Wpisy użytkownika Kate - Writes z dnia 2 listopada 2017

Liczba wpisów: 1

abc.atlant
 
No, to jeszcze dwa rozdziały i po weekendzie zapowiada się powrót Piratów. Jak wam się widzi taka miła niespodzianka na początek listopada? No i jutro postaram się wreszcie wrzucić coś odnośnie niedawnych wyjazdów, na których byłam lub też nie.
--------------------------------------------------------------------------------------------
Katje wyjrzała zza załomu muru. Triss dyskutowała o czymś zawzięcie z Sabriną, ale z tej odległości dziewczyna nie mogła usłyszeć słów. Dziewczyny z kręgu powoli zaczynały się wykruszać, ale nie można im się było dziwić. W końcu już drugą dobę stały bez ruchu wokół Akademii, szepcząc zaklęcia. Katje spojrzała na Yennefer, wychylającą się zza węgła tuż nad jej ramieniem.
- Co teraz robimy? - spytała. Czarodziejka zastanowiła się przez chwilę.
- Proponuję wziąć je z zaskoczenia. - odpowiedziała. - Idź przodem. Podejdź do nich jak gdyby nigdy nic. Zaufaj mi. Nie bój się. Wszystko będzie dobrze?
- Na pewno? - spytała z powątpiewaniem Katje.
- Czy ja cię kiedyś okłamałam? - Yennefer wzięła się pod boki i to do końca przekonało dziewczynę. Wzięła głęboki wdech i nie śpiesząc się skierowała kroki ku czarodziejkom. Triss dostrzegła ją pierwsza. Dłonie jej drżały, ale dalej szła przed siebie pewnym, dostojnym krokiem.
- Ponoć mnie szukacie. - odezwała się, stając przed nimi. Sabrina złożyła ręce na piersi. Zaczynała coś podejrzewać. Katje uniosła obie dłonie. - Nie zamierzam sprzeciwiać się waszej woli. Ale posłuszna też nie będę. - dodała, kiedy Triss spętała ją magicznymi więzami.
- Merigold! - rudowłosa czarodziejka poderwała głowę, kiedy niebo przeszył piorun. Na środku placu stałą Yennefer, w dłoni której iskrzyło od wyładowań elektrycznych. - Nie waż się tknąć mojej adeptki. Anie jej, ani żadnej innej. Nigdy więcej... - Katje uśmiechnęła się  wykorzystując chwilę nieuwagi czarodziejki z całej siły rąbnęła ją łokciem w brzuch. Sabrina posłała ku niej pocisk, który zaraz zderzył się z tarczą, którą dziewczyna wytworzyła wokół siebie. Zanim Triss zdołała podnieść się z kolan, rektorka została przygwożdżona do ściany Akademii przez Yennefer.
Katje spojrzała ku mistrzyni. W jej oczach znowu szalały tak dobrze znane iskierki, ale także gniew. Docierało do niej właśnie co tak naprawdę działo się w Aretuzie, a o czym nie miała zielonego pojęcia. Pochylona, gotowa do ataku i obrony. Obrony siebie i uczennic. W jej dłoniach buchały fioletowe płomienie. Katje przyzwała do siebie magiczną energię. Złożyła moc uderzenia świetlnego i ogniowego, tak jak uczyła ją mistrzyni.  Tuż przy jej palcach zatańczyły błękitne iskry. Triss wykrzyczała jedno jedyne zaklęcie, ale to wystarczyło. Rektorki i adeptki będące pod jej władzą, przestały szeptać zaklęcia ochronne. Magiczny krąg rozpadł się, a klatka utworzona przez nie wokół Aretuzy zniknęła. Powietrze przeszywało teraz natężenie setek głosów kobiet i dziewcząt. Każda z nich wykrzykiwała kolejne zaklęcia.
Yennefer utworzyła tarczę wokół siebie i Katje. Stały teraz razem na środku placu, oparte o siebie plecami.
- Pamiętaj, ze to tylko niewinne dziewczęta. - przypomniała czarodziejka. - Nie wolno zrobić im krzywdy.
- Wiem, jedynie ogłuszyć. - odpowiedziała jej adeptka. Spojrzały po sobie. Rozumiały się bez słów. Obie wyszeptały to samo zaklęcie w tym samym czasie, formując ogromne kule energii i każda posłała swoją w przeciwnym kierunku. Wybuch światła na moment oślepił Katje, ale kiedy przetarła oczy zobaczyła, że w porannym brzasku wszystkie będące pod kontrolą Triss dziewczęta, odzyskują panowanie nad sobą. Zdziwione przecierały oczy i patrzyły po sobie, nie rozumiejąc co zaszło.
