odkrzyknął Barbossa. Liz uśmiechnęła się chytrze.
- A król? - spytała. Jack uśmiechnął się uroczo.
- Wedle rozkazu Jaśnie Pani. - powiedział, skłoniwszy się nisko. Barbossa natychmiast wyszarpnął z pochwy szablę i zamachnął się nią na odlew. Jack uchylił się w porę. Stracił tylko sznurek koralików, który nosił przy bandanie. Potem, oglądając się na Hektora, zajął miejsce Willa. Davy Jones pogładził do macką po policzku.
- Czy lękasz się śmierci? - wyszeptał.
- Nawet nie masz pojęcia. - odpowiedział mu Jack.
- Przekaż swoim braciom, że mogą wybrać walkę i wszyscy zginąć, lub powstrzymać się od walki i wówczas zginie jedynie większość. - wysyczał Becket. Liz rzuciła się ku niemu.
- Zamordowałeś mojego ojca. - odpowiedziała.
- Sam sobie wybrał los. - uśmiechnął się Becket.
- Tak jak ty wybrałeś swój. Wybieramy walkę. A wy zginiecie. - dziewczyna odwróciła się na pięcie, odchodząc. Will i Barbossa bez słowa podążyli za nią.
- Król? - odezwał się w końcu William.
- Wybrany przez Trybunał. - wyjaśniła Liz. - Przez uprzejmość Jacka.
- Więc może jednak wie, co robi.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: A tak się śmiali z Elizabeth, jak wspomniała o walce. Teraz wszyscy za nią idą :P.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›