- Yennefer! - z budynku Akademii wybiegła Elena, omal nie wywracając się na ostatnich schodach. - Co tu się stało?
- Zabierz stąd adeptki. - odpowiedziała jej Yennefer. - Nie chcę, żeby musiały to oglądać. To jeszcze nie jest koniec. - przerwała, czując na ramieniu uścisk palców Triss.
- Nie, masz rację, nie koniec. - wysyczała czarodziejka. - Ale zaraz będzie po wszystkim. - zanim Yennefer zdążyła się obejrzeć, na jej szyi zatrzasnęła się obroża z dwimerytu, a Triss szarpnęła ją za nadgarstek w stronę zawczasu ułożonego z drewna stosu. - Wystarczy, ze raz wszystko zepsułaś! - wrzasnęła. - A trzeba było cie zabić kiedy miałam ku temu okazję. Teraz wszystko naprawię. - dodała, wyrywając z dłoni jednej z nieprzytomnych rektorek pochodnię. Yennefer gwałtownie wciągnęła powietrze, kiedy Triss rzuciła ją pod nogi. Drewno momentalnie zajęło się ogniem. Buchnęły płomienie. Yennefer natychmiast poczuła na twarzy żar i palący ogień. Jak przez mgłę widziała zebrane na placu adeptki, Elenę, przykładającą sobie dłoń do ust, Triss Merigold patrzącą jej prosto w oczy. Katje z rozpaczą wołającą jej imię. Dorotheę, która właśnie złapała pierwszy lepszy przedmiot, który miała pod ręką, a którym były ostro zakończone widły.
Katje poczuła tylko osty ból pod żebrami. Kiedy przyłożyła tam rękę, po jej dłoni natychmiast spłynęła struga ciemnej krwi. W świetle wschodzącego poranka wydawała się tym bardziej szkarłatna, niż powinna być normalnie.
- Katje... - wyszeptała Yennefer i w ostatnim przebłysku świadomości rzuciła się wprzód. Szarpnęła Triss za suknię. Czarodziejka patrzyła na nią z mieszaniną strachu i zdziwienia.
- Jak... - zaczęła, ale zaraz wrzasnęła dziko, pchnięta na płonący stos. Plecami uderzyła o płonące drewno i zanim zorientowała się, co właśnie zaszło, ogień dosięgnął jej twarzy, ramion... Zawyła rozpaczliwie, czując na całym ciele palący ból i wbijające się w nie tysiące malutkich igiełek. Yennefer wpatrywała się w płonącą czarodziejkę, dopóki ta nie umilkła. Nie do końca zdawała dobie sprawę, co dokładnie zrobiła. I zaraz drgnęła, kiedy ją olśniło. Dorothea. Widły. Katje. Krew. Ona się wykrwawi! Elena rzuciła się ku niej, zdejmując z szyi dwimeryt, ale czarodziejka nawet tego nie czuła.
- Katje... - odezwała się. Wzięła w dłoń lepką od krwi rękę adeptki. Dziewczyna z trudem otworzyła oczy, patrząc wprost na nią.
- Pani Yennefer... - wyszeptała słabo, tylko po to, by zaraz znowu umilknąć.
- Nic nie mów, kruszyno. - odpowiedziała jej natychmiast mistrzyni. - Katje, patrz na mnie. Katje! - krzyknęła, ale głowa dziewczyny opadła na bok. Yennefer przyłożyła dłoń do żołądka Katje, szepcząc zaklęcia tamujące krwawienie. Wysłała impuls do wnętrza ciała adeptki, nakazując zrosnąć się tkankom.
- Yennefer, przestań... -odezwała się Elena, klęcząc przy niej. - Yennefer, wykończysz się. - czarodziejka nawet nie zwróciła na nią uwagi. Oczy zachodziły jej łzami, ale nie przestawała szeptać zaklęć. Po ciele Katje skakały fioletowe rozbłyski światła. Yennefer odetchnęła, kiedy zaczęło kręcić jej się w głowie. Obraz stawał się coraz bardzie niewyraźny. Pochyliła głowę niżej. I jeszcze niżej.
- Yennefer! - kiedy osuwała się na ziemię dotarł do niej ostatni krzyk Eleny. Opadła bezwładnie na brukowany dziedziniec, tuż obok swojej uczennicy.
  • awatar gość: Zakonczen ie niby takie samo Ale jednak inne. ☺
  • awatar gość: Najważniejsze, że łączyła je miłość do końca.. :)
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Triss w końcu dostała za swoje... Tak mi szkoda Katje, Yennefer i Eleny...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›